Czeka cię intymna rozmowa? Oto instrukcja jak ją przeprowadzić
Jak szybko pokochać się szczęśliwie?
Bliskość buduje się z czasem. Ale może da się to jakoś przyspieszyć?
Yagi Studio/Getty Images

Bliskość buduje się z czasem. Ale może da się to jakoś przyspieszyć?

Pokochać bez wzajemności. Niefortunnie wybrać obiekt westchnień. Długo szukać swojej drugiej połowy. To ludziom zdarza się często. Psychoanalityk Adam Philips w książce „Missing Out: In Praise of the Unlived Life” (w swobodnym przekładzie: „To, czego nie ma: Pochwała życia nieprzeżytego”) powiada wręcz, że każda historia miłosna bez wyjątku jest zarazem historią frustracji. Zakochując się – tłumaczy – doświadczamy bowiem bardzo wielu mieszanych uczuć. Na przykład chronicznej, nieracjonalnej tęsknoty. Dzieje się tak przynajmniej na pierwszych etapach zauroczenia, obustronnej niepewności i niewiedzy, dokąd sprawy właściwie zmierzają. Bo bywa przecież, że donikąd.

Bliskość buduje się z czasem. Jak mówi prof. Bogdan Wojciszke, dopiero podczas romantycznych początków, po etapie zakochania, ludzie zaczynają opowiadać o sobie, a więc poznawać się lepiej. Ale może da się to jakoś przyspieszyć? Takie pytanie postawił sobie zespół psychologa Arthura Arona ze State University of New York at Stony Brook, specjalisty od intymności i bliskich relacji między ludźmi. Więzi te wymagają – jak się na ogół słusznie uważa – obustronnych wysiłków, jednakowego wkładu, pewnej wspólnoty doświadczeń, otwartości i czasu właśnie. Aron usiłował zaś sprawdzić, czy da się ten proces odtworzyć w warunkach eksperymentalnych i nieco mu dopomóc. Badanych dobrał w pary i starannie poinstruował. „Sprawdzamy, na czym polega bliskość – oświadczył im szczerze. – Zadanie, które stoi przed wami, powinno wam w zasadzie sprawić przyjemność. A polega ono na tym, żebyście spróbowali nawiązać z przydzielonym wam partnerem możliwie bliską relację”. Każda para otrzymała trzy zestawy pytań do omówienia i wspólnego przepracowania. Po przeanalizowaniu każdej serii był kwadrans przerwy, badanie trwało mniej więcej godzinę.

Podział na pary był umowny, ale nie zupełnie przypadkowy – każdy uczestnik badania wypełnił wcześniej kwestionariusz. Dokonując podziału, naukowcy starali się więc kierować jakimś najbardziej fundamentalnym podobieństwem przekonań, choć i to nie gwarantowało, że eksperyment się powiedzie, tj. między badanymi wytworzy się faktyczne poczucie bliskości i porozumienia. W raporcie końcowym (opublikowanym w miesięczniku „Personality and Social Psychology Bulletin”) odnotowano, że silnej i trwałej więzi co prawda nie sposób zbudować w warunkach laboratoryjnych, ale da się ją sensownie zainicjować – o ile obie strony wykażą minimum dobrej woli i zaangażowania. Pół roku po eksperymencie jedna z par zdecydowała się nawet na ślub!

To prekursorskie badanie przeprowadzono już w 1997 r. Niespełna dwie dekady później Arthur Aron we współpracy z amerykańskim dziennikiem „The New York Times” stworzył aplikację z zestawami tych samych pytań, dowodząc, że i współcześnie za ich pomocą nawet łatwiej tę międzyludzką bliskość zbudować. Dlaczego? Ano dlatego, że żyjemy w stałym rozproszeniu. Zdaniem psychologów ciągły napływ nie zawsze istotnych informacji czyni z nas ludzi nieco osamotnionych, mało skupionych, a niekiedy wręcz niezdolnych do koncentracji na pewnych – zwłaszcza tych naprawdę ważnych – aspektach codzienności. Tęsknimy więc za tym, co fundamentalne – za rzeczywistą, nie wyłącznie powierzchowną, bliskością.

Aron zaleca, żeby namówić dowolnie wybraną (nawet dopiero co poznaną!) osobę na wzajemne zadanie sobie poniższych pytań. Nie w tym rzecz, powiada badacz, aby być ze sobą szczerym maksymalnie, ale w miarę możliwości. Owszem, jedne pytania mogą się wydawać nieco absurdalne, a inne aż zanadto intymne, ale ważne, żeby żadnego nie ominąć. Każdy zestaw jest niejako wejściem na kolejny poziom szczerości i bliskości.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj