Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Konwencja już nie stambulska?

Szacuje się, że 40 proc. kobiet w Turcji padło ofiarą przemocy domowej. Szacuje się, że 40 proc. kobiet w Turcji padło ofiarą przemocy domowej. Getty Images

Turcja zamierza wystąpić z Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, tzw. stambulskiej, bo tam ją przyjęto. Gdy prezydent Recep Tayyip Erdoğan ją podpisywał w 2011 r., przedstawiał to jako dowód na wyjątkowe poszanowanie praw człowieka w Turcji. Ale już dwa lata później mówił, że równość płci jest „wbrew naturze”. A ostatnio władze i wpływowi duchowni się nie patyczkowali – konwencja ma według nich zachęcać do rozwodów i „niszczyć moralność”. Jeden z nich powiedział nawet, że zawarty w niej wymóg obrony ofiary przemocy bez względu na orientację seksualną oznacza promocję homoseksualizmu.

Według organizacji pomocowej KCDP w zeszłym roku ponad 500 Turczynek zginęło tylko dlatego, że były kobietami – to cztery razy więcej niż w 2011 r. Szacuje się, że 40 proc. kobiet w Turcji padło ofiarą przemocy domowej (w Europie średnio 25 proc.) i tylko co dziesiąta zgłosiła sprawę na policji. M.in. dzięki KCDP powstała specjalna aplikacja dla zagrożonych przemocą – ściągnęło ją już 470 tys. Turczynek. Obrońcy praw człowieka alarmują, że choć konwencja nigdy tak naprawdę nie została w Turcji wdrożona, to jej porzucenie wywoła efekt domina i kobiety wkrótce stracą kolejne prawa. Sprawa jest już w zasadzie przesądzona, bo Erdoğan swoją władzę w coraz większym stopniu opiera na radykalnym, islamistycznym elektoracie. Brzmi znajomo.

Polityka 34.2020 (3275) z dnia 18.08.2020; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 11
Reklama