Świat

Sąd Najwyższy w USA już zaczął sprzyjać konserwatystom

Donald Trump i Amy Coney Barrett, sędzia Sądu Najwyższego USA Donald Trump i Amy Coney Barrett, sędzia Sądu Najwyższego USA Andrea Hanks / Flickr
Amerykański Sąd Najwyższy, w którym konserwatywni sędziowie dominują liczebnie nad liberalnymi w proporcji 6 do 3, już orzeka zgodnie z ideologicznymi postulatami prawicy.

Języczkiem u wagi była nominacja Donalda Trumpa dla ultrakonserwatywnej Amy Barrett, zatwierdzonej głosami republikańskiej większości w Senacie krótko przed wyborami prezydenckimi. A już tydzień temu Sąd Najwyższy uchylił restrykcje na zgromadzenia w kościołach, meczetach i synagogach, wprowadzone w Nowym Jorku z powodu pandemii koronawirusa. Kiedy w sądzie zasiadała zmarła w październiku liberalna Ruth Bader Ginsburg, obostrzenia były utrzymywane. W poprzednim składzie SN konserwatyści mieli przewagę 5 do 4, ale zaliczany do nich prezes sądu John Roberts w niektórych sprawach głosował razem z liberałami i tak właśnie postąpił w sprawie restrykcji na zgromadzenia religijne. Wakat po śmierci Ginsburg wypełniła Barrett.

Czytaj też: Sąd Najwyższy USA. Klub celebrytów

Dostęp do broni także dla przestępców

W najbliższym czasie SN będzie rozpatrywał pozew mieszkanki Filadelfii Lisy Folajtar, która zaskarżyła decyzję sądu niższej instancji zabraniającą jej zakupu broni palnej, gdyż była karana za niepłacenie podatków. Prawo federalne zakazuje posiadania broni osobom leczonym psychiatrycznie lub karanym – SN dotychczas zawsze zatwierdzał jego ważność. Folajtar argumentuje, że zakaz narusza drugą poprawkę do konstytucji, i podkreśla, że została skazana za przestępstwo, choć nie użyła przemocy.

Barrett jako sędzia sądu apelacyjnego w Chicago zgodziła się z takim argumentem, wyrażając opinię mniejszości składu skłonnej przyznać prawo do zakupu broni mężczyźnie skazanemu za oszustwa pocztowe. Zwolennicy pobłażliwego traktowania takich osób utrzymują, że autorzy konstytucji – uchwalonej w 1787 r. – „na pewno” nie odmówiliby prawa do posiadania broni skazanym za przestępstwa bez użycia przemocy. Ich zdaniem zakaz powinien obejmować tylko osoby „niebezpieczne”. Poparcie dla takiej argumentacji wyrazili prócz Barrett dwaj inni konserwatywni sędziowie SN: Clarence Thomas i nominowany przez Trumpa Neil Gorsuch.

Pozwala to przewidywać, że sąd – który ma wydać decyzję do końca roku – zezwoli na posiadanie broni palnej wszystkim Amerykanom już karanym, byle tylko nie za takie przestępstwa jak morderstwa, napady z bronią w ręku czy pobicia. Oszuści i wszyscy inni przestępcy nieużywający przemocy wobec ofiar nie są wedle takiego rozumowania groźni dla społeczeństwa. Chociaż wiadomo, że psychopaci nieliczący się z prawem i moralnością niekoniecznie ściśle dzielą się na zwolenników i przeciwników przemocy fizycznej.

Czytaj też: Zamęt w ostoi demokracji

Spis ludności bez nielegalnych imigrantów

W ostatnią środę Sąd Najwyższy zajął się z kolei żądaniem administracji Trumpa, aby w tegorocznym powszechnym spisie ludności nie liczyć nielegalnych imigrantów. Według reguł wynikających z konstytucji w spisie należy uwzględnić wszystkich mieszkańców danego stanu niezależnie od ich statusu – i taka też była dotąd praktyka. Od populacji stanu zależy, ile dostanie miejsc w Izbie Reprezentantów i dotacji z budżetu federalnego. Dokładna liczba nielegalnych imigrantów w USA nie jest znana. Szacuje się ją na 10–12 mln. Część z nich najpewniej nie zostanie policzona, gdyż osoby bez prawa pobytu i pracy często unikają kontaktów z władzami.

Spisy ludności odbywają się w USA co dziesięć lat i przeprowadza je departament handlu. Sąd Najwyższy w poprzednim składzie dwukrotnie odrzucał wnioski administracji Trumpa, żeby nie policzyć nielegalnych imigrantów. Ich wyeliminowanie z rejestrów leży w interesie Partii Republikańskiej, gdyż najwięcej nielegalnych mieszka w dużych stanach, jak Kalifornia, New Jersey czy Teksas – dwa pierwsze głosują z reguły na kandydatów Partii Demokratycznej. Zmniejszenie ich populacji, a w konsekwencji redukcja liczby przedstawicieli w Kongresie, osłabiłoby ich wpływy polityczne. Związana z tym obniżka subsydiów federalnych odbiłaby się na stanie usług socjalnych, godząc przeważnie w najbiedniejszych mieszkańców.

SN dotychczas odrzucał takie wnioski rządu Trumpa od razu. Według niektórych opinii prawnych to Kongres, a nie władza wykonawcza, powinien decydować o regułach spisu. Tym razem SN zwleka z decyzją, co daje administracji czas na ewentualne wprowadzenie pożądanych przez nią zmian, chociaż ma podobno wydać werdykt przed końcem roku. Zmianę postępowania można zapewne przypisać wpływom konserwatywnych sędziów z Barrett na czele.

Tymczasem dochodzą sygnały, że z powodu pandemii policzenie mieszkańców może się nie udać w terminie, czyli do końca roku. Jeżeli procedury przeciągną się do 20 stycznia, kontrolę przejmie administracja prezydenta elekta Joego Bidena, który zapewne przywróci pierwotne reguły spisu.

Wybory przed Sądem Najwyższym

Trump ogłosił, że polecił swemu departamentowi handlu przekazać mu zarówno liczbę mieszkańców policzonych według dotychczasowych reguł, jak i drugą, nieuwzględniającą nielegalnych imigrantów. Rząd argumentuje, że urzędnikom nie uda się zapewne uzyskać końcowych danych z wyłączeniem wszystkich nielegalnych imigrantów, więc zamiast tego proponuje wyeliminować ze spisu tylko niektóre ich kategorie, np. osoby przebywające w aresztach. W efekcie – przekonuje ekipa Trumpa – zmiany nie będą na tyle wysokie, by istotnie wpłynąć na rozdział okręgów wyborczych w poszczególnych stanach.

Z powodu wszystkich tych komplikacji nie wiadomo, jak SN rozstrzygnie spór o liczenie nielegalnych imigrantów. Można natomiast przewidywać, że nawet z obecną dominacją konserwatystów zawiedzie nadzieje Trumpa dotyczące ewentualnego zaangażowania w sprawę wyniku wyborów. Jeżeli prezydent – co jeszcze nie jest pewne – odwoła się ostatecznie do „Supremes” po przegraniu wszystkich pozwów wyborczych, to trudno sobie wyobrazić, by uchylili oni decyzje 80 mln Amerykanów o poparciu Bidena.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Królewny – żony i matki władców

Wagę dynastycznej dyplomacji rozumieli także Piastowie i Jagiellonowie, którzy wykorzystywali ożenki swoich sióstr, córek i wnuczek do zawierania politycznych aliansów.

Anna Czarniecka
23.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną