Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Iran na pożarcie?

Iran na pożarcie? „Wielka armada” czeka na rozkaz Trumpa

Amerykanie domagają się od Irańczyków trzech ustępstw: zupełnej rezygnacji z programu jądrowego, wyraźnego ograniczenia arsenału balistycznego i zakończenia wspierania sojuszniczych organizacji na Bliskim Wschodzie. Amerykanie domagają się od Irańczyków trzech ustępstw: zupełnej rezygnacji z programu jądrowego, wyraźnego ograniczenia arsenału balistycznego i zakończenia wspierania sojuszniczych organizacji na Bliskim Wschodzie. Burak Kara / Getty Images
Czy dojdzie do kolejnego amerykańskiego ataku na Iran? Gdy zamykaliśmy ten numer POLITYKI, „strzelby” były naładowane i wymierzone. Ale jednocześnie pojawiła się szansa na negocjacje.

Amerykanie od ponad tygodnia gromadzą siły wokół Iranu. Już wcześnie prezydent Donald Trump ostrzegał reżim ajatollahów, że jeśli nie przestanie zabijać swoich obywateli, którzy masowo protestowali przeciw pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, Ameryka uderzy. W starciach z pierwszej połowy stycznia mogło zginąć nawet 20 tys. demonstrantów, ale Trump nie nakazał ataku. Jeszcze.

Na miejscu jest już „wielka armada”, jak mówi prezydent Stanów Zjednoczonych, m.in. lotniskowiec USS „Abraham Lincoln” z kilkudziesięcioma samolotami F-35 na pokładzie. W regionie towarzyszy mu osiem amerykańskich niszczycieli, Amerykanie przerzucają kolejne samoloty do baz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Jordanii. Ściągają też systemy obrony przeciwrakietowej, spodziewając się odwetu zaatakowanego Iranu, który wciąż posiada znaczący arsenał pocisków balistycznych. W obawie przed nimi ZEA i Arabia Saudyjska zakazały Amerykanom używania ich baz w przypadku ataku.

W niedzielę Amerykanów zaatakował (słownie) najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei, który na co dzień chowa się w bunkrze. Powiedział, że „Ameryka chce pożreć Iran”, ale ten nie da się tak łatwo przełknąć – zagroził, że w wypadku ataku „Iran wywoła regionalną wojnę”. Ponoć w innym tonie rozmawiają jednak irańscy dyplomaci. W ich kontaktach z Amerykanami pośredniczą Turcy, Katarczycy i Emiratczycy. Jednak stanowiska wyjściowe obu stron są bardzo rozbieżne.

Amerykanie domagają się od Irańczyków trzech ustępstw: zupełnej rezygnacji z programu jądrowego, wyraźnego ograniczenia arsenału balistycznego i zakończenia wspierania sojuszniczych organizacji na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim jemeńskich Huti i libańskiego Hezbollahu. Na razie Irańczycy mówią trzy razy „nie”, ale rozmowy trwają.

Polityka 6.2026 (3550) z dnia 03.02.2026; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 11
Oryginalny tytuł tekstu: "Iran na pożarcie?"
Reklama