szukaj
Recenzja filmu: „Timbuktu”, reż. Abderrahmane Sissako
Dżihad w praktyce
Największą siłą filmu jest dyskretny, nienachalny ton, wyrażony spokojną pracą kamery, podkreślającą harmonię natury, niewinność przyrody i pejzażu.
Tonlou Kiki, Ibrahim Ahmed i Layla Walet Mohamed w „Timbuktu”
Aurora Films/Materiały prasowe

Tonlou Kiki, Ibrahim Ahmed i Layla Walet Mohamed w „Timbuktu”

Zachód boi się Państwa Islamskiego. Terror dżihadystów budzi grozę. Mało kto jednak uświadamia sobie, jak wyglądają rządy fundamentalistów w praktyce. A to pokazuje Mauretańczyk Abderrahmane Sissako w „Timbuktu” na przykładzie losu mieszkańców małej osady w afrykańskim Mali, opanowanej przez uzbrojoną grupę ekstremistów. Dla fanatyków szariat to przede wszystkim haram, czyli długa lista rzeczy zakazanych: od śpiewania i palenia papierosów (są niezgodne z wolą Allaha) po wychodzenie przed dom. Żeby nie kusić mężczyzn, kobiety muszą zakładać skarpety i długie rękawiczki w 40-stopniowym upale. Mężczyźni nie mogą grać w piłkę. Najcięższym grzechem jest oczywiście cudzołóstwo, za które grozi ukamienowanie. Sissako przedstawia ten obłęd poetyckimi środkami. Mimo publicystycznego zacięcia nie ogranicza się do potępienia dogmatyzmu religijnego.

Timbuktu, reż. Abderrahmane Sissako, prod. Francja, Mauretania, 100 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną