Zredukują arsenały?

Gambit Obamy
Prezydent USA Barack Obama zwrócił się do świata z propozycją drastycznej redukcji (niemal do zera) arsenałów nuklearnych oraz zdolności ich tworzenia. Kto odważy się powiedzieć nie?

Jest to pomysł nowy, nikt wcześniej o czymś takim nie mówił. Przypomina on nieco nierealistyczną wtedy propozycję Indii z czasów zimnej wojny, żeby wprowadzić całkowity zakaz broni jądrowej i powszechne rozbrojenie. O ile koncepcja indyjska z góry była skazana na porażkę, o tyle pomysł Obamy budzi nadzieję. Jedynie KRLD zareagowała na to negatywnie, dokonując demonstracji rakietowej, zresztą żałosnej. Pomysł Indii nie miał szans, bo nikt, kto wtedy dysponował  bombę atomową, nie mógł z niej zrezygnować. Indie, wtedy jeszcze nieuzbrojone, nie mogły się spodziewać pozytywnej odpowiedzi ani od USA, ani od ZSRR (także Francji i Anglii), a przede wszystkim nie mogły liczyć na przychylność swojego sąsiada, Chin. Wobec tego same skonstruowały bombę, nawet wodorową i pociągnęły za sobą Pakistan.

Cudowna broń?

Przy okazji - Izrael, na polecenie Ben Guriona, zorganizował ośrodek badań atomowych w Ber Szewie na pustyni Negev, czterdzieści kilometrów od granicy strefy Gazy. To właśnie w stronę tego ośrodka leciały niedawno rakiety Hamasu, dlatego wojska izraelskie zmasakrowały Gazę, choć nie na oczach świata, bo nie pozwolono mediom tam wejść. Również Argentyna, tuż po  wojnie światowej piąte mocarstwo gospodarcze świata, poleciła swojemu zdolnemu fizykowi jądrowemu, Ernesto Sabato, przygotowanie bomby. Sabato odchodził niemal od zmysłów, kiedy nad tym pracował i wiedząc, do czego prowadzi i zarzucił pracę. Zajął się literaturą („Tunel", „O bohaterach i grobach").
Wcześniej Albert Einstein ostrzegał, apelując w liście do wielkich tego świata, aby z jego pomysłu nie korzystali. Tego listu nawiasem mówić, nie pozwolono odczytać na Kongresie Intelektualistów we Wrocławiu 1948 r., (gdzie przewodnikiem Pabla Picassa był Marek Hłasko, który chciał zostać pisarzem komunistą, Kurtyka, bierz go!). Nie zgodziła się na czytanie listu delegacja radziecka, której przewodniczył Walentin Katajew. Potem Andriej Sacharow, twórca radzieckiej bomby wodorowej i laureat Nagrody Stalinowskiej, stał się dysydentem, bo widział, co zrobiono z jego wynalazkiem.

Na początku lat 60. polscy fizycy (Leopold Infeld, Andrzej Sołtan, Henryk Niewodniczański, Andrzej Trautman) wiedzieli, jak skonstruować bombę atomową. Pod koniec apartheidu miała ją Republika Południowej Afryki. Zrobiono ją tam w warsztatach niepozornego technikum mechanicznego w Kapsztadzie. Prezydent  Willem de Klerk podjął unilateralną decyzję o likwidacji własnego arsenału. Fidel Castro wysłał do Moskwy na studia swego syna Fidelito, żeby nauczył się robić bomby. Fidelito wrócił i jest do dziś dyrektorem ośrodka badań jądrowych w Hawanie. O ile wiadomo, nic mu nie wychodzi, a może - jak Sabato - chce, żeby mu nic nie wyszło.

Bombę atomową mogły mieć Niemcy hitlerowskie w 1938 r. Nie skonstruowały jej z powodu głupoty (na nasze szczęście) jednego z donosicieli Gestapo pracujących na Uniwersytecie w Getyndze. Był to wtedy czołowy ośrodek fizyki kwantowej w świecie. Pracowali tam Duńczyk, laureat Nobla, Niels Bohr, genialny matematyk Dawid Hilbert (proszę przeczytać „Metody przestrzeni Hilberta" Krzysztofa Maurina) i znakomity  fizyk Carl Fryderyk von Weizsaecker, stryj późniejszego prezydenta RFN. Prowadzili zamknięte seminaria poświęcone fizyce kwantowej, a w szczególności koncepcji osi czasu urojonego Minkowskiego, bez której nie można było udowodnić równoważności masy i energii (E=mc kwadrat plus kolejne wyrazy szeregu), a to jest bomba atomowa.

Jeden z pożal się Boże doktorów uczestniczył w zajęciach, ale nie wiele mógł z nich zrozumieć, więc przestano go zapraszać. Uniósł się honorem i napisał donos, którzy w kwaterze Gestapo zrozumiano, że w Getyndze odbywają się jakieś tajemnicze zebrania. Przyjechał na kontrolę komisarz, który po wnikliwym zbadaniu sytuacji wydał polecenie, aby fizyka przestała być  kwantową, a zaczęła być wreszcie narodowo-socjalistyczną. Wtedy Bohr wyjechał do Londynu i w ten sposób ośrodek w Getyndze przestał istnieć. Gdyby nie polecenie Gestapo, Hitler miałby już przed wojną „cudowną broń" (czyi głowicę, którą przenosiłaby rakieta V2).

Ile biegunów?

Dziś bombę może skonstruować zdolny student fizyki jądrowej według przepisów opublikowanych już wiele lat temu w jednym z popularnonaukowych magazynów amerykańskich. W Europie może ją zrobić każde państwo z wyjątkiem Albanii i Watykanu. Problemem jest dostęp do rudy uranowej (Filipiny to jeden z największych posiadaczy tego surowca) oraz dostęp do wirówki przekształcającej uran w pluton (którą ukradł w Holandii ojciec pakistańskiej bomby atomowej, dr Kadir Khan, a potem sprzedał ją Iranowi i KRLD).

Widać więc, że propozycja prezydenta Obamy jest świetnym gambitem. I w odróżnieniu od propozycji Indii ma szanse powodzenia, bo każda negatywna odpowiedź jest zła, nie da się jej uzasadnić. Kto odważy się powiedzieć nie? Doktryna odstraszania nuklearnego miała sens w okresie układu dwubiegunowego Waszyngton-Moskwa. Dziś mamy inny układ dwubiegunowy: Waszyngton-Pekin. Indie chcą, żeby świat był wielobiegunowy. Moskwa też tego chce. Ale wszystkim propozycja Obamy powinna się wydać racjonalna i przede wszystkim ekonomicznie pociągająca. Bo doktryna odstraszania nuklearnego ma dziś zastosowanie tylko w układzie Pakistan-Indie. Ale nawet te kraje da się chyba przekonać.

Spodziewałem się, mówiąc szczerze, innego gambitu Obamy:  Stany Zjednoczone znoszą sankcje ekonomiczne wobec Kuby.  Zaleta zniesienia sankcji jest taka, że dzięki temu następuje erozja sklerotycznego reżimu i zaczyna się postępujące, pokojowe zjednoczenie Kuby (emigracja z Florydy wraca do domu). Nienawidząca gringos Ameryka Łacińska, w której wszędzie rządzi lewica, nie ma ruchu innego jak przyjąć to z uznaniem. Francja musi bić brawo, Niemcy muszą przyjąć to z uznaniem, Hiszpania gratuluje prezydentowi. Cały świat, zwłaszcza dawny Trzeci Świat, widzi w tym odejście Amerykanów od arogancji i buty. Zniesienie sankcji, które w praktyce przecież nie działają, czyli Amerykanie nic na tym nie tracą, odbiera dwu konkurentom USA - Rosji i Chinom - możliwość niesienia pomocy swemu klientowi, Kubie Fidela Castro. Hu Jintao i prezydent Miedwiediew spodziewali się takiego ruchu, bo każdy z nich złożył wizytę w Hawanie tuż przed objęciem władzy przez Baracka Obamę.  Dziś nie muszą już martwić się o Kubę, bo mają o czym myśleć: jak odpowiedzieć na gambit atomowy prezydenta USA. A on ma jeszcze jednego asa w rękawie - zniesienie sankcji, które może ogłosić, kiedy to będzie dla jego administracji korzystne, a będzie korzystne zawsze.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj