John Godson: Posłannik posłem
Przyjechał z Nigerii nawracać Polaków na chrześcijaństwo. Teraz otwiera się przed nim nowa misja – właśnie został posłem. Pierwszym czarnoskórym w polskim Sejmie.
Mieszkańcy Łodzi podkreślają, że Godson był jedynym z niewielu radnych, którzy się ich nie bali
Grzegorz Michałowski/PAP

Mieszkańcy Łodzi podkreślają, że Godson był jedynym z niewielu radnych, którzy się ich nie bali

John Godson z synem i córkami
Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta

John Godson z synem i córkami

Poniższy tekst ukazał się w POLITYCE w 2010 r.

Misja Godsona Chikamy Onyekwere

Godson Chikama Onyekwere narodził się w 1987 r. Miał wtedy 17 lat; jak mówi – doznał nawrócenia. Pochodzi wprawdzie z chrześcijańskiej rodziny, jego ojciec jest kaznodzieją w kościele metodystów, ale on wcześniej nie widział w religii drogi dla siebie. Uczono go, że zbawieni mogą zostać tylko ludzie dobrzy. A on był najgorszym z siedmiorga rodzeństwa. Pisał potem o sobie: „Jeżeli kura sąsiadów nagle postradała pazury u nóg, wszyscy wiedzieli, czyja to sprawka. Jeżeli coś skradziono, wszyscy wiedzieli, kogo pytać”. Już jako chłopiec pił, palił, zażywał uciech seksualnych i robił rzeczy tak gorszące, że nie chce o nich wspominać. – Nadzieję odzyskałem po przeczytaniu Listu św. Pawła do Efezjan. Wynika z niego, że zbawienie jest dostępne dla każdego, niezależnie od jego uczynków. Trzeba tylko wierzyć – przekonuje Godson.

Swoje miejsce odnalazł we wspólnocie „ewangelicznych wierzących zielonoświątkowców charyzmatycznych”. Jego ojciec, przekonany, że syn porzucił wiarę chrześcijańską, uznał to za osobistą porażkę i zniewagę w oczach społeczności. Początkowo wyrzekł się go, z czasem jednak docenił. Godson zaczął studiować rolnictwo, działał w Nigeryjskim Stowarzyszeniu Studentów Ewangelikalnych (NSSE). Po studiach, w 1993 r., został zatrudniony w prestiżowym Międzynarodowym Instytucie Rolnictwa Tropikalnego w Ibadanie. Zarabiał kilkakrotnie więcej niż ojciec – na co dzień dyrektor liceum w blisko 300-tys. Umuahii, czy mama – kierująca tamtejszą szkołą podstawową. – Wtedy wróciły do mnie słowa, które usłyszałem kiedyś na konferencji NSSE: Jeśli to, po co żyjesz, nie jest warte, by za to umrzeć, nie jest warte, by dla tego żyć – wspomina.

Wysłał zgłoszenie do kilku organizacji poszukujących misjonarzy. Dostał zaproszenie od Szkota, który organizował wówczas zespół ewangelizacyjny w Polsce. Szkocki misjonarz obiecał Godsonowi, że zostanie zatrudniony jako lektor języka angielskiego na Politechnice Szczecińskiej. – To mnie ostatecznie przekonało. Zawsze chciałem być nauczycielem akademickim, a angielski jest w Nigerii językiem urzędowym. Nie znał polskiego, nie wiedział nic o Polsce. W pamięci miał to, co wyczytał niegdyś w broszurce od pewnego rumuńskiego pastora – o prześladowaniach chrześcijan w Europie Wschodniej. Szczególnie mocno podziałała na jego wyobraźnię opisana tam historia Rosjanina – Ivana czy Igora, który został zabity przez KGB za wiarę. Jadąc w sierpniu 1993 r. do Polski spodziewał się, że będzie tropiony przez służby, może nawet wtrącony do więzienia. Był w szoku, gdy okazało się, że prawie wszyscy Polacy to chrześcijanie.

Misja Johna i Anety Onyekwere

Przed przyjazdem do Polski Godson rozstał się z narzeczoną, która nie chciała mieć za męża misjonarza. Był załamany. Postanowił wtedy, że nie zakocha się, dopóki nie będzie pewny, że poznał właściwą kobietę. W celu rozpoznania sporządził zestaw 12 najbardziej pożądanych cech kobiety. Żona zaprzyjaźnionego z Godsonem pastora przedstawiła mu listę pięciu potencjalnych kandydatek na żonę, odpowiadających zestawowi. Wśród nich była Aneta. Po kilku spotkaniach Godson doszedł jednak do wniosku, że nic z tego nie będzie – dziewczyna nie znała angielskiego i miała wówczas ukończoną tylko zawodówkę.

Gdy przestali się już spotykać, doznał jakby olśnienia: przecież Aneta miała najważniejsze cechy z listy: uległa, cicha, z jaką delikatnością i godnością pomagała starszym osobom. – Większość dziewczyn, które znałem, były takie fu, fu – mówi dmuchając na paznokcie, jak kobiety suszące lakier – a ona jedna była do rzeczy. Pobrali się jesienią 1994 r. Dziś mają czwórkę dzieci: Sharon (15 lat), Deborah (13), Izaaka (8) i Damiana (5). Aneta Godson przyznaje, że opieka nad nimi należy do niej. Nie próbuje obarczać męża obowiązkami domowymi. – Odciążając go, angażuję się pośrednio w pomoc osobom potrzebującym, udostępniam jego czas innym – tłumaczy.

W 1999 r. Godsonowie przeprowadzili się ze Szczecina do oddalonego o 70 km Choszczna. Założyli tam Centrum Chrześcijańskie – wspólnotę Kościoła Bożego w Chrystusie. Godson został jego pastorem. Uruchomił Misję Pielgrzym, objął funkcję jej dyrektora, a wicedyrektorem została jego żona. Na stronie internetowej organizacji Godson przedstawia się jako „niewolnik Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej”. Celem Misji miało być właśnie głoszenie Ewangelii, zakładanie nowych wspólnot oraz poszukiwanie i szkolenie misjonarzy (określanych również mianem liderów czy przywódców). Do tego ostatniego celu powołano Chrześcijańską Akademię Przywództwa, której rektorem też został Godson. On także prowadził w seminarium zajęcia z mentoringu, misjologii, modlitwy wstawienniczej, przywództwa i zarządzania oraz służby apostolskiej.

Żona wykładała przedmioty: życie i rodzina usługującego oraz służba wśród kobiet. Uczelnia miała jeszcze kilkunastu wykładowców, którymi zgodnie z jej statutem mogli być „duchowni i usługujący (apostołowie, prorocy, ewangeliści, nauczyciele i pastorzy)”. Studentem mógł zostać każdy (niezależnie od wykształcenia) i w dowolnym momencie. Nie oceniano jego wiedzy, lecz „wzrost duchowy”.

W szerzeniu słowa bożego pomagać miało Wydawnictwo Pielgrzym, którego nakładem ukazało się kilka książek Godsona i kasety z nagraniami jego wykładów. Planowano także budowę ośrodka modlitewno-rekolekcyjnego, połączonego z chrześcijańskim ośrodkiem spokojnej starości. Wszystko to na 30-hektarowej działce, najlepiej leśnej. Na stronie Misji do dziś przeczytać można prośbę o wsparcie finansowe tych inwestycji, opatrzoną numerami konta Misji i prywatnego konta Godsonów.

Godson przyznaje jednak, że wpływy z ofiar nie były duże, chętnych do płacenia za naukę w ChAP znalazło się niewielu, a wydawnictwa nie cieszyły się wzięciem. Przez kilka lat Godsonowie utrzymywali się z prowadzenia szkoły języków obcych – Godson School. – Mieliśmy 120 uczniów. Gdy ksiądz powiedział z ambony, że jesteśmy sektą, niemal z dnia na dzień straciliśmy stu – wspomina. Popadli w długi. Jeszcze w 2008 r., gdy Godson był już radnym, komornik zajmował jego dietę.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj