Paranoid Park
Gus Van Sant wierzy w inteligencję widza.

W „Słoniu”, za którego Gus Van Sant dostał Złotą Palmę w Cannes, przytoczona była anegdota o ślepcach usiłujących opisać tytułowe zwierzę. Okazało się, że każdy zapamiętał tylko fragment, którego osobiście dotknął, tymczasem słoń nie został opisany. Wydaje się, że Van Sant, jeden z najoryginalniejszych reżyserów amerykańskich, w ogóle nie wierzy w możliwość pełnego, obiektywnego opisu rzeczywistości. Dlatego w swoich filmach, także tych pokazujących niepokojące zjawiska społeczne (w „Słoniu” była to kwestia autentycznego morderstwa w szkole), nie stawia diagnoz, nie szuka gotowych odpowiedzi. Pozostawia widzowi niepokojące niedomówienia.

Podobnie jest w najnowszym dziele „Paranoid Park”, które również rozgrywa się w środowisku młodzieżowym w Portland. Park jest miejscem, w którym spotykają się deskorolkowcy. To bardzo fotogeniczny sport, co nawet oglądamy w jednej świetnie sfotografowanej dłuższej sekwencji, ale w istocie nie chodzi tutaj o popisy sportowe, lecz o sposób życia. Skaterzy mają po kilkanaście lat i w zasadzie nic więcej oprócz swych desek. Na przykład Alex, główna postać filmu.

Rodzice się rozwodzą („Wszyscy rodzice się rozwodzą” – mówi ktoś w filmie), szkoła go nie fascynuje, koleżanka, z którą zaczyna się poważnie spotykać, to tylko pusta lalka. Seksualna inicjacja nie będzie zresztą dla chłopca żadnym szczególnym przeżyciem. Jest bardzo młody, a już zgorzkniały, znudzony, pozbawiony marzeń. Nie interesuje go świat, w którym żyje, choć intuicja podpowiada mu, że nie jest to najwspanialsze miejsce na ziemi. Jedynie Paranoid Park pociąga go coraz bardziej, tam znajdzie nowych znajomych i w rezultacie zostanie wplątany w bezsensowne morderstwo. Do szkoły przybywa detektyw. Jednocześnie Alex prowadzi dziennik, w którym przedstawi własną wersję zdarzeń, której jednak nikt oprócz niego nie pozna. Film trwa tylko 85 minut i kiedy się kończy, wydawać się może, że opowieść została za wcześnie przerwana. Ale to tylko chwilowe wrażenie. Po prostu Gus Van Sant wierzy w inteligencję widza.

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj