Swingersi: wymieniacze wrażeń
Seks to za MAO
Doprosić się o rozmowę ze swingersem jest ciężko. Nie zależy nam na rozgłosie – i odkładają słuchawkę. Wreszcie kontakt: Ela, 32 lata. Mieszka z mężem w małej miejscowości blisko Warszawy. Pedagodzy. Pobrali się z wielkiej miłości i ponieważ uwielbiają seks. Kto go nie lubi, mówi Ela, nie zatraci się. Bo w swingersowaniu nie chodzi o to, żeby sobie podupczyć, od tego są agencje towarzyskie. Chodzi właśnie o zatracenie się.
Po pewnym filmie porno i lekturze swingersowego forum postanowili spróbować. Przy pierwszym razie Ela nie zatraciła się ani na centymetr bardziej niż przy seksie z własnym mężem, który im zszarzał. Poszło właśnie o centymetry. Singiel sprowadzony z Internetu miał ich za dużo, a ona lubi wyposażenia umiarkowane. Poza tym był potwornie skrępowany, nie wychodziło mu z erekcją i szybko chciał się ewakuować mimo próśb męża, żeby nie ustawać w zabawie.
Po tym doświadczeniu, tak mało udanym, seks Eli z mężem powrócił, jeśli chodzi o intensywność, do stanu z początków małżeństwa, co jednak nie trwało długo. Od tej pory w anonsach na forum zawsze zaznaczają preferencje.
Po serii singli spróbowali czwórki, bo mąż w trójkątach nadal wolał być widzem niż aktorem. A Ela czuła się jednak psychicznie niekomfortowo i zażądała od męża pełnego uczestnictwa, właśnie w czwórce. I to było to, pełny odlot, do zatraty tchu.
Normalni i kulturalni
A kac? Jaki kac, żaden kac. Jeśli się przykłada do seksu jakieś wyobrażenia moralne, to jest kac. Są normalną rodziną z pewnym hobby. Owszem, wierzący, a co jedno z drugim ma wspólnego?
Na razie nie myślą o dzieciach. Myślą natomiast o stałej parze, choć jak dotąd nie trafili na taką, niestety. Dwa, trzy spotkania i rozsypka. A tak marzą, żeby na pół roku, na rok, aż do wypalenia, przyjaźń może przecież trwać i potem.
Wiele par w internetowych anonsach zaznacza, że chodzi o przyjaźń z takimi jak oni sami. Normalnymi i kulturalnymi. Napakowane karki w złotych łańcuchach wykluczone – precyzuje jedna para na forum. Higienicznych i domytych oczekuje się ponadto, choć to rozumie się samo przez się wśród ludzi z klasy średniej i wolnych zawodów, bo swingersami są przeważnie tacy. Swingers to subtelność i szał w jednym. To rafinada. Nie żadna orgia chamska. Przyjaźń i szał.
Wygląda na to, że mają jej poza łóżkiem jakby za mało. W książce „Od nałogu do miłości” Patrick Carnes, który badał ludzi z ponadprzeciętnymi potrzebami seksualnymi, a także uzależnionych od seksu, podaje, że połowa jego respondentów dostrzegła w sobie niezdolność do utrzymywania bliskich przyjaźni.
To ludzie, twierdzi Carnes, którzy z trudem albo wcale nie potrafią osiągnąć bliskości, szukają więc niekonwencjonalnego seksu. Mylą seks z bliskością. Seks to tylko zabawa, piszą internauci, i aż zabawa, nie potrzeba tu dorabiać ideologii. Wszakże nie taka jak w śnieżki albo w cymbergaja, bo oni chcą też zabawy dusz. Chcą lubić partnerów, zbliżyć się. Spodobaliśmy się sobie, piszą na forum. W łóżku jest nam fantastycznie, a poza łóżkiem bardzo miło spędzamy czas. I o to chodzi.
Para z parą
Do takich zabaw najlepsze są mieszkania lub domy kogoś z uczestników – miło, kameralnie i ten wstępny grill w ogrodzie. Spotykają się dwie pary, czasem więcej, z reguły poznane w Internecie. Pary z najbliższego otoczenia mogłyby coś gdzieś palnąć niepotrzebnie, a zasadą główną jest dyskrecja. Wiadomość o tajnych schadzkach, jeśliby wyszła poza seksteren, mogłaby zrujnować życie uczestników. Kiedy fotograf lokalnej prasy w miasteczku pod Warszawą sfotografował uczestników swingersparty, gdy wchodzili do klubu, jego właściciele wykupili cały nakład. Para z małego miasteczka na Mazurach, po odkryciu przez tubylców ich hobby, przeniosła się do Warszawy, bo tam już by życia nie mieli: zboczeńcy.
Dyskusje w Internecie pokazują jednak, że jeśli wieloseks gejów mógłby być przez publiczność uznany za zboczenie, to w wykonaniu par hetero bardziej jest widziany jako niepojęte lub obrzydliwe dziwactwo niż moralne dno. Zaczyna się w opinii przebijać autonomia zachowań: jeśli im z tym dobrze i potrafią utrzymać praktyki w tajemnicy, nie siejąc zgorszenia, ich biznes.
Wiele par, właśnie by zachować tajemnicę, lub tych, które nie dysponują odpowiednim własnym lokum, woli się spotykać w klubach swingersowych, z dala od swego miejsca zamieszkania. Umawiają się tam już z poznanymi parami albo nawiązują nowe kontakty. Wolnozwiązkowi, małżonkowie, narzeczeni, po zażyciu jacuzzi, kołysani do seksu muzyką, nie gardząc trunkiem, przekąską, filmem erotycznym, zaczynają go uprawiać podnieceni widokiem innych par. Czasem wymieniają się parami ze znajomymi po wielekroć w nocy.
Rasowi singersi mają zasadę – para z parą. Do ogłoszeń w Internecie informujących: ja, rosły blondyn, gustujący w małych czarnych, ona – duża czarna, leciutko bi, z upodobaniem do szczupłych, złotowłosych, dołączone są zazwyczaj zastrzeżenia: single wykluczeni.
Singiel nie ma brania
M., jedyny pan, który zgodził się na rozmowę przez telefon, chce pogadać właśnie w sprawie singli. Sekowanie ich ma podobno zabezpieczyć przed zarażeniem HIV, bo kochająca się para wie przecież, że wirusa nie ma. A czy oni mają to na czole napisane? – pyta M.
M. stracił partnerkę, z którą bywał w klubie, nie ma na razie nowej, już z jego hobby obytej, i spadł do poziomu singla. M. nie znosi podrywania, mizdrzenia się, zalotów, zobowiązań, co ty sobie o mnie pomyślisz, ochów i achów. Lubi szalony seks w erotycznej atmosferze, nie za forsę i jak od dziwki. Płaci się za wejście do klubu, ale to co innego.
Już od piątku nie może wytrzymać przy komputerze w swoim banku, tak go rwie do klubu: najważniejszy punkt tygodnia. A tam singli nie wpuszczają wcale albo każą słono płacić za wejście. Lub jeśli wpuszczają, to żeby chodził na przykład wśród obcowania ciał jako afrodyzjak, niewykluczone jednak, że jakaś para wpuści go do siebie.
Chyba, mówi M., że to podły klub. Singiel tam wchodzi, widzi pełno innych singli, kobiet jest, co kot napłakał, i w dodatku często panie te żądają za seks forsy. Właściwie burdel, nie klub, takich jest wiele, ale co to ma wspólnego ze swingersowaniem? W prawdziwym single powinni mieć dostęp do par nieskrępowany, bo tak jest demokratycznie, zresztą są pary, które, żeby się super podniecić, potrzebują właśnie mężczyzny.
Chyba że jest to singers starszawy. Czwórkowanie, szóstkowanie etc. odbywa się zwykle wśród
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

