Laridżani Ali

Konserwatywny pragmatyk
Ali Laridżani - wschodząca gwiazda irańskiej sceny politycznej.
Mniej konfrontacyjny język Laridżaniego wcale nie oznacza, że będzie bardziej ustępliwy niż Ahmadinedżad
Wikipedia

Mniej konfrontacyjny język Laridżaniego wcale nie oznacza, że będzie bardziej ustępliwy niż Ahmadinedżad

 

Na rok przed wyborami prezydenckimi Mahmoud Ahmadinedżad, obecny prezydent Iranu, dorobił się nowego rywala. Były naczelny negocjator do spraw programu atomowego, Ali Laridżani, wyrasta na głównego kandydata na fotel prezydencki. Zachód pokłada w nim nadzieję.

Konserwatywny pragmatyk

Zeszłej jesieni Laridżani stracił posadę naczelnego negocjatora z powodu, jak się uważa, pragmatycznego podejścia do negocjacji z Zachodem. Teraz został wybrany przewodniczącym irańskiego parlamentu, Madżlisu. Stanowisko to daje mu szeroką władzę i należy się spodziewać, że będzie jej używał do blokowania inicjatyw prezydenta Ahmadinedżada. Nowy parlament pod jego przywództwem będzie dużo większym wyzwaniem dla prezydenta niż poprzedni, przewidują obserwatorzy. Dla Zachodu, który liczy na łatwiejsze rozmowy z byłym negocjatorem, to dobra nowina.

Ale niektórzy uważają, że mniej konfrontacyjny język Laridżaniego wcale nie oznacza, że będzie bardziej ustępliwy. Podczas marcowych wyborów parlamentarnych dał się poznać jako mówca bezkompromisowy, niezwykle krytyczny wobec Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, organu nuklearnego nadzoru ONZ, którą oskarżył o nieuczciwość i podstępy. Mimo rzekomych różnic dzielących go od prezydenta Ahmadinedżada, Laridżani wcale nie należy do polityków "umiarkowanych", uważa korespondent BBC.

Partia Rozsądna, Partia Głupia i Partia Bardzo Głupia

Pan Laridżani to konserwatysta tego samego chowu co prezydent, pisze Pakinam al-Sharqawy, ekspert od spraw irańskich z Uniwersytetu w Kairze. Wzrost jego znaczenia odzwierciedla przegrupowania w obozie zwycięskich konserwatystów i nowe punkty ciężkości w rozkładzie władzy. Marcowe wybory parlamentarne w istocie pokazały, że dotychczasowe linie podziału między politycznymi siłami w Iranie zacierają się. "Reformiści" (27 różnych partii w jednej koalicji), którym sekundował Zachód, zdobyli tylko 50 miejsc w 290-osobowym Madżlisie. "Opcja zachowawcza", która zdominowała parlament, nie jest jednak wcale jednolitym blokiem. "Proprezydenccy konserwatyści" z jednej strony i "pragmatyczni konserwatyści" z drugiej tworzą teraz dwa główne obozy, choć podział nie jest oczywisty, bo wielu polityków należy do obydwu partii. Pragmatycy, tak samo jak twardogłowi konserwatyści, uważają, że Iran ma prawo do wzbogacania uranu - z tym, że ci pierwsi są zwolennikami dobrze przemyślanych i trzeźwych negocjacji z Unią Europejską i społecznością międzynarodową. Nie ma również między nimi wyraźnych różnić w kwestiach polityki zagranicznej, roli Iranu w Iraku i konfrontacji z Izraelem, choć pragmatycy nawołują do aktywniejszej dyplomacji i stonowanej postawy. Pęknięcie między obiema grupami wystąpiło za to na froncie polityki wewnętrznej, głównie gospodarczej.

Chodzi o ekonomię

"Ich produktem jest głód, nieład i niespotykana recesja", powiedział prezydent Ahmadinedżad w niedawnym przemówieniu parlamentarnym, winiąc zachodnie modele gospodarcze za problemy globalne. "Musimy znaleźć własne teorie, musimy wierzyć w siebie". Tą prowokacyjną postawę wobec Zachodu, która spowodowała kolejne sankcje gospodarcze i odstraszyła zachodni kapitał, krytykują właśnie pragmatycy. Wytykają prezydentowi fiasko polityki gospodarczej: bezrobocie, inflację i niedobory gazu w kraju bogatym w ropę. Jak to się dzieje, że jest coraz pieniędzy w kasie ze sprzedaży ropy - i to w czasie bezprecedensowego wzrostu jej cen, pytają. "Ahmadinedżad nie był w stanie wprowadzić w życie swojego populistycznego programu wydatków publicznych skierowanego do niższych warstw", piszą zachodnie gazety. Wybór Laridżaniego na przewodniczącego parlamentu (głosami 232 do 31) to najwyraźniej reprymenda dla prezydenta Ahmadinedżada za złą sytuację ekonomiczną, konkluduje IHT.

Teologowie i wojskowi

Jest jeszcze jedna pogłębiająca się rysa w "obozie konserwatywnym". Prezydent Ahmadinedżad w coraz większym stopniu polega na ludziach o wojskowych raczej niż religijnych proweniencjach, pisze Pakinam al-Sharqawy. Wojskowi, członkowie Rady Strażników, wypierają z polityki islamskich prawników i teologów, zajmując fotele w parlamencie i kluczowe stanowiska rządowe. Wiele wskazuje na to, że ich polityczne wpływy rosną, domyślają się obserwatorzy. Są coraz wyraźniej obecni w życiu politycznym kraju i powszechnie akceptowani także w sferze gospodarczej - jako wykonawcy miliardowych projektów budowy tam i autostrad oraz wpływowa grupa w przemyśle naftowo-gazowym.

Waszyngton wyciąga dla siebie takie wnioski z nominacji Laridżaniego: "Niestety jego wybór na przewodniczącego parlamentu to kontynuacja obecnego reżimu. To, czy on i Ahmadinedżad będą w dobrych układach nie ma dla nas znaczenia. Laridżani całkowicie popiera ich linię polityczną, z którą my się nie zgadzamy".

"Jak zwykle w Iranie za sznurki pociąga kto inny", uważa korespondent BBC: Najwyższy Przywódca Ajatollah Ali Chamenei, najpotężniejszy człowiek w kraju, który ma ostatnie słowo w sprawach państwowych. Kiedy reformiści osłabli, Chamenei dał swoje błogosławieństwo Laridżaniemu. Co nie oznacza wcale, że wycofał poparcie dla Ahmadinedżada. W ten sposób trzyma ich w karbach.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj