Mariusz Janicki, Ewa Wilk
23 listopada 2009

Jak się dziś robi wiadomości TV?

Kuchnia strachu

Oglądaliśmy „Fakty” TVN i „Wiadomości” TVP 1, aby zrozumieć, dlaczego wielu widzów ma wrażenie, że dowiaduje się, co się dzieje, lecz nadal niewiele wie.

Godz. 19–20. Czas dwóch czołowych serwisów informacyjnych. Gromadzą po 4,5 mln widzów. Wciąż główne źródło informacji o kraju i świecie dla Polaków.

Teatr sensacji. Polityka – od tego się zaczyna. W obu telewizyjnych programach informacyjnych jest traktowana jako sfera ogólnie nieczysta, mało zrozumiała, ale fascynująca.

W „Faktach” TVN przedstawia się wydarzenia polityczne jako szarady, niemal kryminalne zagadki: na początku prowadzący zadaje dramatyczne pytania, odpowiednik dylematu „kto zabił”, sugerując, że w trakcie programu widzowie dostaną odpowiedź. Przypomina to codzienny serial dla koneserów, gdzie następuje coś w rodzaju streszczenia poprzedniego odcinka i wprowadzenie typu „nowe fakty w sprawie”, „kolejna odsłona”, „nowy rozdział”.

„Panika” – tak rozpoczął się news o tym, iż minister Jacek Kapica i szef CBA Paweł Wojtunik dostali ochronę BOR, ponieważ rzekomo są zagrożeni przez świat biznesu hazardowego. W kadrze pojawiają się zamaskowani funkcjonariusze, narasta atmosfera grozy, ale żadnej nawet poszlaki, że zagrożenie jest realne. Podobną poetykę ma następny news o grypie, kiedy głos z offu uspokaja, że nie ma powodu do paniki, ale materiał filmowy zaczyna się od stwierdzenia: „stan oblężenia w szpitalu”. Chodziło o  konkretny szpital, gdzie przebywają pacjenci z podejrzeniem grypy, ale groza robi się ogólna. Na koniec reporter dodaje coś o „Babie Jadze w ampułkach” i tylko on wie, o co chodzi. Stand-upery (podsumowujące wypowiedzi reporterów na końcu materiału) to prawdziwa zmora dziennikarstwa telewizyjnego, kiedy newsowcy starają się w coraz bardziej osobliwy sposób wyrazić starą prawdę, że „co będzie, czas pokaże”.

Stronniczość. Polityczną stronniczością obciążone są głównie informacje w „Wiadomościach” TVP 1. Mają one stałą, powtarzalną strukturę: oto w kraju rządzi dziwna władza, sprawiająca nieustanne kłopoty i mająca niedorzeczne pomysły, przed którymi społeczeństwo musi się bronić pod przywództwem opozycji, a zwłaszcza jej szefa, Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS, bywa, pojawia się w trzech czwartych newsów „Wiadomości”.

Zaczyna się więc od Donalda Tuska i Platformy i jakiejś ich koncepcji, afery, czyli – absurdu dnia. Sprawę przedstawia się jako bezsensowną i szkodliwą – to strasząca część informacji. Ale potem – jak w niemieckiej reklamie środków czystości – pojawia się nuta nadziei, która ma twarz właśnie prezesa PiS, lidera SLD Grzegorza Napieralskiego i jakiegoś przedstawiciela PSL, najczęściej posła Eugeniusza Kłopotka, który w takich newsach przynależy raczej do oświeconej opozycji niż koalicji rządzącej.

Jeśli mowa o komisji śledczej, to zaraz posłanka Beata Kempa mówi, że „Platforma się wyraźnie czegoś boi”. Jeśli pojawia się temat rurociągu bałtyckiego (z tytułem „Polska w gazowej pętli”), to od razu wybrzmiewa: „opozycja zarzuca rządowi, że był za miękki”, „Polska powinna być rogata, a nie kliencka”, „koniec złudzeń, niewiele zrobiliśmy w sprawie uniezależnienia się od dostaw ze Wschodu” i wreszcie kawa na ławę: „nie można wykluczyć wyłączeń”. Wszystko to naturalnie na konto rządu Tuska. I tak, od wycofania sprzeciwu Szwecji wobec bałtyckiej rury, której jeszcze nie ma, łańcuszek rozumowania doszedł do wyłączeń.

Inny przykład niemieckiej reklamy proszku: „Polacy na Litwie walczą o polskie nazwiska”. Zaraz potem rzecznik MSZ mówi coś o tym, że rząd się stara. Ale widać, że to jeszcze cały czas ta ponura część reklamy. I nagle światłość: „inni też walczą” – pojawia się oblicze prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz wiadomość, że w Brukseli interweniują w tej sprawie europosłowie PiS. Kiedy mowa o ustawie hazardowej i konsultacjach w jej sprawie, prowadzonych przez Tuska, od razu pojawia się w „Wiadomościach” pocący się Zbigniew Chlebowski, aby przypomnieć kontekst nowych koncepcji szefa rządu. Potem sprawę komentują Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski, a rzecz całą finezyjnie podsumowuje głos z offu: „opozycja będzie się z uwagą przyglądać pracom nad ustawą, mając w pamięci poprzednią ustawę, która zaowocowała komisją śledczą”. I widz ma już ustawiony świat, może iść spać.

Zachwianie hierarchii spraw. W newsach politycznych wszystkich stacji bez wyjątku daje się wyczuć specyficzne rozdwojenie przekazu. Prowadzący program i reporterzy w terenie starają się przedstawiać opisywany świat w sposób odpowiedzialny, niejako propaństwowy i obiektywny, ale raz po raz ujawnia się ta realnie wyznawana hierarchia, gdzie dominuje histeria, panika i atmosfera grozy. Pojedyncze wydarzenia są natychmiast przetwarzane na ogólne prawidłowości, incydenty zamieniają się w groźne patologie, pogłoski urastają do rangi twardych faktów, mimo że wciąż słychać z ekranu, że w zasadzie nie ma powodu do niepokoju. Ta sprzeczność, informacyjna schizofrenia, powodują poznawczy chaos, zakłócenie widzenia spraw w ich prawdziwej postaci, postrzegania rzeczywistej, a nie medialnej wagi. W wizji redaktorów programów informacyjnych niemal wszystkie wydarzenia są zrównane rangą, mają tę samą pieczątkę ważności i nieważności zarazem.

Zagranica? Ciekawostki. Zachwianie proporcji między zdarzeniami ważnymi i błahymi odnosi się zwłaszcza do drugiej, nazwać ją można – konfekcyjnej części serwisów, czyli informacji społecznych, kryminalnych, obyczajowych. I zagranicznych, bo to charakterystyczne, że w wielu wydaniach, zwłaszcza „Faktów”, jeśli pojawiają się jakiekolwiek doniesienia zagraniczne, to w dziale dziwów i ciekawostek. Jak owa żena z pistolką, która brawurowo odbiła z rąk czeskiej policji swego męża bandytę (ostatecznie męża ujęto i zabito, ją raniono).

Nominacji na informację doświadczają niemal wyłącznie widowiskowe epizody typu wykonanie kary śmierci w USA lub 3-godzinna awaria elektryczna w Brazylii. Jeśli jakimś cudem przemknie się na ekrany na przykład prezydent Nicolas Sarkozy, to tylko dlatego, że prawdopodobnie coś podkoloryzował o swojej obecności przy rozbieraniu berlińskiego muru 20 lat temu. Jeśli już mowa o berlińskich uroczystościach, to wręcz obsesyjnym refrenem relacji stało się pytanie: a czy nas – Polaków – tam doceniono, uhonorowano, dostrzeżono?

W tym uporczywym dociekaniu: czy było coś o nas?, ujawnia się kompleks niższości i wyższości zarazem. Świat albo knuje nad naszymi głowami, albo też prawi komplementy, jak regularnie pokazywany w „Wiadomościach” papież Benedykt XVI: charakterystycznym polsk-dojczem odczytuje duchowe przesłanie, uzupełnione miło brzmiącymi dla polskiego ucha uwagami na temat wielkiego poprzednika i naszego narodu generalnie.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
  • 01.09.2010
  • 02.09.2010
  • 02.09.2010

Autorzy POLITYKI

»