Jak Andrzej Wajda opowiadał nam Polskę

Ostatni romantyk 
Trzy tygodnie temu pokazał w Gdyni nowy film. A już myślał o następnym. Jako artysta był człowiekiem spełnionym. Jako Polak – nie.
Andrzej Wajda (1926-2016)
Aleksiej Witwicki/Forum

Andrzej Wajda (1926-2016)

Filmografia Andrzeja Wajdy to wyrażona w artystycznej formie nowożytna historia Polski.
Filip Ćwik/Napo Images/Forum

Filmografia Andrzeja Wajdy to wyrażona w artystycznej formie nowożytna historia Polski.

„Popioły”
Polfilm/EAST NEWS

„Popioły”

„Pan Tadeusz”
Piotr Bujnowicz/Fabryka Obrazu/Fotonova

„Pan Tadeusz”

„Ziemia obiecana”
materiały prasowe

„Ziemia obiecana”

„Wesele”
Polfilm/EAST NEWS

„Wesele”

„Kanał”
Studio Filmowe „Kadr”/Filmoteka Narodowa

„Kanał”

„Popiół i diament”
Polfilm/EAST NEWS

„Popiół i diament”

„Powidoki”
Anna Wloch/Akson Studio

„Powidoki”

„Człowiek z marmuru”
Laski Diffusion/EAST NEWS

„Człowiek z marmuru”

„Człowiek z żelaza”
Renata Pajchel/Polfilm/EAST NEWS

„Człowiek z żelaza”

„Wałęsa”
ITI Cinema

„Wałęsa”

audio

AudioPolityka Zdzisław Pietrasik - Ostatni romantyk

Był wielkim artystą, cenionym na całym świecie, laureatem Oscara i wszystkich największych nagród reżyserskich. Nie ma książki z historii kina, w której nie byłoby kadru z „Popiołu i diamentu” czy „Kanału”. Dzięki niemu termin „szkoła polska” wszedł do słownika terminów filmowych, przyswajanych do dzisiaj przez studentów wydziałów reżyserii. Opowiadał światu o polskim losie.

Daniel Olbrychski, wspominając Mistrza w telewizji, powiedział, że dołączył do naszych największych pisarzy i poetów – wymienił między innymi nazwiska Norwida i Żeromskiego. To właściwe zestawienie: był bowiem Andrzej Wajda ostatnim polskim romantykiem, który jednocześnie pozostawał w nieustannym sporze z Polską.

Kiedy kończył szkołę filmową w połowie lat 50., polskie kino pozostawało sztuką drugorzędną, było anachroniczne, „przedwojenne”, ton nadawali mu twórcy z poprzedniej epoki. Z Wajdą przychodziło całe nowe pokolenie, mające już wiedzę o tym, jak wygląda kino światowe, na czym polega włoski neorealizm, co kręci się we Francji, co w USA. To była jednak zmiana nie tylko estetyczna, debiutujący reżyserzy pragnęli kręcić filmy współczesne, opowiadające o ich pokoleniu. Także o tych, którzy nie dożyli czasów pokoju. Jak powiedział mi kiedyś Wajda w wywiadzie: oni zginęli, a my mieliśmy obowiązek zapytać, czy ich śmierć miała sens, czy musieli ginąć tak jak ginęli?

To był czas, kiedy wokół filmu gromadzili się najciekawsi pisarze tamtych czasów, nie byłoby sukcesu „szkoły polskiej”, gdyby nie scenariusze Jerzego Stefana Stawińskiego, który opisywał własne przeżycia z powstania. Nie poetyzując, nie upiększając, przedstawiając tragiczne zdarzenia raczej w tonie krytycznym, ironicznym. Potem, kiedy „Kanał” pokazano w Cannes, któryś z zagranicznych twórców, zachwycony filmem, zapytał Stawińskiego, jak wpadł na tak genialny pomysł, żeby żołnierzy umieścić w miejskich kanałach, pośród ścieków i nieczystości.

Podczas sesji naukowej, która odbyła się z okazji 90. urodzin Wajdy (urodzonego 3 marca 1926 r.), jedna z badaczek zwróciła uwagę, iż w jego filmach (z wyjątkiem „Krajobrazu po bitwie”) kobiety giną poza kadrem, mężczyźni natomiast – na pierwszym planie. Jak Jaś Krone wykonujący samobójczy skok w zakończeniu „Pokolenia”, a przede wszystkim Maciek Chełmicki w „Popiele i diamencie”. W losie umierającego na śmietniku młodego akowca (dziś niektórzy widzą w nim pierwszego „żołnierza wyklętego”) wyrażała się tragedia pokolenia niechcianego w nowej Polsce, ale scena przemawiała nie tylko do krajowych widzów. Najlepszy dowód, że nawiązania do niej pojawiały się potem w zagranicznych filmach (choćby w finale „Do utraty tchu” Godarda). „Szkoła polska”, w której Wajda był najważniejszym nauczycielem, była bowiem przykładem sztuki narodowej i uniwersalnej jednocześnie. Wajdzie zawsze zależało na tym, żeby jego filmy docierały do zagranicznego widza. Niedawno w Gdyni mówił, że linią graniczną był mur berliński – trzeba było przedostać się z filmem na drugą stronę. Nie bardzo wychodzi to naszym współczesnym reżyserom, jemu się to udało, czego dowodem jest choćby Oscar za całokształt twórczości w 2000 r.

Gdynia, jak się miało okazać, była miejscem mojego ostatniego spotkania z Wajdą. Przyszedł na kameralną konferencję prasową, na której przedstawiano projekt Martina Scorsese – trzy boxy DVD z filmami polskimi (w tym bodaj czterema mistrza). Już po chwili przerwał przemawiającemu przedstawicielowi dystrybutora, prosząc, aby zaczął od informacji podstawowych, następnie odsunął od siebie baterię butelek z wodą mineralną, by ułatwić pracę fotoreporterom. Słowem: zaczął reżyserować.

Spory z Polską

Jego filmografia to wyrażona w artystycznej formie nowożytna historia Polski, przede wszystkim zaś bilans strat, które ponieśliśmy, powtarzając wielkie gesty – wbrew wyrokom historii. Nie oskarżał, nie uprawiał polityki historycznej, pragnął jedynie, jak przywołani przez Olbrychskiego wielcy pisarze i poeci, poruszyć nasze sumienia, postawić pytanie o sens ofiary. To były niewygodne pytania, na każdy czas. Świadczą o tym gorące spory, jakie wywołał „Popiół i diament”, „Kanał” czy „Popioły”. Dziś trudno to sobie wyobrazić, lecz dyskusje trwały tygodniami, a angażowali się w nie najwięksi ówcześni publicyści i intelektualiści.

Po „Popiołach” (1965 r.) odbyła się ogólnonarodowa debata, zapoczątkowana wielkimi tytułami na pierwszych stronach ukazujących się wówczas tygodników i czasopism. Scena końcowa, w której Rafał Olbromski wracający spod Moskwy z resztkami armii Napoleona przypomina kukłę obwiązaną słomą (jeszcze jeden chochoł?), zdaniem krytykujących była podszyta szyderstwem; w sporze „bić się czy nie bić?” miała być argumentem na nie. Wajda świadomie wpisał się filmem w niewygasłą jeszcze debatę sprowokowaną książką Zbigniewa Załuskiego „Siedem polskich grzechów głównych”, w której przedstawione zostały dwie wersje polskiego patriotyzmu. O tym, która miała zwyciężyć, przekonaliśmy się już wkrótce – w 1968 r. „szydercom” ośmieszającym naszą „bohaterszczyznę” dano mocny odpór.

Był wielkim patriotą, posądzanym, właściwie do swoich dni ostatnich, o brak patriotyzmu. Nie chciano mu wybaczyć, że opowiedział się przeciw pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Mimo że zbudował celuloidowy pomnik Armii Krajowej, nie przyznawały się do Wajdy środowiska kombatanckie, rozpoznające się w bardziej patetycznych pomnikach. Nie bywał na obchodach rocznic powstań, ostatnio pomijano go nawet na listach gości zapraszanych na uroczystości związane z rocznicą gdańskiego sierpnia. Taki już los polskich twórców nieuprawiających oficjalnej wersji patriotyzmu.

Ludzie z krwi i kości

Przez całe długie życie towarzyszył też historii powstającej tu i teraz. Tak jak mówił o powinnościach artysty jego charyzmatyczny aktor Zbigniew Cybulski, „wąchał swój czas”. Był z kamerą w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Gdzie zresztą kończył się „Człowiek z marmuru”, nakręcony kilka lat wcześniej. Teraz o godność robotnika upomniały się dzieci Mateusza Birkuta.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną