To już rok bez Caracali. Doczekamy się śmigłowców?
Nowe śmigłowce zobaczymy dopiero pod koniec rządów PiS w obecnej kadencji. I to tylko pod warunkiem, że wybrane zostaną mieleckie Black Hawki lub... francuskie Caracale.
W dniu kiedy Caracal zakończył z pozytywnym rezultatem testy wojskowe w Powidzu, PiS złożył dezyderat wzywający do wstrzymania postępowania.
redskin83/Flickr CC by 2.0

W dniu kiedy Caracal zakończył z pozytywnym rezultatem testy wojskowe w Powidzu, PiS złożył dezyderat wzywający do wstrzymania postępowania.

Kiedy rok temu rząd PiS kończył bez zamówienia duży przetarg śmigłowcowy, pewnie nie zdawał sobie sprawy, ile czasu straci na przeprowadzenie postępowania po swojemu. Albo co gorsza dobrze wiedział, tylko wprowadzał opinię publiczną w błąd, że można to zrobić dużo szybciej i dużo taniej. W połowie kadencji jesteśmy w sytuacji dwóch straconych lat i z perspektywą kolejnych dwóch, zanim pierwszy śmigłowiec z puli zamawianej przez Antoniego Macierewicza dotrze do Polski.

Pierwsze Caracale dla Polski miały być gotowe właśnie teraz. Oczywiście nie ma gwarancji, że Francuzi zmieściliby się w wyśrubowanym harmonogramie dostaw – kontrakty zbrojeniowe mają wszak tendencję do poślizgów. Ale zapisany w planie termin dostarczenia pierwszych Caracali to październik 2017. Mniej więcej rok po przewidywanym podpisaniu kontraktu, bo przecież – negocjując w dobrej wierze – można było go dopiąć jesienią 2016 r. Ponieważ Airbus Helicopters miał w perspektywie kilka kampanii sprzedażowych na świecie, fabryka w Marignane pod Marsylią zaczęła niejako „na zapas” przygotowania do produkcji, także na potrzeby polskiego przetargu. Ostatecznie maszyny budowane z myślą o Polsce trafiły do Kuwejtu i Singapuru. Oba kraje podpisały kontrakty w 2016 r. i kupiły w sumie więcej śmigłowców, niż miała kupić Polska.

Koniec złudzeń w sprawie śmigłowców

Ale rok temu, w końcu września, jeszcze trwały negocjacje. Jeszcze były jakieś złudzenia, choć było też nerwowo. W gęstniejącej atmosferze oskarżeń politycznych i przy mnożących się żądaniach strony polskiej Francuzi powoli tracili nadzieję, że coś z tego będzie. Ostatnie merytoryczne spotkanie delegacji Airbus Helicopters w Ministerstwie Rozwoju odbyło się 29 września. Tydzień później było po sprawie. 4 października około godz. 19.00 Mickael Peru, dyrektor Airbus Helicopters na Europę Środkową, po raz ostatni wszedł do gmachu przy placu Trzech Krzyży, by dowiedzieć się, że polski rząd kończy trwające ponad rok negocjacje.

Wiadomość przekazał mu osobiście ówczesny wiceminister odpowiedzialny za offset – Radosław Domagalski-Łabędzki. Dla Airbusa był to szok. Dla Francji policzek. Dla rządu PiS – niepodważalny dowód odzyskiwania suwerenności. Dla Wojska Polskiego – koniec złudzeń.

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej Airbus zdawał się pewnie zmierzać po wygraną. Poprzednia ekipa nie tylko wskazała Caracala jako zwycięzcę przetargu, w którym pokonał mieleckiego Black Hawka i AW-149 ze Świdnika, ale i przeprowadziła bardzo intensywne testy śmigłowca. Francuska załoga wspominała, że dawno nie miała tak pracowitych dwóch tygodni jak te spędzone na lotnisku w Powidzu w towarzystwie lotników z 7. Eskadry Działań Specjalnych, Lotnictwa Wojsk Lądowych i Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. „Zdanie testu” potwierdzał osobiście ówczesny dowódca generalny, gen. broni Mirosław Różański: „Śmigłowiec spełnia wymagania Sił Zbrojnych i warunki przedstawione w ofercie przez firmę Airbus”, zapewniał w Powidzu. „Ta maszyna da się wykorzystać operacyjnie jeszcze lepiej, niż to wynika z naszych wymagań” – chwalił Caracala płk Adam Marciniak z Inspektoratu Uzbrojenia. Francuska firma rozpoczęła też rozmowy offsetowe, w których zaoferowała Polsce strategiczne partnerstwo poprzez włączenie kraju do rodziny Airbusa jako piąty filar, po Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Zapewniał o tym Warszawę osobiście CEO grupy, Tom Enders, odpowiedzialny za całe lotnicze imperium, które na szczycie ma tylko jednego rywala – amerykańskiego Boeinga.

Wiatr w żagle przeciwnikom Caracala

Pokazywana przez firmę mapa inwestycji montażowo-produkcyjnych, biur naukowo-badawczych, poddostawców systemów dla zamawianych 50 Caracali pokrywała jedną trzecią Polski. Poprzedni rząd ukuł nawet termin „wyżyny lotniczej”, chyba dość nieszczęśliwy, bo konkurujący z najlepszym klastrem wysokich technologii związanych z lotnictwem – Doliną Lotniczą na Podkarpaciu. Airbus zobowiązał się jednostronnie do produkcji w Polsce nie 50, a 70 maszyn (20 ponad polski kontrakt, w którym 19 śmigłowców miało być z Marignane, a 31 z Łodzi). Ale rządowi PO nie udało się zamknąć negocjacji, zapewne również pod rosnącą presją ze strony PiS.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj