Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Kulisy negocjacji z Eureko

Warunek premiera Tuska, który przez cały czas kibicował negocjacjom, był taki, że ugoda w żadnym razie nie może obciążyć kieszeni podatników. Pieniądze nie będą więc pochodzić z budżetu lecz z kasy PZU.

Wraz ze wzrostem szans na porozumienie z Holendrami i sukces Grada, rosły obawy, że ugoda narobi sporych kłopotów Jackowi Rostowskiemu, ministrowi finansów. Żeby bowiem móc wypłacić Eureko tak wielką kasę, Andrzej Klesyk, prezes PZU, musiałby sprzedać część kupionych przez firmę obligacji skarbu państwa. A to spowodowałoby niezły bałagan na rynkach finansowych, w sprzedaży znalazłoby się bowiem nagle o wiele więcej papierów rządowych, niż chętnych do ich zakupu. W rezultacie minister finansów musiałby zaoferować kupującym o wiele wyższe odsetki. I nie byłby to wcale koniec kłopotów, bo przecież Holendrzy otrzymane od nas złote zamieniliby na euro, co zachwiałoby kursem naszej waluty.

Chociaż więc ugodę negocjował minister Grad, to nad jej bezpieczną realizacją musiał się głowić także Jacek Rostowski, a rękę na pulsie przez cały czas trzymał premier Tusk. Nieoceniona jest też rola Andrzeja Klesyka. W rezultacie tej burzy mózgów powstała koncepcja najbardziej bezpieczna. PZU nie będzie sprzedawać obligacji, tylko pod ich zastaw weźmie kredyt w bankach. Znika obawa, że za finansowanie naszego długu publicznego trzeba będzie więcej płacić.
Natomiast o to, żeby złoty się nie osłabił, martwi się także Eureko - przy gorszym kursie odszkodowanie Holendrów, nominowane w euro, będzie przecież niższe. Niewykluczone więc, że zamiana złotówek na euro nie odbyłaby się na otwartym rynku, ale ciężar operacji wziąłby na siebie Rabobank.

PRZECZYTAJ: SPÓR O PZU PRZEZ LATA (w publikacjach "POLITYKI"):

  • 2002 - rosną obawy, że spór z Eureko znajdzie finał w sądzie.

Reklama