szukaj
Doktorat prezesa Jarosława Kaczyńskiego
Po ponad 30 latach od publicznej obrony znów dostępna jest praca doktorska Jarosława Kaczyńskiego. Poszukiwano jej od lat, spekulując nawet, czy aby taka na pewno powstała, bądź czy nie zawiera treści mało dziś politycznie poprawnych.
Prawo i Sprawiedliwość/Facebook

Tekst został opublikowany w POLITYCE 25 czerwca 2007 roku. 

Na Uniwersytecie Warszawskim porządkuje się wydziałowe archiwa. Praca doktorska premiera i związana z nią dokumentacja zostały odnalezione na strychu budynku Wydziału Prawa i Administracji UW. Po fachowym opracowaniu spocznie tam, gdzie powinna być od lat – w archiwum uniwersyteckim. Kopia samej pracy trafiła do wydziałowej biblioteki.

Obaj bracia Kaczyńscy byli ludźmi ambitnymi. Lech Kaczyński w „Rzeczpospolitej” mówił: „Było dla nas oczywiste, że po studiach należy zrobić doktorat”. Również dzisiejszy premier w książce „Czas na zmiany” otwarcie przyznał: „Odkładałem zaangażowanie się w opozycję do momentu obrony doktoratu. Byłem przekonany, że jeśli zaangażuję się wcześniej, to już się nie obronię”. Tam też wspomina, że mimo dobrych referencji z wydziału nie dostał się ani na stacjonarną aplikację sądową, ani prokuratorską.

Jarosław Kaczyński studia ukończył w 1971 r. W książce „O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich” przyznaje, że dzięki protekcji męża przyjaciółki mamy (posła ZSL i wiceministra oświaty) został asystentem w resortowym Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego. Wspomina, że przyjęto go tam źle i namawiano, by wstąpił choćby do ZSL. Nie bardzo wiadomo, czym tam się zajmował. – W 1975 r. rodziłam córkę, ale chodziłam na wszystkie instytutowe zebrania i nie pamiętam, abym zetknęła się tam z panem premierem. Do dziś nie wiedziałam, że był moim kolegą z pracy – mówi mocno tym zaskoczona Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka SLD.

Niedostatki doktoranta

Promotorem pracy doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego był prof. Stanisław Ehrlich (1907–1997), osoba bardzo wtedy wpływowa i szanowana w środowisku prawniczym. Pochodził ze spolonizowanej żydowskiej rodziny. Doktorat zrobił przed wojną na UJ. Po wojnie, którą zakończył w mundurze oficera armii gen. Berlinga, objął katedrę teorii państwa i prawa na UW. W 1946 r. założył i przez 20 lat był redaktorem naczelnym miesięcznika „Państwo i Prawo”. Po Marcu ’68 katedrę mu odebrano. Przeszedł polityczną ewolucję, od marksisty do poszukującego możliwości ewolucyjnej zmiany ustroju socjalistycznego „rewizjonisty”. W 1981 r. złożył partyjną legitymację.

Kaczyński pisał u Ehrlicha pracę magisterską, a później chodził na prowadzone przez niego nieformalne seminarium doktorskie w towarzystwie m.in. Macieja Łętowskiego, Bogusława Wołoszańskiego, Sławomira Popowskiego i Wojciecha Sadurskiego.

Egzaminy doktorskie zdał z teorii państwa i prawa oraz filozofii marksistowskiej (oba na „bardzo dobrze”), a 8 grudnia 1976 r. obronił pracę doktorską „Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą”. Recenzowali ją profesorowie: Ryszard Malinowski, Michał Pietrzak i Wiesław Skrzydło. Uzyskała pomyślne recenzje i wszyscy członkowie Rady Naukowej Instytutu Nauki o Państwie i Prawie na WPiA UW obecni na jej obronie opowiedzieli się za nadaniem magistrowi Kaczyńskiemu stopnia doktora nauk prawnych. Także prof. Stanisław Gebethner, który jednak zaznacza, że po tylu latach nic z tej obrony nie pamięta.

Pamięć lepiej służy recenzentom. Prof. Pietrzak przyznaje, że wtedy trudno było znaleźć recenzentów prac z prawa administracyjnego. Prośbie Ehrlicha uległ, bo recenzowanie jest jednym z obowiązków uczonego. Z kolei prof. Skrzydło mówi, że Ehrlich miał taką pozycję, że nie wypadało odmówić. Zainteresował go też temat pracy, który dotykał tego, czym wówczas zajmował się w praktyce jako rektor UMCS.

Obaj profesorowie nie dysponują kopiami swoich recenzji, ale pamiętają, że samej pracy do obszernych zaliczyć nie można. I faktycznie, liczy ona 265 stron, z których 36 zajmują przypisy, bibliografia (121 pozycji, wśród nich nawet artykuł Jerzego Urbana „Feudałowie i wasale” z „Polityki”) i wykaz przywoływanych aktów prawnych. Ma tylko trzy rozdziały. Dwa pierwsze, już wtedy o charakterze historycznym, dziś, po 30 latach od napisania, ciągle są ciekawą lekturą. Kaczyński przedstawia w nich przemiany roli ciał kolegialnych w szkołach wyższych w II RP i w latach 1944–1968.

Najobszerniejszy jest rozdział trzeci, „Aktualna rola ciał kolegialnych w szkołach wyższych”, który omawia sytuację po Marcu 1968 r., do mniej więcej końca 1974 r. Czyta się to już gorzej, mimo że doktorant stara się uchwycić istnienie „różnic między stanem normatywnym a rzeczywistym”, co było, jak napisał we wstępie – podstawową hipotezą pracy. By różnice te zbadać, Kaczyński przeprowadził ankiety w czterech lubelskich uczelniach. Ich wyniki przedstawił aż w 51 tabelkach. Samokrytycznie przyznał, że z badaniami miał trudności z uwagi na „niedostatek środków finansowych, a także socjologicznych kompetencji autora”.

Prawicowe sympatie

„Państwo polskie odrodzone w roku 1918 było państwem burżuazyjnym. Ruchy rewolucyjne, które miały miejsce w latach 1918–1921, okazały się zbyt słabe, by naruszyć ustabilizowany już w okresie zaborów system społeczny” – pisał Kaczyński (chyba z satysfakcją, a nie z żalem) o początkach II RP. W pierwszym rozdziale doktoratu przedstawia stosunki między państwem i szkołami wyższymi w II RP. Dłużej omawia okoliczności powstania i samą ustawę z 1920 r., opartą na zasadzie wolności nauki i nauczania.

„...Minister WRiOP nie miał władzy służbowej nad szkołami. Jest to niewątpliwie element przemawiający za uznaniem samorządności, a nawet w pewnym sensie sam w sobie o niej stanowiącym. Drugim podstawowym prawem uczelni wskazującym na jej samorządowy, a nawet korporacyjny charakter, było prawo do uchwalania statutu. Wreszcie choć ustalenie statusu prawnego profesorów jest sprawą bardzo trudną, wydaje się jednak, że nie można ich uznać za urzędników państwowych sensu stricto” – zauważał Kaczyński.

Zmiana nastąpiła po 1926 r., po przewrocie majowym. „Siły, które doszły do władzy nie zamierzały przestrzegać reguł republiki parlamentarnej, rezygnować z władzy w wyniku przetasowania się sił w parlamencie. Spowodowało to zasadniczą zmianę sytuacji dla wszystkich organów samorządowych. Władza dotąd nie ustabilizowana i nie określona politycznie (a to ze względu na różny charakter koalicji, które tworzyły rządy) stała się trwała. Państwo zaczęło się w praktyce utożsamiać z określonym kierunkiem politycznym” – Kaczyński z jednej strony nieco gani, ale z drugiej chwali sanację. Unika omawiania jej politycznego programu, choć wspomina, że dążyła ona do „rozszerzenia zakresu działalności państwa (…) z tym większą energią im bardziej okazywało się, że nie można liczyć na autentyczne poparcie wśród społeczeństwa”. Nowa władza nie miała zamiaru tolerować na dłuższą metę autonomii szkół wyższych. Zaczęła regulować status pracowników naukowych i kwestię ich odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ostro protestowały przeciwko temu konferencje rektorów, uznając to za zamach na samorząd akademicki.

Ale wówczas nie było Trybunału Konstytucyjnego (który niedawno rozpruł niekorzystną również dla środowiska akademickiego ustawę lustracyjną) i ówczesne władze przeforsowały ustawę z 1933 r., znacznie ograniczając akademicką samorządność (m.in. immunitety profesorskie), co pozwoliło usunąć z katedr 53 profesorów bez zgody rad wydziałów. Kaczyński cytuje tu ministra Jędrzejewicza: „Działalność wychowawcza musi być podporządkowana państwu. Państwo współczesne nie może i nie chce zrzekać się odpowiedzialności za wychowanie publiczne na żadnym jego szczeblu”. W podsumowaniu rozdziału Kaczyński przyznaje, że był to „w porównaniu z sytuacją z lat 1920–1933 samorząd bardzo ograniczony”.

– Na plus Kaczyńskiemu można zapisać to, że rozdział ten nie jest prokuratorskim aktem oskarżenia sanacyjnych czasów. Co prawda w latach 70. już tak nie pisano, ale w latach 50. połowa pracy zawierała krytykę przedwojennych rządów. Trochę przypominało to ton, w jakim dziś niektórzy piszą prace o latach PRL – zauważa prof. Michał Pietrzak, wspominając doktorat premiera. – Widać tu też prawicowe sympatie młodego Kaczyńskiego.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj