Genesis Breyer P-Orridge: Przyszedł czas na empatię i miłość
Każdy artysta na początku drogi powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest gotów ponosić konsekwencje tego, co robi – mówi Genesis Breyer P-Orridge.
Psychic TV, zespół na czele którego obecnie stoi Genesis Breyer P-Orridge, wystąpi 1 czerwca w Gdańsku, w klubie B90.
mat. pr.

Psychic TV, zespół na czele którego obecnie stoi Genesis Breyer P-Orridge, wystąpi 1 czerwca w Gdańsku, w klubie B90.

.
mat. pr.

.

Jarek Szubrycht: – Zawsze ciekawiło mnie, jak doszło do tego, że młodzi ludzie, dorastający w szarej, powojennej Anglii, surowo wychowywani na przykładnych obywateli, rozpętali karnawał kontrkultury, która – przynajmniej na chwilę – zmieniła świat. Powiedz, proszę, w jakich okolicznościach dobrze zapowiadający się Neil Megson przeistoczył się w buntownika i radykała Genesisa Breyera P-Orridge’a.
Genesis Breyer P-Orridge: – Mieliśmy stypendium, więc byliśmy jedynym biednym chłopcem w szkole dla bogatych, przez co uchodziliśmy za dziwaka. Nauczyciele tymczasem powtarzali nam na lekcjach: „Jesteście przyszłymi przywódcami tego kraju. Będziecie rządzić przemysłem, będziecie dyplomatami, politykami, bo jesteście wyjątkowi, a cała reszta jest głupia”.

Gdy byliśmy siedemnastoletnim Anglikiem, odkryliśmy Williama Burroughsa, Jack Kerouaca i beatników, czytaliśmy alternatywnych poetów i alternatywne magazyny, takie jak „International Times”. Odkryliśmy głos undergroundu, który brzmiał znacznie sensowniej od rzeczy, które mówiono nam w szkole. Sensownej od tego, co mówili rodzice, rząd, społeczeństwo. Nie satysfakcjonowało nas istniejące status quo. Nie podobało nam się to, jak zaprojektowano trajektorię naszego życia: uczysz się, znajdujesz miłą posadę, nie sprawiasz kłopotów, a potem umierasz.

Nie wyglądało nam to na satysfakcjonujące wykorzystanie naszej fizycznej egzystencji. Ustrój Wielkiej Brytanii też nie miał sensu, bo to monarchia udająca demokrację. Pozwolono nam mieć parlament, ale królowa mogła go anulować w każdej chwili, gdyby tylko zechciała. Wokół hipokryzja, bigoteria, kłamstwa… Propozycja, którą złożyło nam społeczeństwo, nijak nie przystawała więc do naszych doświadczeń. A w 1967 r. umarliśmy.

Słucham?
Przyjmowaliśmy leki na astmę i nasze ciało zareagowało w taki sposób, że lekarz orzekł zgon. Obudziliśmy się jednak. Doktor powiedział nam wtedy, że nie wie, co się stało: „Być może będziesz zdrowy, będziesz wiódł normalne życie, ale w każdej chwili może się też zdarzyć, że podobna zapaść cię zabije”. Nagle kwestie wyborów życiowych stały się dla nas bardzo jaskrawe. Mogliśmy się poddać oczekiwaniom społeczeństwa, rodziny czy kultury, ale mogliśmy też wykorzystać każdą minutę życia na robienie czegoś, co naszym zdaniem ma sens. Bo nie wiedzieliśmy, ile nam zostało: dzień, miesiąc, rok? W jednym okamgnieniu zrozumieliśmy, że czas jest cenny i ograniczony.

O dekadę późniejszy punkowy slogan „no future” musiał brzmieć dla ciebie zaskakująco znajomo.
Wszyscy ludzie mają tendencję do zakładania, że będą żyli relatywnie długo i cieszyli się w miarę dobrym zdrowiem. Licząc na 70 lat i więcej, odkładają na później to, co mają do zrobienia. Myślą sobie: „na to jeszcze mam czas”, a rodzina dopowiada: „jasne, najpierw skończ studia, tym się zajmiesz później”. Kiedy je kończą, słyszą: „znajdź sobie pracę, pomyśl o karierze, a jak sobie wszystko ułożysz, wtedy o tym pomyślisz”. Nie, tak to nie działa. Nikt z nas nie wie, ile ma czasu.

Nie bałeś się?
Przeciwnie, to był cudowny czas. Co najgorszego mogło nam się przydarzyć, kiedy odrzucaliśmy ten społeczny schemat? Śmierć głodowa? Przecież to właściwie niemożliwe w państwie tak opiekuńczym jakim była, a nawet wciąż jest, Anglia. Nie było się więc czego bać. Byliśmy wolni. Absolutnie wolni. Totalna wolność wyboru wzięła się więc z odkrycia, że jesteśmy istotą śmiertelną. Jest takie sufickie przysłowie, które mówi: „każdy dzień przeżywaj tak, jakby miał być ostatnim dniem twojego życia i jakby na podstawie tego jednego dnia całe twoje życie miało zostać osądzone”. Tak próbujemy żyć. Czy dzisiaj daliśmy coś światu? Czy powiedzieliśmy dziś coś, z czego inni mogą skorzystać? Czy pozwoliliśmy sobie na czułość wobec innej osoby? Ile prawdy odsłoniliśmy tego dnia?

Codziennie zadajesz sobie te pytania?
Na początku tak było. Z każdym kolejnym dniem jest łatwiej, aż w końcu staje się to twoim sposobem na życie. Najważniejsza jest ciągła aktywność, nieustająca gotowość do zmian, kwestionowanie wszystkiego. Twoim jedynym wrogiem jest czas.

Umarłeś więc jako nastolatek, odrodziłeś się wolnym człowiekiem i zająłeś się sztuką. Tylko po co nam sztuka?
Większość tak zwanych dzieł sztuki, w tym muzyki i literatury, rzeczywiście jest bezużyteczna. Brion Gysin nazywał to sztuką deceptualną, od angielskiego słowa deceive, oznaczającego oszustwo. Taka sztuka nie mówi ci niczego, czego nie wiesz, jest tylko elitystyczną dekoracją.

Dam przykład. Oto bogaty człowiek kupuje sobie obraz z kropkami Damiena Hirsta. Robi to, bo wie, że inni bogaci ludzie będą wiedzieć, że to Hirst, bo Hirst zawsze maluje kropki. Będzie mógł powiedzieć: „popatrzcie, na ścianie mojego apartamentu wisi Damien Hirst!”, a jego przyjaciele będą mogli odpowiedzieć: „ja też mam takiego” albo „ja też sobie kupię” – po czym zainwestują pieniądze w obraz, który wygląda dokładnie tak samo jak inne. W takiej sztuce chodzi o markę i formułę, nie o informację. Taka sztuka nikogo niczego nie nauczy, nie opowie żadnej historii. Jest tylko symbolem statusu materialnego, konsumpcją spuszczoną ze smyczy.

Mieliśmy kiedyś szczęście współpracować z szamanem Apaczów i zadaliśmy mu to samo pytanie, które teraz ty nam zadałeś: po co jest sztuka? Odpowiedział, że kiedy idzie do galerii, zadaje sobie pytania: „czy dzieło, na które patrzę, mówi mi coś, czego wcześniej nie wiedziałem? Czy mówi coś, co sprawi, że życie mojej rodziny, przyjaciół, mojego plemienia będzie miało więcej sensu? Czy ludzkość może się czegoś dzięki niemu nauczyć? Czy kryje prawdę, która może odmienić na lepsze nasz gatunek?”. Jeśli odpowiedź na wszystkie te pytania nie jest twierdząca, nie mamy do czynienia ze sztuką. To tylko dekoracja.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj