Iran za kratami
Iran za kratami. Poznajcie historię noblistki Narges Mohammadi. Tak reżim korzysta z mgły wojny
„Była już na skraju życia i śmierci” – tak stan swojej klientki opisuje adwokat Mostafa Nili. Od trzech lat próbuje bronić Narges Mohammadi przed reżimem. Nie jest to łatwe. Mohammadi, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2023 r., jest dla władz wrogiem publicznym. 54-letnia dziś aktywistka i obrończyni praw kobiet od pierwszego aresztowania w 1998 r. tylko od czasu do czasu bywała na wolności. Skazana już w sumie na 44 lata więzienia (i 154 baty), głównie za „spiskowanie przeciw władzy”, „organizowanie nielegalnych zgromadzeń” itp., ostatnio do więzienia trafiła w grudniu. Funkcjonariusze zgarnęli ją na pogrzebie znajomego prawnika, gdy zaczęła śpiewać protest songi. A śpiewa pięknie.
Karą doraźną było kopanie po całym ciele. Potem została skuta, zasłonięto jej oczy i przez kilka dni nikt – w tym ona sama – nie wiedział, co się z nią dzieje. Odnalazła się w więzieniu w Zandżan, 150 km na północny zachód od Teheranu. W lutym zapadł nowy wyrok – sześć lat za „nielegalne zgromadzenie (choć śpiewała sama) i zmowę przeciwko Republice Islamskiej”, półtora roku za „propagandę” i dwa lata zesłania do niewielkiej mieściny 800 km od Teheranu.
Nie wiadomo jednak, czy Mohammadi odbędzie całą karę, bo jest na skraju życia i śmierci. Już podczas poprzednich wyroków miała problemy ze zdrowiem, w tym zawał serca. Teraz doszło pobicie i głodówka, którą noblistka rozpoczęła na znak solidarności z rodzinami zabitych podczas antyreżimowych demonstracji w styczniu (zginęło wówczas nawet 20 tys. osób). Mohammadi schudła o 20 kg, zaczęły się wahania ciśnienia, w kwietniu znaleziono ją w celi nieprzytomną z podejrzeniem kolejnego zawału. Po trzech tygodniach nieskutecznego leczenia w Zandżan władze zgodziły się na jej przewiezienie do jednego z teherańskich szpitali.