Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Bułgaria, baczność!

Moskwa czy Bruksela. Dokąd Rumen Radew poprowadzi Sofię? Nowym Orbánem nie będzie

Rumen Radew Rumen Radew STR/NurPhoto / Getty Images
Zwycięzca bułgarskich wyborów Rumen Radew nie będzie nowym Viktorem Orbánem. Co nie oznacza, że Bułgaria wychodzi na europejską prostą.

Najpierw nie o Radewie. Były premier i jedna z centralnych (oraz mocno kontrowersyjnych) figur bułgarskiej polityki – Bojko Borisow z partii GERB – miał zawsze do Europy przesłanie podobne do tego, jakie długie lata głosił Viktor Orbán albo Aleksandar Vucić: pozbądźcie się mnie, a przyjdą gorsi. Nacjonaliści, rusofile. I co? Z GERB zwyciężyła właśnie świeża partia eksprezydenta Bułgarii Rumena Radewa, polityka o opinii prokremlowca. A Europa zamarła: czy to nowy Orbán? Czy spełnia się zła wróżba Borisowa?

Nie bardzo, bo czasy się zmieniają. Orbán straszył, że jeśli zniknie on, to w jego miejsce przyjdą jeszcze bardziej prawicowe i nacjonalistyczne partie: Jobbik albo niemal otwarcie neofaszystowski Mi Hazank. Nic z tego. Jobbik przeszedł na pozycje centrowe i zniknął (nie był w stanie zebrać wystarczającej listy podpisów, by wziąć udział w ostatnich wyborach), a Mi Hazank ledwie znalazł się w parlamencie. A zamiast Orbána przyszedł nieco podobny do niego, lecz proeuropejski Péter Magyar.

Serbski prezydent Vucić straszył (i straszy) w podobny sposób. Ale trwające prawie półtora roku protesty przeciwko jego władzy pokazały, że Serbowie nie chcą wymieniać Vucicia na większych od niego nacjonalistów, a raczej na prodemokratyczną opozycję. A ta, owszem, ma w swoim łonie różnice programowe, ale daleka jest od „brunatnego zagrożenia”, którym straszy Vucić, jeśli go zabraknie.

Bułgarskie strachy

Podobnie jest w Bułgarii. Tutaj postrachem dla Zachodu byli zawsze łagodni wobec Rosji socjaliści albo otwarcie prorosyjscy nacjonaliści. Straszył nimi Borisow, ojciec chrzestny bułgarskiej polityki, patron „styku polityki i biznesu”, jak często eufemistycznie określa się korupcję.

Polityka 18.2026 (3562) z dnia 28.04.2026; Świat; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Bułgaria, baczność!"
Reklama