Jan Dziadul
29 marca 2012

Emerytury górnicze

Fajeczka, gołąbeczek, ławeczka, ogródeczek…

Dwie trzecie polskich górników odchodzi na emeryturę w wieku czterdziestu paru lat. W dodatku emerytury górnicze są dwa razy wyższe od przeciętnych. Czy skala tych przywilejów jest wciąż uzasadniona?

W sumie emerytów górniczych jest dziś około 202 tys. (pracujących – 170 tys.) ze średnią wieku 62 lata. W 2010 r. ZUS wyliczył, że koszt ich emerytur przekracza 8 mld zł. Na wszystkie świadczenia dla 5,25 mln polskich emerytów ZUS wydał 102 mld zł (bez mundurowych, prokuratorów i rolników). To oznacza, że 4 proc. emerytów górników wzięło ponad 8 proc. świadczeń.

Chociaż składki górnicze są procentowo naliczane tak samo jak w innych zawodach (wnosi je sam górnik i jego pracodawca), to – oprócz stosunkowo wysokich zarobków; średnio ok. 6 tys. zł miesięcznie – na wysokość emerytury wpływają specjalne przeliczniki: dla każdego roku zatrudnienia 1,8 lub 1,5 (w zależności od stanowiska). Gdyby górnikom wyliczano emerytury tak jak innym pracującym w szkodliwych warunkach (emerytury pomostowe), ZUS na ich świadczenia wydawałby rocznie ok. 4 mld zł mniej.

Górnicze prawa

Średnia górnicza emerytura w 2010 r. wynosiła 3,4 tys. zł (tyle ile wynosi obecnie średnia płaca brutto we wszystkich branżach). Dużo to czy w sam raz za 20–25-letnią pracę pod ziemią?

Gdy w ubiegłorocznym exposé premier Tusk zapowiedział ograniczenie górniczych przywilejów, w związkach zawodowych zawrzało. Związkowcy ogłosili, że będą bronić górniczych praw ponad politycznymi podziałami, ramię w ramię, na ulicach stolicy – jak w 2005 r., a nawet ostrzej. Zastosujemy wariant grecki na polskiej ziemi! – wygrażał Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników.

Groźby chyba poskutkowały, bo w skierowanym do konsultacji rządowym projekcie nowelizacji ustawy emerytalnej nie mówi się już o przedłużeniu lat pracy górnikom.

Dlatego Solidarność nie będzie, jak na razie, podrzucać węgla pod ten kocioł, bo nic nie wiemy o faktycznych zamiarach rządu – mówi Jarosław Grzesik, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ Solidarność.

Jego zdaniem rząd nie odważy się forsować zmian w powszechnych emeryturach (przeciwko którym Solidarność protestuje) i równocześnie iść na konfrontację z górnikami. – Wszyscy górnicy, którzy teraz pracują w kopalniach, mają zagwarantowaną emeryturę po 25 latach pracy. To ich prawo nabyte, czyli rzecz święta. A co z tymi, którzy dopiero będą podejmować pracę? – Nasz system emerytalny jest jednym z magnesów przyciągających do kopalń! Będziemy więc go bronić.

W ubiegłym roku w Zakładzie Badań Ekonomicznych i Społecznych Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach przeprowadzono „Analizę socjologiczną poziomu przyzwolenia górników na wydłużenie wieku emerytalnego”. Ponad 92 proc. robotników i 74 proc. dozoru wypowiedziało się przeciwko jakimkolwiek zmianom. Ponad 83 proc. badanych uznało górniczy przywilej przechodzenia na wcześniejsze emerytury za społecznie sprawiedliwy.

A gdyby rząd po cichu próbował skroić nowe emerytury? – Mało w to wierzę, ale gdyby, mimo zapewnień, usiłował odebrać nam te prawa, pojedziemy do Warszawy przypomnieć premierowi jego słowa – mówi Jarosław Grzesik.

Dokładnie rzecz biorąc, przypomnijmy, premier powiedział: „Jeśli chodzi o uprzywilejowane warunki przechodzenia na emeryturę w górnictwie, będziemy proponowali utrzymanie tych przywilejów wyłącznie dla tych, we wszystkiego rodzaju kopalniach, którzy pracują bezpośrednio przy wydobyciu”. Czyli w przodku, w ścianie, w najbliższym sąsiedztwie. Także w kopalniach miedzi, cynku i ołowiu. Tę grupę stosunkowo łatwo wyodrębnić, ponieważ ma przypisany ów przelicznik 1,8 i może odejść z kopalni po 25 latach pracy bez względu na wiek.

To emeryci 42-, 43-letni, jeżeli zaczęli fedrować tuż po szkole zawodowej. Teraz, kiedy obowiązuje wykształcenie średnie, wiek emerytalny podniesie się o kilka lat.

Pozostali mają do emerytury dwie drogi: 55 lat i 25 lat pracy górniczej, w tym co najmniej 10 lat pod ziemią; albo: 50 lat i 25 lat pracy, w tym 15 lat pod ziemią. W tej grupie obowiązuje przelicznik 1,5. Większość z należących do niej pracuje w ciągu technologicznym, który zaczyna się załadunkiem węgla na taśmociąg, a kończy w zakładzie wzbogacania i przeróbki na powierzchni. Ale są też w niej elektrycy, maszyniści, stolarze, sygnaliści itp. – to dziesiątki pomocniczych zawodów w kopalni. Często ich praca nie różni się od tej na powierzchni.

 

Jeżeli oni mieliby stracić prawo do wcześniejszych emerytur lub przejść do pomostowych, to należałoby najpierw zdefiniować listę najbardziej uciążliwych stanowisk w kopalni – uważa Jerzy Markowski, ekspert górniczy. – I od tego uzależniać, co się komu należy. Teraz „należy się” już za sam zjazd na dół.

Co premier miał na myśli, mówiąc o pracujących bezpośrednio przy wydobyciu? – pyta Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, wcześniej szef Solidarności Górniczej. – Dla nas wszyscy górnicy, którzy pracują na dole, odpowiadają bezpośrednio za wydobycie. Są trybami jednej wielkiej maszyny. Awaria przenośnika, gdzieś kilometry od ściany, powoduje, że wydobycie trzeba zatrzymać. – Ktoś premierowi nie wyjaśnił, na czym górnicza praca polega.

Karta Górnika

Już widać, że zdefiniowanie „bezpośredniego wydobycia” będzie kością niezgody między reformatorami emerytur górniczych a związkowcami. Wielokrotnie zdarzało mi się być na dole w kopalni. M.in. w Zofiówce w Jastrzębiu-Zdroju, w ścianie strugowej ponad 1000 m pod ziemią. To oczywiście żadne doświadczenie wobec tych, którzy zjeżdżają tam codziennie, ale przecież wystarczające, żeby porównać i docenić ogrom postępu technologicznego (także związanego z warunkami pracy), jaki dokonał się pod ziemią. To rzuca nowe światło na sprawę i daje asumpt do innej dyskusji o górniczych emeryturach – przynajmniej w niektórych grupach.

Górnik, który po 25 latach fedrowania opuszcza kopalnię, nie musi być wrakiem. To już nie te czasy. Górnicy podejmują pracę w kopalniach czeskich (tysiące Polaków), hiszpańskich i angielskich – w warunkach podobnych do naszych.

Postęp techniczny wymusza zmiany na lepsze, też to widzimy, ale również powoduje, że kopalnie sięgają po węgiel coraz głębiej, pracujemy w coraz trudniejszych warunkach górniczo-geologicznych – zauważa Grzesik. Nasze kopalnie wydobywają węgiel średnio z głębokości ok. 700–800 m. A będzie jeszcze trudniej. – Stąd apel do rządzących, aby nie grzebać w górniczych emeryturach i nie napuszczać na nas społeczeństwa, bo polscy górnicy nie są jakąś uprzywilejowaną samotną wyspą – w większości europejskich krajów ta grupa zawodowa ma emerytalne przywileje – twierdzi Grzesik.

Górnicy przypominają, że specjalne systemy emerytalne mają m.in. ich koledzy w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Korzenie polskich górniczych uprawnień emerytalnych sięgają jeszcze 1949 r., kiedy to uchwalono Kartę Górnika (potem sukcesywnie uzupełnianą), obfitującą w wiele cennych przywilejów. Od deputatów węglowych dla pracujących i emerytów, wydłużonych urlopów, świadczeń emerytalnych właśnie, bezpłatnych przejazdów na

...

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Polityka on Facebook

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną