MATEUSZ MAZZINI: – Europa drży o bezpieczeństwo, Stany Zjednoczone chowają się na swojej półkuli, Chiny prowadzą ekspansję gospodarczą. Czy to wyzwanie dla Afryki?
JAKKIE CILLIERS: – Dla Afryki i mojego kraju, RPA, to szansa. Ostatnio RPA zyskała międzynarodowo dzięki zaangażowaniu w kwestię palestyńską, przeciwko działaniom Izraela w Strefie Gazy. Jednocześnie znaleźliśmy się na celowniku administracji Donalda Trumpa, która oskarża tutejsze władze o ludobójstwo białych farmerów i mnoży teorie spiskowe o RPA jako o państwie upadłym.
Nie macie dobrej prasy w Waszyngtonie. Do tego stopnia, że Amerykanie „odprosili” was z G20, zapraszając w to miejsce Polskę.
Polsce zawsze zależało na byciu w G20 i zasługuje na to, żeby być w tej grupie dzięki argumentom gospodarczym. RPA nigdy nie była tak rozwinięta, my jesteśmy globalnie dopiero na 38. miejscu, jeśli chodzi o PKB. Nasz udział w G20 był więc od zawsze decyzją polityczną, bo zapewniał reprezentację Afryki jako kontynentu. Równie dobrze można teraz powiedzieć, że Polska weszła do tego grona, bo rośnie znaczenie Europy Wschodniej.
Naszym i w sumie afrykańskim problemem jest dysonans między sytuacją wewnętrzną i wizerunkiem międzynarodowym. Poza granicami kraju wyglądamy na mocnych, bezkompromisowych, bo zaskarżyliśmy Izrael do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ale wewnętrznie od dekad nie możemy się uporać ze stagnacją gospodarczą, mamy problemy z przestępczością, bezrobociem. Musimy doinwestować nasz sektor energetyczny, infrastrukturę.
Macie jednak funkcjonującą demokrację.
W której dochodzi do pokojowego transferu władzy. Wbrew temu, co mówią dzisiaj Amerykanie, u nas nie ma politycznie motywowanej przemocy.