Paweł Sulik
6 października 2011

Rozmowa z Liao Yiwu, represjonowanym w Chinach pisarzem

Wartości na eksport

W Chinach żyje ponad 10 mln katolików, ale władze kontrolują tylko część z nich poprzez oficjalny Kościół. Ja dotarłem do osób, które były represjonowane za to, że pielęgnują zwyczaje i obrzędy, większość z nich tworzy nielegalne wspólnoty wiernych za własne pieniądze - mówi Liao Yiwu

Paweł Sulik: – Na początku lipca uciekł pan z Chin. Dlaczego?
Liao Yiwu: – Od dłuższego czasu nachodziła mnie tajna policja i informowała, że nie wolno mi wydać żadnej książki na Zachodzie ani na Tajwanie. Moi wydawcy za granicą ciągle przesuwali terminy premier, bo obawiali się o moje bezpieczeństwo. Ta sytuacja trwała w nieskończoność, aż uświadomiłem sobie, że muszę uciec.

W jaki sposób?
Nie mogę zdradzić szczegółów, bo naraziłbym na represje osoby, które mi pomogły. Powiem tylko, że w regionie Junan, który jest peryferyjną, biedną prowincją, znam bardzo wiele osób z niższych warstw społecznych. To dzięki tym znajomościom udało mi się bez zwracania uwagi na siebie przekroczyć granicę z Wietnamem, stamtąd dotarłem do Warszawy i w końcu do Berlina, gdzie obecnie przebywam. Kiedy na lotnisku zobaczył mnie mój niemiecki wydawca, przez dłuższą chwilę patrzył na mnie i nie dowierzał, że zdołałem uciec.

W chińskim więzieniu spotkał pan, a później opisał w swojej książce, człowieka, który przez lata bezskutecznie próbował uciec z Chin.
Tak, świetnie go pamiętam. Poznałem bardzo wielu ludzi, którzy planowali ucieczkę. Ja w odróżnieniu od innych konsekwentnie postępowałem zgodnie z prawem. Nie chciałem nielegalnie przekraczać granicy. Wiedziałem jednak, że może mnie spotkać to, co zdarzyło się w maju, kiedy dostałem zaproszenie na Festiwal Pisarzy do Australii. Wręczono mi oficjalne oświadczenie, że chińskie władze nie zezwalają na mój wyjazd ze względów bezpieczeństwa. Dlatego wyjazd przygotowałem w tajemnicy.

Jak był pan traktowany przez policję?
Od 20 lat mam z nimi do czynienia, więc oficerowie, którzy mnie przesłuchiwali, zdążyli się już kilka razy zmienić. Starzy odchodzili, przychodzili nowi, ale metody pozostały te same: niekończące się rozmowy. Dwukrotnie konfiskowano mi rękopis moich więziennych wspomnień, za trzecim razem udało mi się odtworzyć je z pamięci i wysłać za granicę, gdzie ukazały się w formie książki zatytułowanej „Świadectwo”. Ciągle nakłaniano mnie do podpisania oświadczenia, że nie będę publikował za granicą następnej książki o prześladowaniach chrześcijan w Chinach. Obiecywali, że jeśli zacznę z nimi współpracować, to czekają mnie złote góry.

W Polsce ukazała się zakazana w Chinach książka „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych”. Jak ona powstawała?
Po 1989 r. znalazłem się w więzieniu z powodu mojego poematu „Masakra”, opowiadającego o wydarzeniach na placu Tiananmen. Tam zetknąłem się przestępcami: mordercami, złodziejami i gwałcicielami. Naturą więzienia jest zamknięcie i siłą rzeczy ludzie skazani na własne towarzystwo opowiadają sobie setki historii. Dowiedziałem się więc, jak moi towarzysze popełniali zbrodnie. Były to tak okrutne rzeczy, że zacząłem protestować, nie byłem w stanie znieść tej ilości zła, mówiłem, że nie chcę tego dłużej słuchać. Ale bezskutecznie.

Okazało się, że zapisywanie tych opowieści jest dla mnie naturalnym sposobem odreagowania. Nie wiem, kiedy zacząłem odczuwać związek z kryminalistami, żyć ich historiami. Mam w głowie co najmniej 300 takich opowieści. Część spisałem w książce „Prowadzący umarłych”, ale reszta czeka nadal na swój czas. Więźniowie, których spotkałem, to nie tylko mordercy i złodzieje, ale również buddyjski mnich – tytułowy prowadzący umarłych – a nawet uliczny grajek.

Z pana opowieści wynika, że Chiny są krajem cierpiących ludzi.
Turyści, a nawet politycy przyjeżdżający z zagranicy widzą tylko wysokie wieżowce, kraj, który jest bogaty i szybko się rozwija. Ale to jest na powierzchni, a pod spodem jest zupełnie inny, mroczny i zapomniany świat, w którym my, ludzie z dołu, jesteśmy jak szczury żyjące w ciemnościach. Te dwa obrazy Chin są ze sobą sprzeczne, to dwa różne kraje. Dzisiaj rząd chce, aby pisarze opowiadali o sukcesach, o olimpiadzie i wystawie Expo w Szanghaju. Tymczasem ja ukazałem rzeczy, które były policzkiem dla rządu. Wstydliwą rzeczywistością, nieobecną dotychczas w świadomości masowej.

Skąd wziął się ten podwójny obraz?
Różnice majątkowe między ludźmi w Chinach stały się olbrzymie. Urodziłem się w czasach, kiedy panował niewyobrażalny głód, ale wtedy ubóstwo było powszechne, a wyrzeczenia miały przynieść lepsze życie. Teraz nie istnieje żadna nadzieja, pamięć o straszliwym głodzie została ukryta, a zamożni ludzie mieszkają tuż obok biedaków. Z drugiej strony, wspólne dla całego społeczeństwa jest poczucie zagrożenia. Chociaż władze pozwalają się niektórym dorobić, to nie dają nikomu poczucia bezpieczeństwa, w efekcie to właśnie najbogatsi najczęściej emigrują na Zachód.

 

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»