Recenzja książki: Nigel Slater, "Tost. Historia chłopięcego głodu"
Proust na angielską miarę
Ta kulinarna autobiografia wywołała na Wyspach falę zachwytów.
materiały prasowe

Nigel Slater jest autorem kilku tzw. klasycznych książek kucharskich oraz twórcą bardzo popularnego na Wyspach programu TV „Proste dania”. Przez brytyjskie media został okrzyknięty skarbem narodowym. Jego autobiograficzna książka (a także film zrobiony na jej podstawie) wywołał lawinę zachwytów. „Independent on Sunday” posunął się w komplementach tak daleko, że ogłosił światu: „Slater to Proust ery Nesquika!”

Wprawdzie dzieło Slatera nie jest wielotomowe i liczy zaledwie 287 stron małego formatu, ale nie obszerność książki świadczy o jej wielkości. Podjąłem się więc trudu dokładnej lektury, by odnaleźć myśli i zdania, które potwierdzą geniusz autora.

Długo nie mogłem dopatrzeć się wybitnych zalet tej autobiografii. W końcu jednak zrozumiałem, gdzie recenzenci dopatrują się związków z Nigela z Marcelem. Aby zaoszczędzić ewentualnym czytelnikom trudu, przytoczę kilka cytatów uzasadniających wszystkie zachwyty.

Wczesne dzieciństwo kształtuje człowieka: „Ojciec spędzał w szklarni całe godziny. Kiedyś przyłapałem go tam z wackiem w dłoni. Powiedział, że właśnie miał robić siusiu, bo to dobre dla roślin. Tylko że jego penis był jakiś inny, większy niż w kąpieli, a on musiał się porządnie namęczyć, zanim udało mu się schować go z powrotem do spodni.”

Ten problem w książce angielskiego Prousta wraca jeszcze parokrotnie. To zapewne wpływ Biblii i opowieści o Onanie.

Nie tylko rodzice zostają w pamięci chłopca: „Wielka szkoda, że mieszkała z nami ciocia Fanny. Jej problemy z nietrzymaniem moczu sprawiały, że wszechobecny za­pach uryny tłumił nawet smród kurczaka curry (nie mó­wiąc o pieczonym cieście). Niezależnie od tego, ile babeczek z bakaliami przygotowaliśmy, ile sosnowych polan płonę­ło w kominku oraz ile aromatycznych kulek z pomarańczy nabijanych goździkami zrobiła matka, w powietrzu zawsze unosiła się woń cioci Fanny.” Dla przyszłego kucharza sprawa rozróżniania zapachów to kwestia podstawowa.

Szkoła uczy i przedsiębiorczości: „- Czy mogę wypić twoje mleko, skoro go nie chcesz? - zapytał Peter Marshall na którejś porannej przerwie. Więc powiedziałem: - Najpierw pokaż mi swojego ptaka.

I w ten sposób ustaliłem precedens na cały semestr. Żadna z dziewcząt nie chciała dodatkowej butelki tak bardzo, żeby obnażyć się publicznie nawet na krótką chwilę, ale chłopaki ustawiali się do mnie w kolejce, absolutnie zadowoleni z ta­kiej transakcji. Myślę, że to był pierwszy raz, gdy uświado­miłem sobie, że jedzenie może stać się narzędziem przetargu.” Narzędziem, a nie narządem, chyba że to błąd tłumaczenia.

Zabawy z wujkiem też miały swoje znaczenie, choć wszystko w wychowaniu autora zmierzało w jednym kierunku: „Kieszenie spodni są wystarczająco szerokie, żeby mo­gła się tam wsunąć ręka, ale potem zwężają się i obciska­ją uda wujka Geoffa. Wpycham rękę prosto w głębiny kie­szeni. Przesuwam ją do góry i grzebię tam, gdzie łączą się jego uda. Czuję krawędź monety, ale nie mogę się do niej dostać. Bokiem ręki dotykam czegoś długiego i twardego jak uchwyt kija od krykieta. Przesuwam ręką wzdłuż tego czegoś. Jest grubsze i bardziej miękkie na jednym końcu. Nagle, gdy moje palce docierają do koniuszka, wyczuwam sześciopensówkę. Wujek się uśmiecha. - Cieplej, cieplej, gorąco, gorąco, gorąco...”

Pierwsza praca w dorosłym życiu też przyniosła ważkie doświadczenia: „Któregoś wieczoru, tuż przed pójściem do swojego po­koju, wślizgnąłem się tylnym wejściem do pustej kuchni, żeby podwędzić jakąś kolację. (…). A tam, przed srebrnymi tacami z zimną pieczenią wołową, zobaczyłem Terryego, jednego z najsłodszych młodych kucharzy. Stał plecami do mnie. Zerknął przelotnie przez ramię, posyłając mi nieśmiały chłopięcy uśmiech, który powoli rozciągnął się od ucha do ucha. Terry właśnie wsadzał swojego ptaka w plaster miękkiej, różowej pieczeni wołowej.”

I z takim bagażem Nigel mógł samodzielnie ruszyć w świat. Rzeczywiście, istny to Proust! Pozostaje więc tylko życzyć wielbicielom talentu i kuchni Slatera: Smacznego!

Nigel Slater, Tost. Historia chłopięcego głodu, tłum. Ewa Kleszcz, Carta Blanca, Warszawa, 2011 r., s. 287.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj