Żywot artysty niepoczciwego

Podobno Andy Warhol zapytany niegdyś, czy chciałby zostać wielkim artystą, odpowiedział: „Nie, chciałbym raczej być sławny”. Miał szczęście. Nie tylko okrzyknięto go wielkim i stał się sławny, ale nadto jeszcze i bardzo bogaty. Zaczynając jako syn ubogich emigrantów Rusinów, pozostawił po sobie majątek wart ponad 100 mln dol. I to już jest wystarczający powód, by poświęcić mu obszerną biografię.

A przecież ocierających się o absurd powodów jest dużo więcej. Stworzył w sztuce nową jakość, choć traktował ją jak dziwkę, a nie swą miłość. Los obdarzył go niesamowicie pokręconą psychiką, co nie przeszkadzało mu być niekwestionowanym królem życia.

Tak, trzeba przyznać, że jego biograf znajduje się w luksusowej sytuacji. Nie musi watować rozdziałów rozwlekłymi opisami kolejnych obrazów i opiniami kolejnych mądrych krytyków tylko dlatego, że jego bohater wiódł spokojną egzystencję i zamiast bujnie żyć, malował i malował. Warhol poza uprawianiem sztuki robił tysiące rzeczy, m.in.: fotografował, kręcił filmy, manipulował ludźmi, przeżywał kryzysy psychiczne, głosił kontrowersyjne poglądy, kolekcjonował starocie, prowadził garkuchnię dla ubogich, wykonywał w życiu zaskakujące wolty, organizował orgie, pisał, prowokował, dał się postrzelić, znał tysiące ludzi, z których wielu przeszło do historii nie tylko dzięki znajomości z nim.

Słowem, niczego nie trzeba koloryzować, wystarczy rzetelnie zrelacjonować. I tak też uczynił Amerykanin Victor Bockris w monumentalnym tomie „Andy Warhol. Życie i śmierć” niemal dzień po dniu opisał to barwne życie.

Autor książki to profesjonalista. Napisał m.in.: biografie Muhammada Alego, Lou Reeda, Williama Burroughsa czy Keitha Richardsa. Wie, jak podtrzymać uwagę widza, świetnie wplata wypowiedzi setek swoich rozmówców, narracja przypomina dobrze zmontowany film dokumentalny. Roi się w niej od dziwaków, szaleństw, pikantnych szczegółów, ale jest i szeroka panorama życia nowojorskiej bohemy lat 60., 70. i 80.

Nic dziwnego, Bockris nad książką pracował ciężko ponad 6 lat, sam nieźle znał Warhola, co przydaje jej wiarygodności. Rozczarowani mogą się natomiast poczuć co bardziej wyrafinowani miłośnicy sztuki. Autor nie jest krytykiem i artystyczne osiągnięcia Warhola dostrzega przede wszystkim przez pryzmat ich wartości i towarzyszącej im sławy, daleko bardziej ekscytując się erotycznymi podbojami i środowiskowymi skandalami aniżeli samym fenomenem popartu. Ale czyta się to naprawdę świetnie.


Victor Bockris, Andy Warhol. Życie i śmierć, tłum. Piotr Szymor, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 682
 
 
Przeczytaj fragment książki

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj