Recenzja filmu: "Nietykalni", reż. Olivier Nakache, Eric Toledano
Cała Francja się śmieje
Ponad 20 mln widzów w samej Francji, kolejne miliony w 50 krajach, do których „Nietykalni” zostali sprzedani. Sukces, jakich mało w historii kina.
Driss (Omar Sy) częstuje jointem swego podopiecznego (François Cluzet)
Gutek Film/materiały prasowe

Driss (Omar Sy) częstuje jointem swego podopiecznego (François Cluzet)

Z czego zatem śmieje się cała Francja, a za nią inne narody, w tym także – miejmy nadzieję – nasi widzowie? (Wszak, jak pisał wieszcz, co Francuz wymyśli, to Polak polubi). Oto sparaliżowany, poruszający jedynie głową, milioner Philippe (François Cluzet) poszukuje pracownika, który dołączy do grupy opiekunów i wykonywać będzie najtrudniejsze, wymagające krzepy, obowiązki. Wśród innych chętnych zgłasza się czarnoskóry Driss (Omar Sy), imigrant z Senegalu, jak się potem okaże, po wyjściu z więzienia. Milionerowi to nie przeszkadza, imponuje mu bowiem w młodzieńcu poczucie humoru i bezceremonialność, z jaką porusza się w wytwornym otoczeniu. Sąsiad blokuje samochodem wyjazd z posesji? Nie ma problemu, wystarczy wyjąć go z auta i pokazać odpowiedni znak drogowy. Córka milionera płacze, bo chłopak ją porzucił? I w tej sytuacji Driss jest niezawodny.

Mamy tu klasyczny wątek różnic klasowych, lecz mniej w socjologicznym wymiarze, bardziej zaś, jak byśmy mogli w Polsce powiedzieć, w gombrowiczowskim stylu. Forma przeciw formie. Oto nasi bohaterowie wybierają się razem do opery, gdzie Philippe jest bywalcem (ma miejsce w loży), zaś Driss bez wątpliwości znalazł się po raz pierwszy i stąd jego spontaniczna reakcja („A temu co się stało?”), kiedy na scenie pojawia się dziwacznie przebrany i śpiewający po niemiecku artysta. Podobnie wyrazi swe zdziwienie obcując ze współczesną sztuką czy na koncercie muzyki poważnej. Jego pryncypałowi te niezmącone żadną wiedzą, pozbawione snobizmu reakcje zaczynają się podobać. Oczywiście można również w „Nietykalnych” dostrzec metaforę dzisiejszego położenia Francji, byłego mocarstwa, któremu wigoru dodają imigranci wykonujący najtrudniejsze zajęcia, ona sama zaś przypomina trochę sparaliżowanego bohatera filmu, który mimo wszystko ciągle sprawuje władzę dzięki kasie i głowie.

Na koniec najważniejsze – „Nietykalni” to naprawdę świetna komedia pokazująca bohaterów tak różnych, że aż do siebie podobnych. Dlatego mogą się zaprzyjaźnić. Scenariusz osnuty jest na kanwie autentycznej historii, z tym że opiekunem milionera został, dla bardziej rzucającego się w oczy kontrastu, Murzyn zamiast Araba. Ale przecież nietrudno wyobrazić sobie parę złożoną z przedstawicieli innych nacji. Nic dziwnego, że Amerykanie mają ochotę nakręcić remake.

Nietykalni, reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, prod. Francja, 112 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj