Musharraf ogłasza stan wyjątkowy

Chaos w Pakistanie
Pakistan jest za wielki, by mogła nim rządzić mniejszość.
Perez Musharraf
World Economic Forum/Flickr CC by SA

Perez Musharraf

Prezydent Pakistanu i jednocześnie generał armii pakistańskiej Pervez Musharraf ogłosił w niedzielę stan wyjątkowy, który oceniany jest jako jego druga, po przeprowadzonej w 1999 roku, bezkrwawa próba utrzymania się u władzy.

W przemówieniu telewizyjnym do narodu Musharraf wyjaśnił, że stan wyjątkowy jest reakcją na nasilający się terroryzm, podczas gdy rząd pakistański pozostaje w stanie "pół-paraliżu" spowodowanym zachowaniem sędziów Sądu Najwyższego. Jako dowód na zagrożenie kraju terroryzmem wymienił kilka ostatnich zamachów bombowych, w tym atak w Karachi, w którym zginęło 139 osób.

Zamach wojskowy Musharrafa jest najprawdopodobniej próbą uprzedzenia spodziewanego orzeczenia Sądu Najwyższego o niekonstytucyjności jego ponownej elekcji na stanowisko prezydenta. Konstytucja Pakistanu zabrania czynnym oficerom wojskowym startowania w wyborach. Musharraf chce wprowadzić zmiany w konstytucji, które otworzą mu drogę do ponownej prezydentury.

Pakistan jest pełen plotek, pisze norweski dziennik "Aftenposten". Jedna z nich dotyczy aresztu domowego, w którym rzekomo znajduje się generał, trzymany pod kluczem przez niezadowolonych z wprowadzenia stanu wyjątkowego podwładnych. Musharraf zaprzeczył tym pogłoskom w wywiadzie dla Reutersa.

Tymczasem w areszcie znajduje się kilku sędziów i adwokaci, którzy wczoraj protestowali przeciwko wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Kilkusetosobowe oddziały policji otoczyły dzisiaj budynek Sądu Najwyższego w Islamabadzie oraz kilka budynków sądowych w innych miastach.

Największa demonstracja odbywa się w Lahore, gdzie 2000 osób zebrało się przed budynkiem sądu. Dochodzą stamtąd informacje, że aresztowanych zostało 350 prawników. Reporter agencji prasowej AP podaje, że demonstrujący prawnicy zostali związani i odwiezieni w samochodach policyjnych.

Pakistańscy prawnicy wezwali do strajków na terenie całego kraju, po tym jak w sobotę prezydent i generał Pervez Musharraf ogłosił stan wyjątkowy. W nocy policja aresztowała również od 600 do 700 członków opozycyjnej partii islamskiej.

Pentagon odwołał coroczne spotkanie na temat współpracy wojskowej z Pakistanem i czeka na ustabilizowanie sytuacji. Minister obrony USA, Robert Gates, wezwał generała Musharrafa do szybkiego odwołania stanu wyjątkowego. Wczoraj minister spraw zagranicznych Condoleezza Rice zapowiedziała, że Stany Zjednoczone chcą przemyśleć od nowa wsparcie wojskowe dla Pakistanu.

Zostało zawieszone nadawanie programów przez niezależne stacje telewizyjne. Połączenia telefoniczne i internetowe z Islamabadem zostały odcięte.

Aresztowany w niedzielę I.A. Rehman pisze dla pakistańskiego dziennika "Dawn": "Dowódca armii Pakistanu uczynił krok, którego konsekwencje będą zbyt poważne, by przyglądać się rozwojowi sytuacji ze spokojem. Stan wyjątkowy to eufemizm na całkowite pogwałcenie konstytucji. Lekarstwo przepisane teraz państwu jest jak kwas karbolowy, który zabija nie tylko złe zarazki, ale i te zdrowe. Pakistan może przetrwał stany wyjątkowe w przeszłości, ale po obecnym kryzysie nie przetrwa kolejnego okresu władzy absolutnej."

Najam Sethi pisze dla "The Daily Times": "Powinniśmy spodziewać się, że prawnicy, stowarzyszenia na rzecz społeczeństwa obywatelskiego i większość - choć nie wszystkie - partii opozycyjnych wyjdą teraz na ulice w zdecydowanym proteście i zbojkotują sądy. Ale należy się spodziewać, że w sytuacji, kiedy media elektroniczne są pod kontrolą, a administracja uwolniona spod nadzoru sądów, policja i siły paramilitarne zostaną użyte do aresztowania oponentów i zdławienia ruchu oporu."

Dwa czynniki odegrają kluczowa rolę w przyszłych wypadkach: po pierwsze, do jakiego stopnia prawnicy będą w stanie kontynuować protesty i poświęcić kilka żyć w swojej sprawie. Po drugie, kluczowa będzie rola, jaką odegra Partia Ludowa Pakistanu (PPP) pani Brutto i (JUI), Jamiat-i-Ulema-i-Islam, Maulana Fazalur Rehmana. Należy się także spodziewać nasilenia aktywności terrorystów i ataków bombowych, których autorami będą Talibowie i czynniki związane z al-Kaidą.

Ansar Abbasi dla pakistańskiego czasopisma "The News": "Generał Pervez Musharraf zyskał wątpliwe wyróżnienie jako pierwszy w historii państwa dowódca armii, który dwukrotnie zawiesił konstytucję i wprowadził nieprzygotowany stan wyjątkowy przeciwko własnemu rządowi."
Niezależnie od tego, jakie wytłumaczenie poda generał, wszyscy wiedzą, że niedzielne zawieszenie konstytucji było ruchem przeciwdziałającym spodziewanemu orzeczeniu Sądu Najwyższego, które odrzuci możliwość reelekcji Musharrafa na stanowisko prezydenta.

Należy się spodziewać, że generał Musharraf nie cofnie się przed kolejnymi poprawkami konstytucyjnymi, jak to robił podczas pierwszych trzech lat swoich rządów. Podczas pierwszego wojskowego przejęcia władzy Musharraf nigdy nie stosował dyktatorskich metod w stosunku do krajowych mediów. Ale jak sugerują doniesienia, jego drugi wojskowy zamach stanu przyniesie surową rozprawę z prasą pakistańską.
Komentator "The Gardian" Peter Preston ocenia, że nie ma alternatywy dla generała Musharrafa, jeśli nie liczyć anarchii. Pakistan przechodził dotąd z rąk przywódców w wizytowych garniturach do rąk przywódców w szamerunku, pisze komentator. Armia, która buduje mosty i kładzie wodociągi nie jest obcą siłą okupacyjną. Odgrywa raczej rolę naturalnej partii rządzącej, która wkracza, kiedy demokracja zawodzi, podsuwając generałów - Ayub Khana, Yahya Khana, Zia ul-Haqa albo Musharrafa - i wycofuje się, kiedy ludzie mają już dosyć ich nieudolnych rządów. Rzekomi demokraci pakistańscy o tym wiedzą, co więcej, wspierają takie scenariusze.

Niekończące się na pozór poszukiwanie stabilnej demokracji musi trwać. Ale nie w ślepej wierze, uważa komentator. Może Benazir Bhutto, przywołana z zesłania i po flircie z Musharrafem, stanie się katalizatorem wolności – a może nie. Trudność polega na tym, że w Pakistanie wszyscy, włączając sędziów Sądu Najwyższego, noszą piętno przeszłości. Druga trudność polega na tym, że zwyczajowa oscylacja - polityk przejmujący władzę po dyktatorze wojskowym na rok lub trzy - tym razem się nie będzie miała miejsca, bo zhańbiona armia nie może chyłkiem wycofać się do baraków. Każdy możliwy do wyobrażenia przywódca Pakistanu będzie jej desperacko potrzebował, bo milion lub więcej jej żołnierzy to prawdziwe źródło spójności narodu. Jeśli ich zabraknie, anarchia rozleje się na cały kraj – w przeciwieństwie do sytuacji anarchii na pograniczach, gdzie 140 tysięcy wojsk ciągle nie może zdusić rewolty plemiennej ani złapać Osamy bin Ladena.

Peter Preston wspomina, że na losy Pakistanu zawsze miały wpływ działania obcych sił. Rzeczywiście, zimna wojna i wojna afgańska zadały wielkie straty. Rażąca manipulacja z zewnątrz stała się normą. Ale nie można oskarżać Zachodu w całości za porażkę Pakistanu w ustanowieniu tradycji demokratycznej, za pakistańskich feudałów, korupcję i wyniszczającą stopę urodzeń, dodaje dziennikarz.

Pakistan to kraj 200 milionów dusz, pełen talentów i zasobów ludzkich. Nie jest endemicznie ekstremistyczny. Przeciwnie, fanatycy religijni nie zyskują poparcia w wyborach. Na głównych partiach demokratycznych da się coś zbudować. To samo dotyczy armii, która chciała mieć rolę czysto wojskową, jak w Indiach.

To nie jest znajomy chaos, ocenia komentator „The Guardian”. Ten chaos wymyka się możliwości interwencji z Waszyngtonu. Pakistan jest za wielki, by mogła nim skutecznie rządzić jakakolwiek mniejszość. Głos większości społeczeństwa musi zostać w jakiś sposób usłyszany.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj