Ballada o człowieku
Polecamy zamiast komiksowego 'Roku 1612'.

Alosza rozwala dwa czołgi niemieckie i dostaje w nagrodę cztery dni urlopu. Chce odwiedzić swą matkę, ale droga do rodzinnego domu daleka. Tak zaczyna się „Ballada o żołnierzu” Grigorija Czuchraja, która stała się wydarzeniem filmowym 1959 r. „Ballada” dostała nagrodę specjalną w Cannes, wygrała też festiwal w San Francisco, co miało wówczas wymowę polityczną.

Film Czuchraja w niczym nie przypominał znanych do tej pory radzieckich produkcji wojennych. Batalistyka pojawia się tylko w prologu, nie ma sztabów, dzielnych generałów i nieomylnych komisarzy. Bohatera zbiorowego zastąpił pojedynczy żołnierz, w dodatku pokazywany poza głównym teatrem działań, przemierzający Rosję wycieńczoną wojną. Po drodze przeżywa pierwszą miłość, ale też poznaje gorsze strony życia. Np. odwiedza żonę frontowego kolegi, by przekazać jej od niego dwie kostki mydła, ale gdy okazuje się, że kobieta nie dochowuje wierności, odbiera jej prezent. Kiedy dotrze w końcu do matki, urlop się kończy.

W tym samym 1959 r. premierę miał „Los człowieka”, debiut reżyserski Siergieja Bondarczuka, który jednocześnie zagrał główną rolę. Z filmu zapamiętana została głównie scena, w której sadystyczny komendant obozu daremnie usiłuje namówić głównego bohatera filmu, jeńca wojennego, do wypicia wódki za zwycięstwo niemieckiego oręża. Taki bohater wcześniej w kinie radzieckim nie mógłby się pojawić; w czasach Stalina jeńcy traktowani byli jak zdrajcy. Dwa ważne filmy sprzed pół wieku możemy obejrzeć na DVD, co polecam zamiast trafiającego do kin komiksowego „Roku 1612”.
 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj