Aleksiej Nawalny, 44-letni najbardziej rozpoznawalny w świecie rosyjski opozycjonista, przebywa w klinice Charité w Berlinie. W poniedziałek jego stan określano jako poważny i potwierdzono obecność trucizny w organizmie. Jak wiadomo, 20 sierpnia zasłabł na pokładzie samolotu z Tomska do Moskwy, po awaryjnym lądowaniu w Omsku trafił tam w stanie śpiączki na oddział reanimacyjny, a po długich targach rodzina dostała następnego dnia zgodę na przetransportowanie go do Niemiec. Wiele wskazuje, że truciznę zawierała herbata wypita w bufecie tuż przed odlotem z Tomska. Trudno to będzie jednoznacznie ustalić (usłużne media wskazują na zatrucie bimbrem lub cukrzycę), bo też żaden z wielu podobnych zamachów na opozycjonistów i ludzi niewygodnych władzy nie został oficjalnie wyjaśniony. Chociaż zawsze wiele poszlak wskazywało na działanie służb. A lista, w kraju i za granicą, jest długa; przy tej okazji wspomina się nazwiska otrutego Jurija Szczekoczichina (w latach 80. współpracownika POLITYKI), Anny Politkowskiej (która po nieudanej próbie otrucia została później zastrzelona), Władimira Kara-Murzy, Piotra Murziłowa, Aleksanda Litwinienki czy Siergieja Skripala z córką. W samej Wielkiej Brytanii było ponad dwadzieścia zamachów, prób otrucia czy tajemniczych śmierci wśród Rosjan, którzy podpadli Kremlowi.
Sam Nawalny przed rokiem ciężko zachorował w areszcie, prawdopodobnie podtruty; był to kolejny epizod z listy licznych zatrzymań, procesów i kar, którymi go gnębiono. Bo też zyskał szczególną nienawiść wśród władz, ujawniając korupcję na szczycie, kleptokratyczne zamiłowanie do majątku i wystawnych budowli. Rządzącą Jedną Rosję nazwał „partią żulików i złodziei”. Stosowne filmiki trafiały do sieci, masowo oglądane, jak te pokazujące pałace Dmitrija Miedwiediewa w różnych częściach Rosji.