Recenzja książki: Jimmy Burns, "Ręka Boga. Życie Diego Maradony"
Upadki Diego Maradony
Maradona starał się nie dopuścić do publikacji książki Burnsa. Nie udało się.
materiały prasowe

Jimmy Burns mógł – jak tylu przed nim i po nim – paść przed boskością Diego Maradony na kolana i stworzyć kolejną hagiografię. Napisał jednak książkę do bólu uczciwą. Choć najpierw uległ urokom gry Argentyńczyka, bo w latach 80. kochać futbol znaczyło kochać Maradonę. Potem dopiero pojawiła się złość, że Maradona siebie jako piłkarza rozmienił na drobne. I pytanie: dlaczego?

Diego geniuszem był, ale w „Ręce Boga” upadków jest więcej niż wzlotów. Lgnął do kłopotów, przekonany, że kogoś takiego jak on, wyniesionego do rangi półboga, kaprysy losu nie mają prawa dotknąć. Pytanie: czy jazdę po równi pochyłej Maradona zafundował sobie sam – przez swój neurotyczny charakter, emocjonalną nierównowagę, brak instynktu samozachowawczego – czy też w dół pociągnęli go cynicy, których miał za przyjaciół i darzył bezgranicznym zaufaniem?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną