Ken Follett: jak zostałem pisarzem

Populizm szuka wroga
Rozmowa z Kenem Follettem o tym, dlaczego historia niczego nas nie uczy i jak został bestsellerowym pisarzem, chcąc zarobić 200 funtów.
Ken Follett
Blaues Sofa/Wikipedia

Ken Follett

„Prawda jest taka, że im większe nadzieje pokładamy w powieści, tym bardziej boli jej zignorowanie, zła prasa itp.”.
David Aguilar/EPA/PAP

„Prawda jest taka, że im większe nadzieje pokładamy w powieści, tym bardziej boli jej zignorowanie, zła prasa itp.”.

Pierwszy tom cyklu „Filary Ziemi” sprzedał się w 39 mln egz. Na jego podstawie powstał serial telewizyjny, gra karciana, a ostatnio także komputerowa.
materiały prasowe

Pierwszy tom cyklu „Filary Ziemi” sprzedał się w 39 mln egz. Na jego podstawie powstał serial telewizyjny, gra karciana, a ostatnio także komputerowa.

Robert Ziębiński: – Pana nowa książka „Słup ognia” to opowieść o narodzinach Secret Service. Czym różniło się szpiegostwo w XVI-wiecznej Anglii od tego, które znamy dziś?
Ken Follett: – Dla mnie największym zaskoczeniem był fakt, że działanie Secret Service w XVI w. i działanie tej organizacji dziś poza technologią nie różni się w zasadzie niczym. Czyli po kolei – podobnie jak dziś tworzono listy osób podejrzanych, odstających od społeczeństwa, które podlegały inwigilacji. Sprawdzano ich korespondencję, badano rodziny, znajomych, śledzono każdy krok. Stworzono specjalne tajne kody i szyfry do porozumiewania się. Były oddziały ludzi, którzy specjalizowali się w dekodowaniu szyfrów innych agencji wywiadowczych. Reasumując, w XVI w. szpiegostwo wyglądało podobnie jak dziś. Więcej – agenci wydawali się mieć więcej uprawnień i nie byli ograniczani prawami człowieka, co w praktyce oznaczało, że z podejrzanymi mogli robić wszystko.

Wszystko się powtarza?
Jest takie powiedzenie: jedyną rzeczą, jakiej uczymy się z historii, jest ta, że nigdy niczego z niej się nie uczymy. Pisząc swój cykl „Filary Ziemi”, zagłębiałem się w różne okresy historyczne – od średniowiecza po renesans – i zagłębiając się w historyczne zapisy, naprawdę trudno nie odkryć, że odróżnia nas od tamtych ludzi głównie zaplecze technologiczne i naukowe. To technologia i nauka zmienia jakość i sposób życia, ale nie ma większego wpływu na decyzje, które podejmujemy. Od tysięcy lat wiemy, że tragiczna miłość kończy się źle, ale brniemy w toksyczne układy. Wiemy, że władza deprawuje, ale nie robimy nic, by kontrolować polityków. Wiemy, jak zaczynają się wojny, ale dokładnie jak kiedyś przymykamy oczy, mając nadzieję, że to nie będzie dotyczyć nas.

Jesteśmy beznadziejni?
Nie aż tak. Są rzeczy, z których wnioski wyciągnęliśmy, choć oczywiście nie wszyscy. W „Słupie ognia” poza narodzinami Secret Service mamy opowieść o religijnych wojnach. Rzeczy doskonale dziś nam znanej. W XVI w. w Anglii i nie tylko tam innowiercy kończyli marnie. Religia była jedna, a prawo do modlenia się w swoim wyznaniu, publicznego pokazywania przekonań nie istniało. To XVI w. zapoczątkował właśnie wolność wyznania, a było to możliwe – myślę o nas, tu, na Wyspach – tylko dzięki temu, że królowa Elżbieta należała do tych oświeconych, którzy stali po stronie religijnej wolności.

Dobrze, że pan to podkreślił – wojny religijne są nam dziś doskonale znane.
Ich mechanizm wygląda tak samo jak w tamtych czasach. Jedyne, co nas wyróżnia, to świadomość, że kiedyś z lepszym lub gorszym efektem dało się pokazać ludziom, że tolerancja ma sens, że wolność wyznania i wolność słowa to fundament, na którym się buduje. Dzięki temu problem z religijną tolerancją dziś jest ciut inny – mamy wyedukowane społeczeństwo.

W Polsce mamy ciut inaczej – u nas fundament, na którym budujemy, to właśnie zaprzeczenie wolności wyznania. Czy raczej budowanie modelu, który polega na tym, że ktoś może sobie wierzyć, w co chce, ale nasza wiara jest najważniejsza i jeśli jego wchodzi w kolizję z naszą, to właśnie jego ma się wycofać.
Ale to nic dziwnego. Raz – budowanie monolitu: jedno państwo, jedno wyznanie, jeden rząd to także doskonale znany z historii mechanizm, który nie prowadzi w finale do niczego dobrego. I to już na świecie widać. Pytanie, dokąd separatystyczne, nacjonalistyczne ruchy nas zaprowadzą? Czy zaciągniemy w odpowiednym momencie hamulec, czy powtórzymy to, co działo się wcześniej?

Jak pan myśli?
Jestem wiecznym optymistą i wydaje mi się, że z każdej sytuacji jest wyjście. Pod warunkiem że chce się go szukać. Plus jest taki, że teraz mamy więcej osób skłonnych do szukania.

Kiedyś twierdził pan inaczej – w jednym z wywiadów mówił pan, że współczesność jest bardziej barbarzyńska od średniowiecza.
Bo to prawda – niech pan spojrzy na to, co mamy my, a co mieli ludzie w średniowieczu. Średnia życia wydłużyła się o ile? Z trzech dekad do siedmiu? Mamy leki, szczepionki, komunikację, technikę, a jak głupi wszystkiemu zaprzeczamy. Tworzymy ruchy antyszczepionkowe, zapominając, do czego prowadziły choroby zakaźne. Prowadzimy wojny, których nikt nigdy nie wygra, i tak dalej. Pewnie – wojna jest częścią ludzkiego losu, ale czy mając naszą dzisiejszą wiedzę i świadomość, do czego takie działania prowadziły, nie potrafimy myśleć perspektywicznie? Czasami mam wrażenie, że nie. To włącza się moja osobowość pesymistyczna.

Wróćmy do „Słupa ognia” i cyklu „Filary Ziemi”. Krąży plotka, że wydawca, gdy zobaczył wydruk pierwszej części, dostał niemal zawału serca.
Bo był tak ogromny! To nie plotka, to fakt. Mój wydawca chciał mnie pogonić i rozwiązać umowę, bo powieść była gigantyczna. Blisko tysiąc sto stron. Mieliśmy 1989 r. Jedynym popularnym autorem, który wydawał tak gigantyczne powieści, był Stephen King. A i on miał z tym problemy! Poza tym do tej pory czytelnicy kojarzyli mnie głównie z powieściami szpiegowskimi i thrillerami. „Filary Ziemi” były zmianą tego wizerunku. Na początku mój wydawca w ogóle myślał, że napisałem tzw. powieść artystyczną, schlebiającą gustom krytyków. Dopiero kiedy wytłumaczyłem, że chodzi o coś innego, zaczął oddychać spokojnie.

A o co panu wtedy chodziło?
O pisanie rozrywkowej powieści, która z jednej strony spełnia wszelkie warunki prozy gatunkowej, z drugiej pozwala czytelnikowi zagłębić się w historię, opowieść o społeczeństwie, narodzinach świata, w którym żyjemy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj