Doroczna konwencja NRA, czyli Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego, była zaplanowana w Houston w Teksasie na ostatni weekend maja. Pech chciał, że kilka dni wcześniej, akurat w tym stanie, w miasteczku Uvalde odległym o cztery godziny jazdy od Houston, 18-letni Salvador Ramos rozstrzelał 19 dzieci i dwie nauczycielki w szkole podstawowej. Morderca kupił karabin dwa dni po urodzinach. Zupełnie legalnie, bo po ukończeniu 18. roku życia każdy w Teksasie może kupić broń – w odróżnieniu od piwa, które sprzedawane jest klientom powyżej 21. roku życia.
Mimo tego tragicznego preludium konwencja NRA się odbyła. Zabrakło tylko muzyków country, którzy ogłosili, że w takich okolicznościach sumienie nie pozwala im koncertować. Inni zaproszeni do Houston goście nie mieli podobnych rozterek.
„W dniu strasznej tragedii w Uvalde, zanim jeszcze zaszło słońce, cyniczni politycy postanowili wykorzystać rozpacz i łzy rodziców, żeby odebrać nam nasze konstytucyjne prawa” – grzmiał na mównicy senator Ted Cruz. Chodzi oczywiście o 2. poprawkę do Konstytucji. Gwarantuje ona prawo do kupna i posiadania broni, której Amerykanie zgromadzili w domach już ok. 400 mln egzemplarzy. Ten imponujący arsenał zabił w ostatnim półwieczu ponad 1,6 mln ludzi; to więcej, niż Ameryka straciła we wszystkich wojnach, w jakich brała udział od 1776 r.
Mówcy w Houston jednak zgodnie podkreślali, że to nie pistolet zabija, tylko człowiek. I oburzali się na prezydenta Joe Bidena, który – wzywając do zmian w prawie – próbuje „upolitycznić tragedię”. Obecny na konwencji były prezydent Donald Trump powtórzył postulat, który NRA zgłasza po każdej szkolnej strzelaninie – żeby uzbroić nauczycieli. Bo, jak przypomniał, jedynym, co może powstrzymać złego człowieka z bronią, jest dobry człowiek z bronią.