szukaj
Jacek Żakowski z Marią Peszek o Polsce i nowej płycie
Sorry Polsko
Rozmowa z Marią Peszek o tym, jak jest na samym dnie, o braku szczęśliwych Polaków i prawie do wrzeszczenia.
Myślałam, że nigdy już nic nie napiszę. Czułam się, jakby ktoś mi wyjął wtyczkę z kontaktu - opowiada Maria Peszek.
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/Mystic Production

Myślałam, że nigdy już nic nie napiszę. Czułam się, jakby ktoś mi wyjął wtyczkę z kontaktu - opowiada Maria Peszek.

Jacek Żakowski: – „Jezus Maria Peszek” to płyta czy spowiedź?
Maria Peszek: – Potrzeba. Konieczność wyrzucenia z siebie tego, co się zebrało w kompoście mojej głowy. Musiałam to zrobić. Ale spowiedź to chyba nie jest.

Zwariowała pani?
Przez chwilę.

Jak słucham tej płyty, to skóra mi cierpnie. Co to było?
Załamanie nerwowe.

„...dzwoń po pogotowie...”
Wyglądało dość groźnie. A potem się okazało doświadczeniem granicznym.

Ta płyta jest jak transmisja z domu wariatów.
Dla mnie jest ważne, żeby jasno powiedzieć: tak wyglądał rok mojego życia. Przez rok wszystko było bólem i chaosem. Chciałam umrzeć.

I żyję...
Ukochany nie pozwolił mi umrzeć. Niewielu ludzi dostaje takie wsparcie. Chciałam im powiedzieć, że każdy może się w takim piekle znaleźć i że można z niego wrócić.

Pani pisała te piosenki w piekle?
Tam myślałam, że nigdy już nic nie napiszę. Czułam się, jakby ktoś mi wyjął wtyczkę z kontaktu.

Depresja?
Neurastenia. Stany lękowe. Kilkunastotygodniowa bezsenność. Napady paniki.

„...śni mi się mięso...”
„...i śni mi się krew...”. Widziałam, jak bliscy mi ludzie cierpią, kiedy ja cierpiałam, a oni nie mogli mi pomóc.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną