Obama widziany z Azji i Bliskiego Wschodu

Nowe rozczarowanie
Podczas gdy wszyscy w napięciu oczekują na pierwsze decyzje 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych, niektórzy piszą: 'Zacznijmy mówić o rozczarowaniu'.
Fot. carolinenyc, Flickr, CC by SA
carolinenyc/Flickr CC by SA

Fot. carolinenyc, Flickr, CC by SA

 

W Azji i na Bliskim Wschodzie znaleźć można wiele powodów do rozczarowania. Jedni są rozczarowani tym, że Obama wycofa się z Afganistanu, inni tym, że się nie wycofa. Jedni martwią się, że będzie zadawał się z Chinami, inni, że jest wobec Chin nieufny. Rywale USA boją się, że Ameryka Obamy okaże się potęgą, która budzi się ze snu o przeszłości, a dawni sojusznicy Ameryki obawiają się osamotnienia.

Dla wielu bliskowschodnich fanów Obamy jego urok polega na tym, że nie jest Georgem W. Bushem. McCain też nie jest Bushem, ale chciał zostać w Iraku "100 lat", co nikomu się tam nie podoba. Obama przeciwnie, obiecał, że zakończy wojnę najszybciej jak się da. Ale chodzi właśnie o to "jak się da", pisze Muhammad Cohen z Hong Kongu dla Asia Times Online.Wycofanie wojsk prezydent elekt uzależnił mianowicie od: braku zagrożenia dla życia amerykańskich obywateli, utrzymania zainstalowanego tam przez Amerykanów systemu politycznego, odsunięcia groźby wojny domowej i spotęgowania irańskich wpływów. Innymi słowy: wojna w Iraku nie skończy się szybko.

Zawiodą się też miłośnicy Obamy w krajach, z którymi ma rodzinne powiązania. W Indonezji, gdzie mieszka największa na świecie liczba muzułmanów, niektórzy wierzą, że Obama jest prawdziwym muzułmaninem. Muszą się jednak przygotować na to, że zamiast na piątkowe modły w meczecie będzie chodził w niedzielę do kościoła, i że zamiast końca wojny w Afganistanie szykuje jej eskalację.

Euforia opadnie też wśród obrońców środowiska. Nowy prezydent obiecał walczyć z globalnym ociepleniem i zapewne wyśle swoich przedstawicieli do Poznania, gdzie w grudniu odbędzie się konferencja klimatyczna ONZ. Ale prawda jest taka, że USA nie podpiszą następcy Protokołu z Kioto, mimo proekologocznej retoryki, uważa Cohen.

Niech się boją wszyscy ci, którzy przyzwyczaili się do tłustego, zadowolonego z siebie Wujka Sama, pisze Cohen. Kiedy możliwości zarabiania na manipulowaniu liczbami się kończą (z powodu fiaska obecnego systemu finansowego), Amerykanie użyją wreszcie swego intelektu i kreatywności - na pohybel konkurencji. Ameryka postawi na naukę i rozwój, a także wzniesie bariery dostępu do swojego rynku. Dla reszty świata będzie to lekcja: ostrożnie z życzeniami, bo mogą się spełnić.

Marzyciele

Najbardziej chyba denerwują się Indie, pisze M. K. Bhadrakumar, były indyjski dyplomata. Administracja prezydenta Busha opowiadała rządowi indyjskiemu bajki o "odpowiedzialności Indii w zarządzaniu światem". Wyczarowali im obraz Indii jako "młodszego partnera", którego zadaniem jest kontrolowanie mórz między Zatoką Perską a cieśniną Malakka (strategiczną dla transportu ropy do Chin). Indyjscy stratedzy beztrosko założyli, że Waszyngton chce wzmacniać potęgę Indii jako przeciwwagę wobec Chin. Jeszcze pod koniec września premier Indii Manmohan Singh mówił Bushowi jak bardzo Hindusi go "kochają", całkowicie ignorując tempo, w jakim sami Amerykanie tracili sympatię do swojego prezydenta. Tymczasem Chiny stały się głównym partnerem Obamy w budowie nowej architektury finansowej świata, a Pekin stał się amerykańskim "udziałowcem".

Jest jeszcze gorzej: Obama układa się z indyjskim wrogiem numer jeden, Pakistanem. Raporty sugerują, że nowa administracja amerykańska, próbując zachęcić Pakistan do skuteczniejszego prowadzenia "wojny z terrorem", będzie chciała skłonić Indie do ugody w sprawie 60-letniego konfliktu o Kaszmir.

Broń masowego uwodzenia

W Pakistanie Obama ma zdecydowanie najmniej fanów. Badania opinii publicznej wskazują, że Pakistan jest jednym z 4 krajów, które są najbardziej sceptyczne wobec Obamy, donosi The Economist. "Nie ma znaczenia, czy prezydentem będzie McCain czy Obama, polityka się nie zmieni. Decyzje już podjęto", mówią Pakistańczycy. Rzeczywiście, podczas kampanii wyborczej Obama obiecywał, że zezwoli na ponadgraniczne operacje, które mają doprowadzić do wytropienia talibów i Al-Kaidy na pakistańskich terenach graniczących z Afganistanem. Wkraczanie na terytorium Pakistanu bez pytania o zgodę i przeprowadzanie nalotów, w których giną cywile zaostrzyło radykalne antyamerykańskie postawy Pakistańczyków.

Kraje Bliskiego Wschodu i Azji nie mogą doczekać się końca narzuconej przez USA izolacji, pisze Thomas P. M. Barnett dla World Politics Review i liczą, że Obama dopuści je do "dobrego towarzystwa" z udziałami w zglobalizowanym świecie i mającego dostęp do globalnych źródeł popytu. Jeśli Obama jest tak sprytny, za jakiego się podaje, to uzna aspiracje nowej klasy średniej, która powstała także w tym regionie. A wówczas Ameryka znów stanie się liderem nie tylko "wolnego świata", ale także świata właśnie się wyzwalającego, pisze optymistycznie.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj