Aleksandra
Rosyjski dramat o wojnie w Czeczenii to spora sensacja.

Rosyjski dramat o wojnie w Czeczenii to spora sensacja, tym bardziej jeśli zrealizowany jest przez niepokornego i tak podziwianego przez Zachód przedstawiciela kina artystycznego jak Aleksander Sokurow.

„Aleksandra” niestety, przynosi rozczarowanie. Odarty z politycznego kontekstu, wyniesiony w rejony ponadczasowej, symbolicznej przypowieści film o cierpieniu matki-Rosji, wysyłającej na bezsensowną śmierć swoich synów, unika jak ognia mówienia o prawdziwych korzeniach wojny i oddania sprawiedliwości drugiej stronie. Jest to lament nad ciężkim losem okupujących czeczeńskie tereny sowieckich żołnierzy, którzy miesiącami cierpią w Groznym z powodu braku kontaktu z rodzinami i bliskimi. Staruszka odwiedzająca w koszarach swego 27-letniego wnuka w stopniu kapitana, grana przez Galinę Wiszniewską (żonę Mścisława Rostropowicza), spotyka co prawda na targu czeczeńskie wdowy, które miło się do niej odnoszą i częstują herbatą, ale to jej ból jest najważniejszy, jej gotowość do wybaczenia i pojednania się liczy.

Szkoda, że Sokurow z równie wielką empatią nie wczuł się w rozpacz Czeczenki, której zamordowano całą rodzinę. Tylko czy taki film mógłby zrobić Rosjanin w putinowskiej Rosji?

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj