Lee Bruce
Dzieci smoka
Co zostało z legendy Bruce’a Lee 40 lat po jego śmierci? Innowacje w sztukach walki i gorące reakcje fanów, a dla nas – ciekawe dzieje jego przyjaźni z Romanem Polańskim.
Bruce Lee w słynnej scenie z lustrami w końcowej walce filmu „Wejście smoka”
Archive Photos/Getty Images/FPM

Bruce Lee w słynnej scenie z lustrami w końcowej walce filmu „Wejście smoka”

Bruce Lee z uczniami - Vanem Williamsem i Adamem Westem
Everett Collection/EAST NEWS

Bruce Lee z uczniami - Vanem Williamsem i Adamem Westem

Bruce Lee z Chuckiem Norrisem
Album/EAST NEWS

Bruce Lee z Chuckiem Norrisem

Nie chciałbym się z nim spotkać na ringu nawet w swojej najwyższej formie – uznał bokser ważący o 40 kg więcej niż Lee i wyższy od niego o niemal 25 cm Muhammad Ali. Moc, jaką Bruce potrafił nadać swoim ciosom, była przerażająca. Za pomocą techniki one inch punch („jednocalowy cios” – od odległości, z jakiej uderza się w klatkę piersiową) potrafił odrzucić stukilowego przeciwnika kilka metrów do tyłu, a najszybszy ruch wykonywał w ok. 0,05 s – mniej niż przeciętne mrugnięcie okiem. Bruce’a – jak stwierdził występujący z Lee w filmach Bob Wall – po prostu nie dało się pokonać. Od 40 lat nie ma już gwiazdy „Wejścia smoka”, są jednak tacy, których trenował osobiście.

Na przykład Chuck Norris, z którym spotykali się na treningach. Norris nie omieszkał pochwalić się tym w swojej autobiografii: „Gdy zademonstrowałem mu kilka wysokich podcięć z półobrotu, był zaintrygowany”. Spotkali się też na planie „Powrotu smoka”, w słynnej scenie w rzymskim Koloseum, gdzie Chuck dostał cięgi i stracił włosy na klacie.

Kolejnym uczniem był Ted Wong, najlepszy przyjaciel i sparingpartner Bruce’a. Nigdy nie trenował żadnego innego stylu i po śmierci mistrza lojalnie nauczał tylko tego, czego nauczył go osobiście Lee.

Zajęcia według metody Lee prowadzili również jego asystenci: James Yimm Lee, Take Kimura i Dan Inosanto, którzy później pozakładali własne, prywatne szkoły. Czasy po śmierci Bruce’a Lee to błyskawiczny postęp w dziedzinie sztuk walki, powstało wiele nowych systemów, a już istniejące udoskonalano. „Oglądało się filmy z Bruce’em Lee i chciało się być jak on. Notowałem sobie w zeszycie, jakie filmy obejrzałem, i ile razy” – wspomina w jednym z wywiadów Mamed Chalidow. Inne gwiazdy MMA (mixed martial arts) również podkreślają rolę Lee w swoim życiu – stworzył fundamenty tej dyscypliny. A najskuteczniej o jego pamięć dba córka, 44-letnia dziś Shannon, która wraz z mężem prowadzi The Bruce Lee Foundation. Właśnie starają się wystawić mu pierwszy amerykański pomnik.

Nauczyciel białych diabłów

Premiery swojego najgłośniejszego filmu „Wejście smoka” Bruce Lee nie doczekał. Zmarł tydzień wcześniej. Jeszcze wcześniej jednak – jako twórca systemu Jeet Kun Do i filozof – zniszczył amerykański stereotyp „żółtka”.

Przyszło mu się jednak zmagać także ze stereotypem po drugiej stronie. „Mistrzowie kung-fu, trenujący w tradycyjnym stylu, nie patrzyli przychylnie na fakt, że Lee uczył sztuki walki kogokolwiek, kto nie był Chińczykiem – wspomina Linda, żona Bruce’a, w książce „Sztuka kształtowania ciała”. – Bruce został wyzwany na pojedynek, którego wynik miał zadecydować, czy będzie mógł kontynuować nauczanie »białych diabłów«”. Tymczasem filozofia Lee wywodziła się z Konfucjusza, który pisał, że w nauczaniu nie powinno być żadnych podziałów.

Był przełom 1964 i 1965 r. Walka odbyła się w Instytucie Jun Fan Kung Fu w Oakland. „Chwilę po pierwszym starciu chiński mistrz biega wokół sali, następnie wybiega przez drzwi prowadzące do małego magazynku, potem przez inne drzwi z powrotem do głównej sali, cały czas ścigany przez Bruce’a. Ta sekwencja powtarza się kilkakrotnie, po czym Bruce w końcu rzuca przeciwnika na ziemię, unieruchamia i krzyczy po chińsku: Poddajesz się? Po drugim pytaniu chiński mistrz uznaje swą porażkę” – opowiada dalej Linda. Cała walka trwała ok. 3 min. Bruce jednak, zamiast szaleć z radości, usiadł po tym starciu na schodach i ubolewał nad tym, że nie potrafił powalić przeciwnika skuteczną techniką oraz nad brakiem kondycji.

Właśnie to zdarzenie było zalążkiem Jeet Kune Do (Jeet – przechwycić, Kune – pięść, Do – droga) i początkiem nowego restrykcyjnego programu treningowego, w którym Bruce nie marnował ani chwili. Nawet unieruchomiony przez pół roku z powodu poważnego uszkodzenia kręgosłupa nie próżnował – przeczytał w tym czasie niemal trzysta książek na temat sztuk walki i filozofii. Mimo że lekarze nie dawali mu szans na chodzenie, nie poddał się i w końcu był w stanie powrócić do treningów. A gdy powrócił, był nienasycony. Czytając książkę, ćwiczył jednocześnie sztangą i rozciągał nogi, a ćwiczenia izometryczne wykonywał podczas jazdy samochodem.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj