Agnieszka Krzemińska
30 grudnia 2011

Boskie narodziny – było ich sporo

Narodziny z gwiazdą

Boskim i królewskim narodzinom zawsze towarzyszyły niezwykłe wydarzenia. Ale i zwykłe narodziny owiane były aurą tajemniczości, której nawet dziś nie rozwiał postęp medycyny.

Narodziny to motyw tak uniwersalny jak śmierć, która jest ich konsekwencją. Niemal wszystkie mity i legendy odwołują się do tego wydarzenia. Nie ma też religii bez narodzin bogów. Czasami jest to zdawkowa informacja o przyjściu na świat, innym razem towarzyszą temu wydarzeniu niezwykłe okoliczności – poród jest długi i bolesny, dziecko bardzo duże, potrafi mówić lub szybko rośnie, trzęsie się ziemia, wybuchają wulkany, szaleją burze. Narodziny Jezusa też były wyjątkowe. Syn Boga urodził się w stajence, w Ewangelii św. Łukasza anioł ogłosił pasterzom radosną wiadomość, a u św. Mateusza – nad Betlejem zabłysła gwiazda, dowód boskości niemowlęcia i drogowskaz dla trzech mędrców.

Związane z narodzinami bogów zjawisko pojawienia się mocy pod postacią sacrum miało na celu podkreślenie ich wyjątkowości. Niezwykłe narodziny mieli również ci ludzie, którym bliżej było do świata duchów i bogów, tacy jak szamani i władcy. – Za niezwykłe uważało się np. narodziny z pozostałościami błony płodowej na głowie (w czepku urodzony), dzieci z zębami lub znamionami – mówi prof. Andrzej Szyjewski, antropolog religii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. To, czy znaki tłumaczono na korzyść, czy jako wadę dziecka, zależało od kultury. Zdarzało się, że wielkim osobom dorabiano zmitologizowaną historię ich narodzin.

Tak było już w starożytnym Egipcie, gdzie boskim pochodzeniem tłumaczyło się nieograniczoną władzę królów. W świątyni w Deir el-Bahari zachował się opis spłodzenia królowej Hatszepsut przez boga Amona, który przybrał postać jej ojca. Narodzona w królewskiej rodzinie córka Amona nie była zwykłą dziewczynką, gdyż nosząc sztuczną brodę i męski fartuszek mogła być traktowana jak mężczyzna. Miało to legitymizować władzę kobiety. – Dziś swoje wyjątkowe porody opisują celebrytki – mówi historyk dr Katarzyna Stańczak-Wiślicz z Instytutu Badań Literackich PAN. – To wyróżnia je z tłumu, podkreśla ich wyjątkowość, przede wszystkim zaś dowodzi, że sfera ciąży i porodu do dziś jest zmitologizowana i pełna magii.

Rytuał poczęcia

Ponieważ w mitach o stworzeniu świata bogami-kreatorami bywali mężczyźni, kosmogoniczne narodziny nie mogły być konwencjonalne. Akt kreacji dokonuje się poprzez masturbację, wyplucie, złożenie kosmicznego jaja, co stanowi próbę opisania za pomocą paradoksów niepoddającej się opisowi rzeczywistości. – Najbardziej zintelektualizowaną wersją powstania Wszechświata jest stworzenie go za pomocą myśli. U Dogonów bóg Amma pojawia się w momencie, gdy sam siebie wymyśla. Pierwotna kreacja następuje na poziomie mentalnym, potem ma swój materialny odpowiednik, jakim jest energia słowa. Zresztą biblijne „na początku było Słowo” jest metaforą w wielu religiach – podkreśla prof. Szyjewski.

W życiu zdolność kreacji to przywilej kobiet, co wzbudzało zazdrość mężczyzn. U Aborygenów objawiała się tym, że mężczyźni kradli należące do kobiet przedmioty, zabraniali im chodzić w miejsca, gdzie odprawiali obrzędy, a w trakcie inicjacji dokonywali rytualnego nacięcia prącia, wywołującego tzw. męską menstruację.

Kluczem do zrozumienia rytuałów związanych z kobietą ciężarną i narodzinami jest postrzeganie jej jako zawieszonej między dwoma światami. Ciężarna nosi w sobie „chaos początku i niezwykłość zaświatów” – pisze Anna Zadrożyńska w książce „Powtarzać czas początku” – to czyni ją nieczystą i niebezpieczną. Na polskich wsiach wierzono, że płód wysysa życie z otoczenia, zabraniano więc ciężarnej chodzić po polach, zbliżać się do młodych zwierząt i dzieci czy czerpać wodę. Kobieta musiała też przestrzegać wielu reguł, by szczęśliwie powić zdrowe dziecko. Wierzono, że płód nabiera cech charakteru i wyglądu z otoczenia, dlatego musiała unikać „zapatrzenia się” i czynności utrudniających rozwiązanie (jak przechodzenie przez płoty). Poród nie był jedynie czynnością fizjologiczną, pojawieniu się nowego życia musiała towarzyszyć magia i bogowie.

Egipcjanki składały ofiary bogini Hathor, Izydzie, Besowi oraz opiekunce porodów żabiogłowej Heket, której przydomek brzmiał: Ta, Która Przyspiesza Poród. Dobrze było, gdy położnica miała przy sobie Węzeł Izydy, czyli magiczny znak w kształcie tamponu tamującego krwawienia. Ponieważ nie w każdej religii istniały stosowne boginie akuszerki, o pomoc proszono rozliczne boginie i bogów płodności. Często w trakcie samego porodu dbanie o magiczną oprawę cedowano na osoby pomagające rodzącej.

W społecznościach tradycyjnych poród był dla mężczyzn tabu, więc rzadko w nim uczestniczyli. Wyjątek stanowili szamani. Obecność ojców zależała od przekonania, czy większą rolę w powstawaniu życia ma pierwiastek męski czy żeński. Kultura decydowała też, czy kobieta rodziła w domu, czy poza nim, zawsze jednak chodziło o wyodrębnienie sakralnej przestrzeni, w której rodząca będzie bezpieczna. Tam gdzie poród był wydarzeniem społecznym, brało w nim udział wiele osób. Gdy wymagał maksymalnej intymności, kobieta rodziła sama.

Ból narodzin

Mało jest przekazów mówiących, że ból porodowy stanowił problem. – W społecznościach indiańskich, tak jak mężczyzna miał być odpornym na ból wojownikiem, kobieta była wojowniczką w trakcie porodu. Aztekowie twierdzili, że niebo kobiet zmarłych przy porodzie znajduje się obok nieba mężczyzn poległych w boju – zaznacza prof. Szyjewski. Anna Wądołowska, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, która prowadziła badania w Meksyku wśród Indian Tarasków, podkreśla, że tamtejszym kobietom do dziś nie wypada krzyczeć w trakcie porodu. – Zdarzało się, że gdy trafiały do szpitala – którego zresztą bardzo się boją ze względu na niebezpieczeństwo zauroczenia dziecka i ograniczające ich płodność cesarskie ciecie – nie okazują bólu, nawet gdy dochodzi do tak bolesnych powikłań jak pęknięcie macicy.

Inaczej w kulturze judeochrześcijańskiej, gdzie kobieta cierpi za karę i sama jest sobie winna, gdy umiera w trakcie porodu. W polskiej kulturze ludowej ciężki poród uważano za skutek niewierności, a rodząca powinna okazywać ból. – Jeśli była cicho, to znaczyło, że coś jest z nią nie tak – mówi dr Stańczak-Wiślicz. – Ból porodowy był przecież bólem uświęconym, a krzyk moraliści interpretowali jako wołanie o wybaczenie za grzech Ewy. Dlatego też o bólu, który pewnie niektóre zabiegi babek uśmierzały, mało się mówiło.

We współczesnej debacie zwolennicy naturalnych porodów nie przywołują argumentu bólu porodowego jako kary za grzechy. Mówi się o nim jako integralnym elemencie porodu, sygnalizującym kolejne jego etapy, podkreślając, że pozwala kobiecie odkryć własną cielesność i siłę. – Tymczasem wszystko zależy od opowieści o porodzie, w jakiej wyrosłyśmy, ta zaś osadzona jest w kulturze – mówi antropolog kultury dr Magdalena Radkowska-Walkowicz z Uniwersytetu Warszawskiego. – Dla jednych ból porodu może być wyzwolicielski, dla innych traumatyczny. Moja znajoma, jeszcze długo po ciężkim porodzie, przejęzyczała się i zamiast poród mówiła pogrzeb. Skojarzenie to nie

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Polityka on Facebook
Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
« »

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną