Media zastanawiają się, dlaczego prognozy polskich ekonomistów się nie sprawdzają i skąd się bierze ich pesymizm? Ja postanowiłem odpowiedź na to pytanie uzyskać u źródła.
– Przepraszam, jaką telewizję pan reprezentuje? – pyta zaczepiony przeze mnie główny ekonomista dużego banku, udający się właśnie na lunch. Rozczarowany tym, że nie ma ze mną kamerzysty i ekipy zdjęciowej, na rozmowę zgadza się dość niechętnie.
Prognozowanie ekonomiczne, powiada, jest robotą trudną i stresującą, dlatego w tej robocie nowoczesny analityk musi dysponować bogatym warsztatem. Najważniejszym instrumentem dobrego analityka są opinie innych analityków, gdyż to one decydują o treści prognoz.
– Jeśli zewsząd słyszę, że z naszą gospodarką może nie być dobrze, to nie będę prognozował, że może być dobrze, bo wzbudzę wątpliwości co do swoich kwalifikacji – tłumaczy.
W tworzeniu prognoz analitykowi pomagają badania nastrojów społecznych. Co ciekawe, ważniejsze od nastrojów konsumentów czy przedsiębiorców są nastroje samych analityków. Znając nastrój tego czy tamtego analityka, nie dowiemy się, co prawda, jak zmieni się sytuacja na rynkach, ale przewidzimy treść jego najbliższej prognozy, która zmieni sytuację na rynkach.
– Ekonomista zdołowany nie będzie prognozował zwyżki na giełdzie czy aprecjacji złotego, bo byłoby to nieuczciwe i nieprofesjonalne – twierdzi psycholog prognozowania ekonomicznego, którego poprosiłem o opinię.
Obecne prognozy są złe, powiada, bo pogarszają się nastroje analityków. Wielu z nich wpadło w kryzys wieku średniego, inni mają kredyty we frankach, niespłacony samochód, a ich dzieci są bez pracy.