Coetzee, fan Herberta
Kiedy naprawdę zostanie pisarzem?

Pierwszy tom autobiograficznego cyklu noblisty J.M. Coetzeego („Chłopięce lata. Sceny z prowincjonalnego życia”) rozgrywał się w Kapsztadzie i Worcester na przełomie lat 40. i 50., gdy apartheid dopiero raczkował. Drugi nosi tytuł „Młodość” i powinien zaczynać się od adnotacji „kilka lat później”. Nadwrażliwy, ale i nieznośny chłopak z pierwszej części wyprowadził się z domu, studiuje matematykę, zaciąga do łóżka kolejne dziewczyny (czy raczej: one go zaciągają). Przede wszystkim wie już na pewno, że chce zostać pisarzem. Tymczasem polityka rasowa rządzących Afrykanerów jeszcze bardziej się zaostrzyła. John decyduje się opuścić RPA.

Przenosimy się do Londynu początku lat 60. Swingujące miasto pokazuje swoje nieprzyjazne oblicze: anonimowości, obojętności, pozbawionego emocji seksu (ulubionym reżyserem bohatera jest Antonioni, który lada dzień nakręci „Powiększenie”). John musi z czegoś żyć, więc zostaje programistą komputerowym. Pracuje dla IBM, myślami o literaturze wypełniając wszystkie chwile wolne od męki biurowej rutyny. „Młodość” to na pozór przede wszystkim genealogia literacka pisarza, prawdziwy katalog jego fascynacji: od Tołstoja, na którego autobiograficznej trylogii wzorowany jest cykl Coetzeego, poprzez Henry’ego Jamesa po Becketta.

Coetzee z powieści to jeszcze nie powieściopisarz, ale niedoszły poeta, fan T.S. Eliota, Ezry Pounda, Josipa Brodskiego oraz – uwaga! – Zbigniewa Herberta, którego wierszy słucha przez radio „ciesząc się, że zamieszkuje tę samą ziemię”. W zdystansowanym, a chwilami zwyczajnie okrutnym autoportrecie pisarz opisuje zarówno swój uczuciowy chłód, jak i tragikomiczne, bo bezskuteczne, próby przyzywania poetyckiego daru.

Dopiero gdy – w swych książkach – wróci do ojczyzny, naprawdę zostanie pisarzem.

J.M. Coetzee, Młodość, przeł. Michał Kłobukowski, Znak, Kraków 2007, s. 256
 

    

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj