Schetyna drugi na liście polityków, którym nie ufają Polacy. To rachunek za dwie kadencje rządów PO
Wynik badania CBOS to rachunek za brak bycia seksi, brak wigoru, silnej autentyczności i szczerości.
Grzegorz Schetyna
PO/Facebook

Grzegorz Schetyna

Sondaże są okrutne, jakże często wskazują na takie sympatie czy poglądy obywateli, które trudno pojąć, obok tych, które są świetnie zrozumiałe i oczywiste. I wtedy zaczyna się ekwilibrystyka, jak te zaskakujące wyniki zrozumieć, gdzie szukać przyczyn takich, a nie innych notowań.

CBOS opublikował właśnie rankingi zaufania i nieufności wobec polskich polityków. To, że prezydent Andrzej Duda zwyżkuje we wskazaniach pozytywnych, jakoś mieści się w głowie, choć chyba nie w każdej. Pewną nowością jest jednak znaczny przyrost zaufania i spadek nieufności (po ok. 10 proc.). Takich sukcesów nie mogą zaliczyć następni w kolejce liderzy, czyli Beata Szydło oraz Paweł Kukiz, stan mniej więcej trwały od wielu tygodni.

Zwyżka prezydenta oczywiście wiąże się ze wzrostem jego aktywności politycznej i oracyjnej, zwłaszcza ta pierwsza, bo jednak to pewna nowość i obserwowana uważnie próba złamania figury Adriana.

Jednak największe zaskoczenie to wyniki głosowania negatywnego. Na czele Antoni Macierewicz, jak zawsze, ale tuż za nim Grzegorz Schetyna, który wyprzedził zdawałoby się żelaznego pewniaka, Jarosława Kaczyńskiego.

Można bawić się w analizy pozycji pozostałych polityków wskazanych w sondażach, niemniej przypadek Grzegorza Schetyny powinien być prześwietlony z największą starannością. Przywódca największej partii opozycyjnej, polityk wytrawny, z wielkim doświadczeniem i stażem tak parlamentarnym, jak medialnym. Zapracowany organizator, podróżnik partyjny, który objeżdża cały kraj i wszystkie komórki Platformy Obywatelskiej, który nie unika rozmów z dziennikarzami, prawie codziennie obecny w radiu, telewizjach czy na łamach. I co? I katastrofa.

Przypadek Grzegorza Schetyny

Jest w tym jakaś niesprawiedliwość, jakieś fatum – ktoś powie, a już zwłaszcza sam Schetyna. Ale też jest jakaś wypadkowa, jakaś suma przypadków obiektywnych i subiektywnych, za które rachunek płaci polityk je wszystkie symbolizujące bądź nimi obciążany. To jest rachunek za dwie kadencje PO, bo rachunek jest ciągniony i przeniesiony w czasie.

To jest rachunek za opozycyjną politykę dzisiejszą, o której krytycznie mówią prawie wszyscy, ale co najgorsze, przede wszystkim pokolenia, które dopiero zaczynają politykować. To jest rachunek za brak bycia seksi, brak wigoru, silnej autentyczności i szczerości, także ryzyka w prezentowaniu racji i wartości, a których indeks pozostaje na poziomie banału i nie układa się w żaden nowatorski program.

Grzegorz Schetyna nie jest oczywiście jedynym sprawcą takiego bilansu, ale na pewno jest jego depozytariuszem, od czego zresztą się nie uchylał, więc teraz ma. Dla uczciwości trzeba też dodać, że szef PO stał się ulubionym obiektem krytyk i szyderstw także ludzi, którym blisko jest do Platformy i do jej tradycji. Charakterystyczne, że nawet jej członkowie go nie popierają w innych sondażach. Trochę taka moda, trochę taka łatwizna, taka bylejakość. Ile można słuchać o tym, że Grzegorz Schetyna nie ma charyzmy? Andrzej Duda ma? Jak dla kogo, proszę Państwa.

Tak czy inaczej w Grzegorzu Schetynie (dość podobnie dzieje się z Ryszardem Petru) skupiają się żale i pretensje społeczne, które odzwierciedlają głębokie poczucie bezradności społecznej wobec „dobrej zmiany”, wyrażają się zawiedzione nadzieje i oczekiwania.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj