Narcos żyją z gringos
Czy Meksykowi uda się rozprawić z narkobiznesem? Władze kraju chcą zlikwidować przyczyny istnienia karteli
El Mencho wpadł przez kobietę – podobnie jak wielu przywódców prawdziwych i fikcyjnych grup przestępczych, poczynając od tatrzańskiego Janosika, a kończąc na El Chapo, legendarnym szefie kartelu Sinaloa. Odkąd ten ostatni został w 2016 r. aresztowany i deportowany do Stanów Zjednoczonych, właśnie El Mencho, urodzony 60 lat temu jako Nemesio Oseguera Cervantes, stał się najbardziej poszukiwanym przestępcą Ameryki Północnej. Stworzony przez niego Cártel de Jalisco Nueva Generación, znany również pod skrótem CJNG, zdominował meksykański biznes narkotykowy podobnie jak wcześniej Sinaloa.
Za pomoc w schwytaniu El Mencho Amerykanie wyznaczyli nagrodę 15 mln dol. Ale znane było tylko jego zdjęcie z młodości, bo od lat nigdzie publicznie się nie pokazywał. Na co dzień towarzyszyło mu kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby ochroniarzy. Nie używał telefonu komórkowego, bo każdą rozmowę można podsłuchać, a lokalizację rozmówców namierzyć. Ze swoimi ludźmi kontaktował się tylko przez zaufanych posłańców.
Chapo nie był ciapą
Takie zasady stosuje dziś każdy szanujący się szef kartelu. El Chapo (w cywilu Joaquín Guzmán) również nie miał telefonu, a swoim ochroniarzom nie pozwalał nawet dzwonić ani pisać esemesów przez sieć komórkową. Kiedy potrzebował szybko się z kimś skontaktować, posłaniec musiał jechać samochodem do jakiejś kawiarni i dopiero za pośrednictwem kawiarnianej sieci wi-fi przesłać wiadomość. Wprawdzie El Chapo był półanalfabetą, który ukończył tylko trzy klasy podstawówki, ale rozumiał, że publiczne wi-fi (szczególnie jeśli często się je zmienia) zapewnia większą anonimowość niż łączenie przez sieć komórkową.
El Mencho, który miał zaliczone aż pięć klas podstawówki, również zrezygnował ze zdradzieckiej elektroniki.