Historia maszyny do szycia
Grubymi nićmi przyszyte
Maszyny do szycia to wynalazek kosmopolityczny, humanitarny i z gruntu dobry, cóż więcej można dodać!” – pisano w połowie XIX w., zachwycając się nowym urządzeniem. Na reklamach przedstawiano elegancko ubrane damy z błyskiem w oku patrzące na nowe urządzenie lub z uśmiechem pochylające się nad pracą. W niemieckim piśmie dla kobiet „Bazar” napisano w 1862 r., że pojawienie się w domu maszyny do szycia pozwala zaoszczędzić czas, a szycie na niej „jest przyjemnością i miłym sposobem spędzania czasu”. Amerykańska firma Singer, szukając w 1858 r. klientek wśród bogatych kobiet, opisywała maszynę do szycia jako przedmiot luksusowy, którego artystyczne walory robią zeń „doskonałą dekoracją salonu czy buduaru”.
Nawet jeśli urządzenie było przez moment popularne wśród bogatych kobiet z zamożnej klasy średniej, szybko przestało być jedynie modnym gadżetem i trafiło pod strzechy, stając się podstawowym narzędziem pracy dla wielkiej grupy żyjących z szycia kobiet.
Wśród badaczy zajmujących się historią gospodarczą i społeczną panowało przekonanie, że maszynę do szycia należy uznać za jedno z podstawowych narzędzi, które ułatwiły kobietom emancypację. „Dzięki niej kobiety mogły wyzwolić się z niewolniczej egzystencji” – pisał w latach 70. amerykański historyk David Landem. Z twierdzeniem tym nie zgadza się specjalistka od historii gospodarczej czasów nowożytnych prof. Karin Hausen z Technisches Universität w Berlinie, autorka książki „Porządek płci. Studia historyczne” (Neriton i Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie, 2011 r.). Według niej przejście z szycia ręcznego na maszynowe było rewolucyjne, jednak rewolucja ta wyzwoliła kobiety tylko pozornie.
Ramię, stopka, pedał
Od momentu wynalezienia mechanicznego krosna w 1786 r. przez angielskiego pastora Edmunda Cartwrighta, przedsiębiorcom bardzo zależało na stworzeniu urządzenia do szycia; gdy bowiem tkaniny wytwarzano już masowo, końcową ich obróbkę nadal wykonywano ręcznie, co hamowało produkcję odzieży. Niestety, pierwsi konstruktorzy błędnie zakładali, że urządzenie to powinno naśladować ruch ręcznego szycia.
W 1755 r. mieszkający w Londynie Niemiec Charles Frederick Wiesenthal wynalazł, co prawda, dwustronną igłę z dziurką, ale skonstruowana przez niego maszyna okazała się niepraktyczna. W 1830 r. w Metzu francuski krawiec Barthelemy Thimonnier wymyślił maszynę z ramieniem i choć szew powstawał od spodu i nie był zbyt trwały, opatentował wynalazek i zaczął jego produkcję. Dopiero jednak urządzenie Amerykanów Eliasa Howe’a i Waltera Hunta pozwalało uzyskać szew o podwójnym ściegu (zw. stebnowym). Dwa krzyżujące się wątki sprawiały, że dwustronny szew był mocny. Niedoskonały prototyp maszyny powstał w 1834 r., a gdy Hunt zrezygnował, zniechęcony jej zacinaniem się, Howe ją udoskonalił i opatentował w 1846 r.
Wynalazek wciąż ktoś poprawiał i wielu rościło sobie prawo do zysków z patentu lub opłat licencyjnych. Najsłynniejszy proces sądowy miał miejsce między Howe’em a – uważanym za twórcę współczesnej maszyny do szycia – Izaakiem Merittem Singerem, który wyposażył ją w stopkę przytrzymującą materiał. Ostatecznie Singer musiał podzielić się z Howe’em zyskami. Kilka lat później do sądu trafili dwaj inni konstruktorzy; Allen Wilson i Nathaniel Wheeler. Spierali się o prawa patentowe do podobnych ulepszeń, ale w 1856 r. porozumieli się i stworzyli wspólną firmę. Do Niemiec lotem błyskawicy doszła wieść o najnowszym amerykańskim wynalazku i ten kraj stał się w Europie głównym producentem. Odkąd w 1855 r. w Dreźnie August Clemens Müller wypuścił pierwszą serię maszyn Veritas, produkcja rosła lawinowo – w 1890 r. ok. 500 tys., a w 1907 r. już 1,1 mln, co stanowiło prawie jedną trzecią produkcji światowej.
Niewolnice wynalazku
Maszyna do szycia stała się symbolem emancypacji nie przez przypadek – dzięki niej kobiety nie tylko zarabiały na siebie, ale też mogąc kupować w sklepach masowo produkowane ubrania (przedtem szycie ich dla rodziny było zadaniem kobiet), zyskały czas na zajmowanie się rodziną czy rozwój intelektualny. Tak obiecywały reklamy, ale sprawa była bardziej skomplikowana – w klasie niższej średniej i niższej maszyny od razu zaczęły służyć jako narzędzie pracy w domu. Między innymi dlatego, że maszyna do szycia – po trosze sprzęt domowy, po trosze urządzenie produkcyjne – nie nadaje się do przeprowadzenia „ostrego analitycznego podziału na sferę gospodarstwa domowego i sferę pracy zarobkowej” – pisze Hausen.
Chałupnictwo było wówczas uważane za idealny dla kobiet sposób na dorobienie – zostawały w domu, nie traciły kontaktu z dziećmi, a przy okazji szyły, czyli wykonywały czynność, która uważana była za kobiecą.
Zapobiegliwi mieszczanie zaczęli z czasem częściej wysyłać córki na kursy szycia niż uczyć gry na pianinie. W warsztatach przez rok szyły one za darmo, a potem dostawały minimalne wynagrodzenie. Dla córek kupców czy drobnych urzędników i tak utrzymywanych przez rodziny i pracujących aż do zamążpójścia nie był to dramat, ale kobietom, które musiały zarabiać na siebie, albo – co gorsza – na siebie i dzieci, przychodziło toczyć „beznadziejną walkę o egzystencjalne minimum”, pisze Hausen. Dla nich maszyna do szycia nie miała charakteru emancypacyjnego, lecz sprawiła, że stały się niewolnicami tego urządzenia.
Dodatkowym problemem była wyjątkowo nieprzychylna kobietom struktura branży odzieżowej. Ponieważ pierwotnie szyły jedynie na użytek domowy, nie przysługiwał im status rzemieślnika. Jako niewykwalifikowane szwaczki mogły wykonywać tylko proste prace w warsztatach tzw. mistrzów pośrednich albo, na ich zlecenie, we własnych domach. Produkcja konfekcji odzieżowej opłacała się właśnie dlatego, że zlecający prace właściciele przedsiębiorstw nie zatrudniali na stałe tłumów szwaczek, nie musieli kupować maszyn i budować hal, tylko zlecali pracę podwykonawcom, którzy płacili szwaczkom najniższe z możliwych płac. Ich zarobki były tak marne, że w 1885 r., gdy zapowiedziano podwyżkę cła na nici maszynowe, wywołało to publiczne protesty.
W Europie do 1914 r. szwaczki pracujące w domach ledwo wiązały koniec z końcem. W wyniku rewolucji przemysłowej, centralizacji produkcji i procesów urbanizacyjnych zamężne kobiety znalazły się w fatalnej sytuacji, bo nie mogły już dorobić sobie w rolnictwie czy hodowli, a miasta nie miały dla nich wielu ofert pracy. Mężatki nie nadawały się już na służbę, więc brały się za szycie. Najgorzej opłacana branża odzieżowa stała się kobiecą specjalnością.
Emancypacja na raty
„W USA maszyna do szycia była drugim po broni palnej urządzeniem, które zaczęto produkować na potrzeby cywilne” – pisze Hausen. Produkcja masowa była możliwa dzięki nieprawdopodobnemu popytowi – każdy chciał mieć w domu maszynę, symbol nowoczesności. Dla uboższych kobiet ten przedmiot stanowiący o przeżyciu stał się osiągalny, gdy Singer wpadł na pomysł sprzedaży ratalnej.
Tyle że kupienie maszyny na raty było początkiem błędnego koła,
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

