Japonki na emeryturze

Mężowstręt
Dramat Japonek zaczyna się na emeryturze. Przez prawie 40 lat małżeństwa przyzwyczaiły się do samotności. Bez męża – zapracowanego, nieobecnego. Perspektywa 24-godzinnej obecności pana domu wywołuje u nich ataki paniki.
Dramat zaczyna się po 40 latach małżeństwa.
mrhayata/Flickr CC by SA

Dramat zaczyna się po 40 latach małżeństwa.

Takako Terakawa, lat 57, mieszkanka Osaki, ostrożnie otwiera szklany kredens i sięga po jeden z dzwoneczków. Jest ich tam prawie 30. Są różnej wielkości i każdy dzwoni inaczej. Takako dzwoni zdejmując po jednym z każdej półki. Wyraz napięcia powoli znika z jej twarzy.

Rytuał z dzwoneczkami powtarza codziennie. Pomaga jej walczyć z objawami, które ją prześladują od wielu lat. Ich przyczyną jest jej mąż Kenji. – Na samą myśl o obecności męża w domu dostaję wyprysków na całym ciele i silnych bólów żołądka. Przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu często powoduje torsje. W nocy, kiedy on śpi, nie mogę znaleźć sobie miejsca i często szukam ulgi w alkoholu. Niektóre zajęcia domowe są starannie planowane i czasochłonne. Takako pierze brudne rzeczy dwa razy – najpierw ładuje do pralki rzeczy męża, a potem własne. Uważa też, aby suszyły się osobno. Posiłki zjada zawsze na godzinę przed jego powrotem z pracy. Nie jestem w stanie siedzieć naprzeciwko niego przy stole. Jeżeli zdarza nam się wyjść do restauracji, zawsze wybieram stolik, gdzie można usiąść obok siebie. Takako Terakawa jest dotknięta chorobą, na którą w Japonii cierpi prawie 60 proc. kobiet w średnim wieku.

Syndrom Męża Emeryta

Odkrył ją dr Nobouo Kurokawa, lekarz z Osaki, jeden z największych autorytetów w dziedzinie chorób psychosomatycznych. 10 lat temu zaczęły zgłaszać się do niego kobiety, u których występowały zastanawiające dolegliwości. Dr Kurokawa uświadomił sobie, że przyczyna jest bezpośrednio związana z ich mężami. – Zauważyłem – opowiada lekarz – że sama myśl o przebywaniu z mężem wywołuje w pacjentkach ogromny stres. Jednym z jego objawów jest depresja. Cierpią również na fizyczne dolegliwości, takie jak wrzody, astma oraz wysokie ciśnienie. W drastycznych wypadkach depresja może doprowadzić do samobójstwa, a długotrwały stres może wywołać raka. Dr Kurokawa nazwał chorobę Syndromem Męża Emeryta. Jej korzenie tkwią w szczególnym systemie wartości i w normach społecznych przekazywanych i przestrzeganych przez kolejne pokolenia Japończyków. Zawieranie małżeństwa było równoznaczne z podpisaniem swoistego kontraktu, który jasno i precyzyjnie określał prawa i obowiązki małżonków.

Kobiety rodziły i wychowywały dzieci. Dbały o sprawne funkcjonowanie rodziny. Mężowie oczekiwali pełnego podporządkowania i akceptacji ich dominującej roli w związku. Do mężczyzn należało zabezpieczenie rodzinnego bytu. Obyczaje i tradycja etyki zawodowej nakazywały im przede wszystkim całkowitą lojalność wobec firmy. Praca zawodowa była priorytetem, któremu mężczyźni poświęcali się bez reszty. Kosztem życia rodzinnego. A przeciętny okres kariery zawodowej w Japonii to prawie 40 lat. Tyle samo, ile staż małżeństw dzisiejszych 60-latków.

Tak utrwalony od pokoleń model rodziny spowodował, że kobiety czuły się po ślubie osamotnione. Poczucie pustki i wyobcowania starały się zniwelować przez ucieczkę w rozmaite hobby.

Misie na samotność

Takako Terakawa jest jedną z takich kobiet. Do dr. Kurokawy zgłosiła się w chwili załamania. Poczucie opuszczenia i osamotnienia wkradło się w jej małżeństwo bardzo szybko. Jej mąż Kenji, inżynier, wychodził do pracy rano, a wracał późnym wieczorem. Ich coraz rzadsze rozmowy ograniczały się do monologu męża zostawiającego przed wyjściem listę poleceń do wykonania. Tuż po ślubie mąż przestał używać jej imienia i zaczął się zwracać do niej per „ty”, a po urodzeniu dzieci nazywał ją „matka”. Takako wypełniała czas wychowaniem dwójki dzieci i żyła nadzieją na zmianę. Mówi: – Sposób, w jaki zostałam wychowana, nie pozwalał mi na protestowanie. Oczekiwałam, że jeżeli będę wypełniać polecenia męża i mu się podporządkuję, w końcu będę szczęśliwa.

W miarę upływu lat i malejących szans na zmianę Takako znalazła własny sposób na życie. Raz w miesiącu chodzi do sklepu z pluszowymi zwierzakami. Zawsze kupuje dwa. Są jednakowe. W swoim niewielkim mieszkaniu zebrała kolekcję 400 par.

Zwierzaki są starannie posegregowane według wielkości i kolorów. Wypełniają po brzegi kilka głębokich szuflad i prawie wszystkie półki. – Nie mogłam sobie poradzić z samotnością i niespełnioną potrzebą przytulenia się do drugiego człowieka. I już nie mogłam sobie wyobrazić takiego kontaktu z mężem. Przytulanie się do misiów przynosi mi ulgę i daje poczucie uspokojenia.

Takako przyznaje, że dwukrotnie nawiedzały ją myśli samobójcze. Powstrzymała ją jedynie troska o dzieci.

Kenji, mąż Takako od 38 lat, nic nie wie o cierpieniach żony, nie zdaje sobie sprawy, że to on jest ich przyczyną. Nie on jeden. Kobiety znalazły się w potrzasku: tradycja i wychowanie nakazują im powściągliwość w okazywaniu uczuć i nastrojów, nie mają odwagi na szczerą rozmowę z mężami. Mężczyźni na ogół są więc zupełnie nieświadomi tego, co się dzieje z ich żonami. Przyzwyczajeni do uprzywilejowanej pozycji w rodzinie, nie poświęcają wiele uwagi partnerkom, nie widzą problemów, które rodzą chorobę. A dr Kurokawa twierdzi, że jeżeli mąż nie stara się zrozumieć żony i jej pomóc, choroba staje się nieuleczalna. Kobiety milcząc odbierają sobie szansę na powrót do zdrowia.

Obcy – w domu

Ale prawdziwy problem zaczyna się, kiedy mężowie osiągają wiek emerytalny – 60 lat. (Przeciętnie żyje się tu 80 lat. Oznacza to jeszcze 20 lat wspólnego życia). Dla wielu kobiet to początek prawdziwego dramatu. Koniec kariery zawodowej partnera uświadamia im, jak bardzo stali się sobie obcy.

57-letnia Yukie Aoyama była tak przerażona wizją towarzystwa męża, że dołożyła wszelkich starań, aby pracę przedłużył o kolejne dwa lata: – Uświadomiłam sobie nagle, że będę zmuszona do dzielenia życia z człowiekiem, któremu nie mam nic do powiedzenia. Dostałam ataku paniki. Jej małżeństwo było również tylko formą społeczno-ekonomicznego kontraktu, zawartego prawie 38 lat temu. Objawy choroby pojawiły się bardzo szybko. Osiem lat temu firma męża została przeniesiona do miasta oddalonego o 800 km od ich wspólnego domu. Yukie zamieszkała z rodziną syna na przedmieściach Tokio i od tej pory widuje męża raz na sześć tygodni. Każdą jego wizytę okupuje silnymi bólami żołądka oraz wysypką. Jak ognia unika sytuacji sam na sam z mężem. – Podczas jego wizyt, kiedy przychodzi nam razem robić zakupy, zawsze zabieram ze sobą wnuki. Łatwiej wtedy uniknąć rozmowy z mężem.

Ucieczka od partnera i poczucie niespełnienia w związku przybrały u Yukie formę obsesyjnego uwielbienia dla Kiyoshi Hikawa, młodego idola japońskiego rocka. Z dumą oprowadza po pokoju pełnym plakatów i zdjęć piosenkarza. Yukie planuje zajęcia i obowiązki z wielotygodniowym wyprzedzeniem i zawsze według oficjalnego programu Kiyoshi. Nie opuszcza żadnego koncertu ani możliwości publicznego z nim spotkania. Dr Kurokawa zgadza się, że na Zachodzie większość kobiet w podobnej sytuacji wzięłaby rozwód. W Japonii jednak rozwód dla pokolenia Takako Terakawa i Yukie Aoyama jest nie do przyjęcia, nie tylko ze względów obyczajowo-kulturowych. Kobietom brak zawodowych kwalifikacji i finansowej niezależności.

W przyszłym roku w Japonii mają wejść w życie nowe przepisy prawa rodzinnego. Po raz pierwszy przyznają one żonom prawo do pensji męża w wypadku rozwodu. Dr Kurokawa nie sądzi jednak, by stało się to dla zamężnych Japonek masową zachętą. Pełen jest natomiast obaw, jak poradzi sobie z rosnącym napływem pacjentek. W ciągu najbliższych dwóch lat prawie 7 mln mężczyzn osiągnie w Japonii wiek emerytalny.

Sam Kurokawa zaleca pacjentkom rozwód w przypadkach wyłącznie drastycznych, kiedy szanse na uratowanie związku są znikome. Wierzy, że intensywna terapia da im odwagę, by omawiały problem z mężem, że uświadomi kobietom potrzebę wykazania większej inicjatywy i inwencji w odbudowaniu wzajemnych związków.

Co ciekawe i pocieszające: dyskusje na temat Syndromu Męża Emeryta nie ograniczają się do szeptanych rozmów w klubach seniorów. Japońskie media szeroko się tym dziś zajmują. Temat ten jest również popularny wśród młodego pokolenia. Młodzi przyznają otwarcie, że obserwowanie problemów rodziców stanowi dla nich lekcję na przyszłość. Prawie wszyscy planują związki partnerskie. I mają nadzieję, że przełamią tradycję nieszczęśliwych małżeństw.

Poznajmy się

W związku z grożącym epidemią Syndromem Męża Emeryta stworzono w Japonii bogate zaplecze wspomagające cierpiących. Są liczne kursy rodzinnej terapii: małżonkowie uczą się na nich trudnej sztuki porozumiewania. Wśród odważniejszych popularnością cieszą się lekcje gotowania i nabywania praktycznych umiejętności, aby stawać się pomocnym w domu. Biura podróży proponują atrakcyjne rejsy dla par, które po latach wyobcowania mają szansę znowu się do siebie zbliżyć.

Yukie Aoyama zwierza się, że za poradą terapeutki zaplanowała specjalną randkę z własnym mężem. Kupiła bilety na mecz baseballowy – pierwszy w jesiennym sezonie. Mecz oficjalnie otworzy, rzucając pierwszy symboliczną piłkę, Kiyoshi Hikawa – obiekt jej wieloletniej adoracji. Po meczu zaplanowała wspólną kolację z mężem w chińskiej restauracji. Będą tylko we dwoje.

Yukie godzi się, aby jej towarzyszyć podczas spotkania z mężem. Potwierdza też, że i on przystał na rozmowę.

Seikichi Aoyama okazał się niewysokim, nieśmiałym mężczyzną, o młodym, jak na 60-latka, wyglądzie. Wyznał, że słyszał o syndromie dręczącym japońskie żony, wydawał się jednak szczerze zaskoczony sugestią, że jego partnerka również może być dotknięta tą chorobą. Yukie do tej pory nie odważyła się mu o tym powiedzieć. Na pytanie, co by zrobił, gdyby żona zdecydowała się na rozwód, mówi, że nigdy mu to nie przyszło do głowy. – Gdyby jednak chciała się rozwieść, byłby to dla mnie prawdziwy problem. Dzieci są dorosłe i mają swoje życie. Jeśli po odejściu na emeryturę przyszłoby mi mieszkać samemu, pewnie bym nie mógł temu sprostać. Nie jestem wystarczająco silny.

Za radą dr. Kurokawy Takako Terakawa również zaplanowała specjalną randkę – rejs statkiem trasą miodowego miesiąca. Gdy spotykamy się następnego dnia, Takako wydaje się być w dobrym nastroju. Mówi, że po raz pierwszy poczuła się na tyle silna, że wyznała mężowi, iż to on jest przyczyną choroby. Po raz pierwszy też odniosła wrażenie, że mąż słuchał: – Po wycieczce poszliśmy na długi spacer i kawę. Wreszcie się przemogłam, żeby usiąść naprzeciwko niego, a nie, jak zawsze, obok. Rozmawialiśmy do późnych godzin o wielu sprawach – po raz pierwszy od dziesiątków lat.

Przed pożegnaniem Takako zdejmuje z półki ostatni nabytek do kolekcji pluszowych zwierzaków – parę misiów. – To moi faworyci – uśmiecha się. – Są idealnie dopasowani. Mam nadzieję, że ja i mój mąż również kiedyś będziemy taką parą.

Nadzieja w emeryturze.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną