Jacob Zuma: stary-nowy prezydent RPA

Rubaszny Zulus
Po raz pierwszy prezydentem został 5 lat temu, teraz jest wybierany na kolejną kadencję. Kim jest ten jeden z bardziej kontrowersyjnych polityków RPA?
Jacob Zuma
Norbert Schiller/World Economic Forum/Wikipedia

Jacob Zuma

Artykuł został opublikowany w POLITYCE 6 stycznia 2009 r. Aktualizowany nieznacznie 21 maja 2014 r.

Na placu przed sądem najwyższym w Johannesburgu faluje roztańczony tłum. Zebrani przyszli w koszulkach z wizerunkiem szeroko uśmiechniętego Murzyna o dobrotliwej twarzy – to Jacob Zuma, idol ulicy. Zuma właśnie odpiera zarzuty o gwałt, a kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów śpiewem skraca oczekiwanie na wyrok i zupełnie zagłusza grupkę obrończyń praw kobiet. Gdy sąd ogłasza, że daje wiarę argumentom obrony, tłum wpada w ekstazę. Triumfujący Zuma energicznie wspina się na podwyższenie i intonuje zuluską pieśń „Umshini Wam”. Przez lata zagrzewała do walki zbrojne skrzydło Afrykańskiego Kongresu Narodowego, ale teraz śpiewanie hymnu AKN, zaczynającego się od słów „podaj mi mój karabin maszynowy”, stało się żelaznym punktem każdego spotkania Zumy z sympatykami.

Ci stawiają się licznie na wiecach, bo widzą w Zumie zbawcę narodu. Wierzą, że upora się z klęskami, które spadły na RPA po demontażu apartheidu: szalejącą przestępczością, epidemią AIDS oraz wciąż poszerzającą się wyrwą między ubogimi i najbogatszymi. Przez dwie kadencje nie poradził sobie z tym prezydent Thabo Mbeki, towarzysz broni i polityczny spadkobierca Nelsona Mandeli. Mbeki pozował na wyniosłego męża stanu, za to 66-letni, tryskający optymizmem Zuma umie poklepać po ramieniu i sprawiać wrażenie, że rozumie problemy zwykłych ludzi.

Od sklepikarza do prezydenta 

Dzieciństwo spędził na wschodzie kraju w prowincji Natal, pasąc rodzinne stada bydła i owiec. Wcześnie osierocony przez ojca, sierżanta policji, przeprowadził się na przedmieścia Durbanu. Naukę zakończył już na pierwszych klasach szkoły podstawowej – na więcej nie pozwoliła skromna pensja matki, z zawodu służącej. Rodzinne opowieści o zuluskim powstaniu przeciw Anglikom z początku wieku skłoniły młodego Jacoba do zainteresowania się polityką. Miał zaledwie 17 lat, gdy za namową najstarszego brata, działacza związkowego, wstąpił do Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

W 1961 r. rasistowskie władze zdelegalizowały rosnący w siłę ruch i AKN zszedł do podziemia. Zuma przyłączył się do dowodzonego przez Nelsona Mandelę zbrojnego ramienia Kongresu, Włóczni Narodu, która w bezkrwawych zamachach wysadzała urzędy pocztowe i linie energetyczne. Zuma, zaledwie po dwóch latach konspiracji, został aresztowany wraz z grupą przechodzącą tajne szkolenie wojskowe. Dziesięcioletni wyrok odsiadywał w okrytym złą sławą więzieniu na wyspie Robben. Siedział w doborowym towarzystwie, zetknął się z niektórymi przywódcami Kongresu. Miał także czas, by w więziennej szkółce uzupełnić edukację i zachłysnąć się ideałami komunizmu.

Po powrocie do Durbanu zatrudnił się w sklepie ze zwierzętami, ale posada sklepikarza szybko go znudziła, budował więc podziemne struktury AKN w Natalu i werbował rekrutów gotowych przejść zagraniczne szkolenia wojskowe. W 1975 r. uniknął ponownego aresztowania i ratując skórę zbiegł do Swazilandu, później przeniósł się do Mozambiku i Zambii. Dzięki odwadze i talentom organizacyjnym w ciągu 15 lat awansował na ważną postać kongresowej emigracji. Wszedł do kierownictwa organizacji, będąc podkomendnym Thabo Mbekiego odpowiadał za kontakty ze służbami specjalnymi RPA, został też szefem wywiadu AKN i wreszcie przygotowywał negocjacje między Mandelą i prezydentem Frederikiem Willemem de Klerkiem, zakończone w 1990 r. podpisaniem porozumienia, na podstawie którego bojówkarzom AKN zagwarantowano bezpieczny powrót do kraju.

Zuma porzucił emigrację jako jeden z pierwszych. Zostanie mu to zapamiętane i będzie źródłem niegasnącej popularności. Gdy w 1999 r. Mbeki zastąpił Mandelę na fotelu prezydenta, wziął Jacoba na swojego zastępcę. Stało się jasne, że Zuma może spokojnie myśleć o sukcesji.

Prysznic na AIDS 

Jednak Zuma jest najbardziej kontrowersyjnym politykiem republiki. Z trudem wykaraskał się z ciągnących się za nim zarzutów o korupcję, podobno przyjmował łapówki od firm modernizujących armię. Ostatecznie sprawa kosztowała go tylko wiceprezydenturę, ale mogła też przekreślić całą karierę. Także historia z oskarżeniem o gwałt, mimo wyroku uniewinniającego, wzbudziła uzasadnione wątpliwości – Zuma jako szef narodowej komisji odrodzenia moralnego i nadzorca rządowej kampanii walki z AIDS zdecydował się na seks bez zabezpieczenia z nosicielką wirusa HIV (twierdziła, że doszło do przemocy), po czym w sądzie z dumą obwieścił, że zminimalizował ryzyko zarażenia biorąc błyskawicznie prysznic. Ma cztery żony i 21 dzieci.

Zuma swe sądowe epopeje tłumaczy spiskiem wymierzonym w jego polityczne przeznaczenie. Ma za sobą kochającą go ulicę. I to wbrew apelom sumienia Afryki arcybiskupa Desmonda Tutu, wzywającego do poszukiwań polityka, który nie roztrwoni dziedzictwa Mandeli i za którego RPA nie będzie musiała się wstydzić. Bo Jacob Zuma takiej rękojmi nie daje.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną