Seks w IPN
W IPN nie ma i nie będzie żadnego lewactwa” – zapewnił nowy wiceprezes Instytutu. Nazwiska nie wspomnę, poczekam na dorobek. Trochę to brzmi jak wypowiedź właściciela folwarku.

Ciekawe, co pan prezes uznaje za lewactwo i jak może zapowiadać, że go nie będzie w przyszłości? Na ogół historycy zajmowali się przeszłością, ale wiceprezes proponuje nową szkołę: historyków przyszłości. Czy odchylenia ideologiczne wypalane będą gorącym żelazem, metodami Żdanowa, czy też „zaraza będzie wycinana do kości”, jak mówił Pinochet?

Wiceprezes będzie miał dużo roboty, bo zdaniem najbardziej czujnych strażników rewolucji, IPN już jest przesiąknięty lewactwem. Wywodzący się z Instytutu historyk dr hab. Sławomir Cenckiewicz (ten od SB i Wałęsy) bije na alarm. IPN „przechodzi na pozycje lewicowe” – ostrzega w „Do Rzeczy”. Przykład: „skandaliczna” książka „Kłopoty z seksem w PRL. Rodzenie nie całkiem po ludzku, aborcja, choroby odmienności”, pod redakcją znanego lewaka prof. Marcina Kuli, wydana przez Uniwersytet Warszawski oraz IPN.

Zanim przejdziemy do tego, co pikantne, czyli do ekstazy, jakiej dostarcza lektura o seksie, najpierw gra wstępna dr.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj