Papież Leon XIII wzywa do pilnych międzynarodowych działań na rzecz powstrzymania eboli w Demokratycznej Republice Konga. Odnotowano tam ponad 5,5 tys. przypadków, zmarła połowa chorych. Wysoki poziom śmiertelności wiąże się z tym, że aktywny jest wirus Bundibugyo, który dotąd uaktywnił się tylko dwukrotnie. Był na tyle rzadki, że nie opracowano dla niego szczepionki i nie ustalono sposobu leczenia.
Znaną z Afryki Środkowej gorączkę krwotoczną ebola, która prowadzi do wielonarządowej niewydolności, wywołuje grupa czterech wirusów. Ich źródłem są najprawdopodobniej nietoperze, od których zarażają się ludzie. Szerzy się po kontakcie z krwią i innymi płynami ustrojowymi, a także z zanieczyszczonymi nimi przedmiotami.
Ebola regularnie powraca, w DRK już po raz 17., choć nigdy nie w takiej skali. Obecne zachorowania trwają od maja. Przynajmniej te potwierdzone, bo modele podpowiadają, że choroba mogła wystartować jeszcze zimą i pozostać niezauważona. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) prognozuje, że w umiarkowanym scenariuszu szczyt fali przypadnie w lutym 2027 r. i uda się ją wyhamować mniej więcej za 12 miesięcy. W wariancie optymistycznym – za pół roku. WHO alarmuje jednak, że to mało prawdopodobne, bo tym razem ebola wymyka się spod kontroli i rozprzestrzenia najszybciej w historii, licząc od jej odkrycia 50 lat temu, toteż niewiele brakuje do katastrofy.
Epidemii sprzyja bardzo trudna sytuacja w DRK. Kraj dotknięty jest przewlekłymi konfliktami zbrojnymi, a walki wzbudzają masowe przemieszczenia dużych grup i blokują dostęp do chorych. Ochrona zdrowia – o ile w danym miejscu funkcjonuje – jest przeciążona i brakuje jej sprzętu.
Dotąd zakażeniu uległo ok. 160 pracowników medycznych, zmarło 45. WHO sprawdza skuteczność istniejących szczepionek i leczenia.