Przyjaźń

Kolejne pokolenia potrzebują „Przyjaciół”

W czym tkwi siła tego serialu? W czym tkwi siła tego serialu? mat. pr.
Nie ustaje popularność serialu komediowego, który powstał trzy dekady temu.

Pilotowy odcinek „Przyjaciół”, nieprzesadnie skomplikowanego sitcomu nagrywanego przed żywą widownią, produkowanego przez Warner Bros. dla stacji NBC, miał premierę 22 września 1994 r. Wystartował tak sobie, ale oglądalność rosła, by ostatecznie oscylować średnio między 20 i 25 mln amerykańskich widzów na odcinek, przy czym były też odcinki śledzone na żywo jednocześnie przez 32 mln Amerykanów, a oglądalność finałowego epizodu pod tytułem „Ten ostatni” podskoczyła do rekordowych 52,5 mln widzów.

To liczby z dzisiejszego punktu widzenia oszałamiające, ale także w czasach, gdy telewizja była oglądana masowo, a Netflix dopiero startował – jako wypożyczalnia płyt DVD dostarczanych pocztą – zapewniały produkcji Marty Kauffman, Davida Crane’a i Kevina Brighta miejsce w czołówce hitów tygodnia, często pierwszą pozycję.

O! Mój! Boże!

Dlaczego właśnie „Przyjaciele”? Najkrótsza odpowiedź jest zawarta w samym tytule i refrenie piosenki z czołówki serialu: „I’ll be there for you, ’cause you’re there for me too” – możesz liczyć na mnie, a ja na ciebie. Zaprzyjaźnili się także młodzi aktorzy i aktorki grający bohaterów, w większości (niemal) debiutanci. Stworzyli grupę, która wspierała się nawzajem na planie – a każdy odcinek był nagrywany przed żywą publicznością, ale też poza planem. Jako pierwsi w historii telewizji całą paczką przystąpili do negocjacji podwyżek, solidarnie walczyli o równe gaże dla całej szóstki i wygrali.

Serialowi „Przyjaciele” byli też paczką poza ekranem.mat. pr.Serialowi „Przyjaciele” byli też paczką poza ekranem.

Przyjaciółmi była też para pomysłodawców i głównych scenarzystów serialu, Marta Kauffman i David Crane. Kilkanaście lat starsi od swoich bohaterów, nowojorczycy w delegacji w Los Angeles, wciąż pamiętali młodzieńczy czas życiowego zawieszenia.

Reklama