Aby zrozumieć, kim dla polskiej kultury i zbiorowej świadomości był zmarły właśnie Andrzej Wajda, wystarczy sobie uzmysłowić, że tylko w krótkim okresie 1974–1976 nakręcił „Ziemię obiecaną” i „Człowieka z marmuru”.
To dwa arcydzieła, z których każde z osobna dla setek reżyserów już by wystarczyły do sławy i poczesnego miejsca w historii kina. A Wajda stworzył jeszcze „Kanał”, „Popiół i diament”, „Popioły”, „Wesele”, „Bez znieczulenia”, „Panny z Wilka”, „Korczaka”, „Pana Tadeusza”, „Katyń” i kilkadziesiąt innych filmów.
Przez dekady opowiadał Polakom historię, chwalebną i bolesną, wygodną i niewygodną. W najnowszej POLITYCE nazywamy Wajdę ostatnim romantykiem, który – jak dawni wieszczowie – mierzył się z narodowymi mitami, ale tez z megalomanią, pokazywał Polaków w dramatycznych momentach historii, szukał pulsu czasów, poruszających społeczeństwo idei, motoru zjawisk i działań. Opowieść o zmarłym reżyserze snuje w POLITYCE nasz krytyk filmowy Zdzisław Pietrasik, a w uzupełnieniu znajdą Państwo fotosy i fragmenty recenzji oraz wywiadów, które na temat najwybitniejszych obrazów tego twórcy ukazywały się przez lata na łamach naszego tygodnika. Gorąco zachęcam!
Ponadto w najnowszym numerze: Janicki i Władyka zastanawiają się, co z głośnego „czarnego protestu” wynika dla polskiej polityki i polityków, Grzegorz Rzeczkowski opisuje dziwne przypadki i