Choruję całym sobą. Czy to depresja?
Wiele osób z depresją nie jest świadomych swojej choroby, a dolegliwości przypisuje innym przyczynom. Spośród chorych, którzy stają przed specjalistą, tylko co drugi jest trafnie diagnozowany.
Dlaczego depresja sprawia takie problemy? Niewątpliwie medycyna nie dysponuje badaniami diagnostycznymi, które pomogłyby w jej rozpoznaniu; niezmiennie opiera się ono na tym, co mówi chory, jak się zachowuje i jak wygląda. Jednak trudność jest głębsza. Wiele innych chorób człowiek sam rozpoznaje dość wcześnie; czuje, że z jego zdrowiem jest coś nie tak i nawet nie znając dokładnie charakteru przypadłości, szybko wybiera się do specjalisty. Z depresją jest inaczej: gdy pacjent dociera do lekarza, ten nierzadko stwierdza, że choroba powoli narastała od dłuższego czasu, nawet wielu lat. Nawet jednak wtedy, na etapie zaawansowanej choroby, rozpoznanie przyjmowane jest z niedowierzaniem. Albowiem kwestionowanie tego faktu wynika niekoniecznie z braku wiedzy, lecz z dominującego w naszej kulturze sposobu myślenia oraz interpretacji codziennego doświadczenia.
Dlaczego tak trudno uwierzyć w depresję
Dobrze znamy zależność naszych emocji, pragnień, obaw i nadziei, optymizmu i zwątpienia od naszych doświadczeń, historii naszego życia, a zwłaszcza bieżących wydarzeń. Często chorzy na depresję reagują tak: „nie mam depresji, tylko nie mam sił, gdyż w moim życiu dzieje się ostatnio wiele złych rzeczy”. Albo: „źle się czuję, ale to nie może być depresja, w moim życiu nic złego ostatnio się nie dzieje”. Reagujemy różnymi emocjami – to dla nas oczywiste. Niełatwo nam jednak zaakceptować fakt, że sam nasz sposób reagowania może ulec istotnej chorobowej zmianie. Tego, że możemy z powodu choroby utracić kontrolę nad własnym nastrojem, zdolnością do odczuwania lęku bądź odwagi, przyjemności lub przykrości, chęcią do pracy, wysiłku, walki. Może zmienić się nawet sposób, w jaki myślimy, ogólny trend naszych ocen, przewidywań i fantazji.
Stając wobec rozwijającej się w nas depresji, odruchowo przyjmujemy inną perspektywę: wszystkie zmiany dotyczące naszego wigoru, optymizmu i siły ducha w pierwszym rzędzie skłonni jesteśmy przypisywać zmęczeniu lub prostej reakcji na bieżące wydarzenia życia. Ta zrozumiała i pozornie uzasadniona perspektywa jest prawdopodobnie najistotniejszym powodem nierozpoznawania choroby depresyjnej.
Główny problem polega na tym, że człowiek rozumie swoją psychiczność jako strefę wolności i swobodnych rządów swej woli i rozumu. W myśl tego przekonania duch nie może być przecież czymś skrępowany, nie może chorować i być leczony lekami. Pacjent zwykle pyta lekarza, czy depresja jest chorobą psychiczną, czy też somatyczną i co właściwie jest nieprawidłowego w tym, że będąc w niełatwej sytuacji życiowej, jest w obniżonym nastroju, niepokoi się i martwi, mniej je czy skarży się na swój sen? Oczywiście, że schudł i nie może zmobilizować się do codzienności, stracił też wiarę w swoją przyszłość i sens poczynań. Przestały interesować go sport, filmy i książki, także kwiaty, płeć przeciwna. A jeśli tak ostatnio poplątało się jego życie i ma sobie tyle do wyrzucenia, to dlaczego miałby szukać pomocy lekarza czy psychologa, a nie, powiedzmy, księdza czy buddyjskiego przewodnika duchowego? A może wystarczyłaby zmiana otoczenia, poznanie nowej osoby, może rozwód, może zaangażowanie w pożyteczne akcje i dostrzeżenie (wreszcie!), że nie jest się samotną wyspą, ale człowiek żyje wespół z licznymi ludźmi, którzy go potrzebują? Aby przeżywać swoje życie jako sensowne, trzeba przecież wypełnić je czymś atrakcyjnym. I gdzie tu miejsce na chorobę? Czy słowo choroba wnosi coś istotnego dla wyjaśnienia przeżyć, zmartwień, koszmarnego wewnętrznego napięcia i niepokoju?
Zawsze wymaga leczenia
Depresja niewątpliwie nie jest wyczerpaniem, stresem, nieprawidłowym myśleniem czy problemem duchowym. Nie jest też zaburzeniem osobowości. Depresja jest chorobą. To znaczy znajduje się w tej samej rodzinie rozmaitych zaburzeń i problemów zdrowotnych, z którymi człowiek nie może poradzić sobie sam, a które wymagają leczenia. Błędne jest określanie jej jako choroby nastroju. To trochę tak, jakby wirusowe zapalenie wątroby przebiegające z żółtaczką określić jako chorobę skóry. Albo ostry zawał serca, którego jednym z najczęstszych objawów jest lęk, sklasyfikować jako zaburzenie lękowe.
Depresja jest chorobą całego człowieka, wielu jego funkcji i zdolności. Nastrój nie jest unoszącym się nad ciałem tworem duchowym, zależy nie tylko od życiowych przeżyć, myśli i doświadczeń, ale jest też regulowany przez specjalne ośrodki naszego mózgu.
Można nawet wątpić czy zmiana nastroju jest najważniejszym z objawów depresji. Nie zawsze zresztą jest tą przyczyną, która skłania do szukania specjalistycznej pomocy. Chorego często przywodzą dolegliwości, z którymi wiąże się większe cierpienie albo są bardziej niepokojące: zaburzenia snu, pogorszenie pamięci i koncentracji, osłabienie i chroniczne zmęczenie, a także lęk i różnego rodzaju dolegliwości bólowe.
Depresji nie da się więc określić ani mianem choroby psychicznej, ani somatycznej; choruje cały organizm, choruje cały człowiek. Możemy natomiast próbować same objawy depresji dzielić na psychiczne i somatyczne, pamiętając, że ten podział nie zawsze jest klarowny, czasem mylący, nieraz arbitralny.
Objawy depresji
Nastrój. Obraz depresji jest często inny, niż to sobie wyobrażamy. Widok osoby zrozpaczonej, płaczącej i głęboko zniechęconej do życia jest rzadki (jednak powinniśmy na takie dramatyczne nasilenie depresji zareagować – czasem może od tego zależeć los chorego człowieka). Jednak większość pacjentów zazwyczaj zachowuje się w taki sposób, że chcielibyśmy nazwać ich stan nerwicą, wyczerpaniem lub stresem.
Depresja nie polega na tym, że jakaś osoba się martwi, ani – że martwi się bardzo. Możemy wszak mieć do czynienia z normalną ludzką reakcją, nawet gdyby to była wielka rozpacz po dotkliwej stracie. Depresyjna zmiana nastroju to zmiana sposobu, w jaki zachowuje się nastrój i inne współgrające emocje. Dlatego skargą bardziej charakterystyczną dla depresji jest nie to, że „martwię się nieustannie”, ale „zupełnie nie mogę opanować dręczących myśli, ciągle dół, kiedyś byłem inny”.
Nastrój w chorobie depresyjnej może zresztą zmieniać się w różny sposób, nawet u tej samej osoby. Jedną z odmian depresyjnej zmiany nastroju jest anhedonia. Nie jest to przygnębienie, ale utrata reaktywności, brak żywszych reakcji i wigoru, swoiste wygaśnięcie życia emocjonalnego, a zarazem życiowej siły i zainteresowań. To wygaśnięcie nieraz długo nie alarmuje, może się jednak stopniowo nasilać aż do utraty zdolności odczuwania wszelkiej satysfakcji, wszystkich życiowych smaków i sensów.
Inną częstą odmianą nastroju depresyjnego jest nastrój gniewny, dysforyczny. Nie jest to normalne reagowanie, ale nowa, niewystępująca wcześniej drażliwość; napięcie z nią związane może być trudne do wytrzymania i prowadzić
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

