Recenzja płyty: Steven Wilson, „To The Bone”

To tylko rock
Wielbicielom tzw. rocka klasycznego – albo i rocka progresywnego – nie trzeba przedstawiać brytyjskiego wokalisty i gitarzysty Stevena Wilsona.
materiały prasowe

Wielbicielom tzw. rocka klasycznego – albo i rocka progresywnego – nie trzeba przedstawiać brytyjskiego wokalisty i gitarzysty Stevena Wilsona. Niegdyś lidera formacji Porcupine Tree oglądającej się ewidentnie w stronę Pink Floyd, a dziś solisty, który próbuje odświeżać estetykę art rocka w nowoczesny i bardziej subtelny sposób. Wychodzi z tego – przy jego zręcznym operowaniu harmonią i melodią, a do tego umiejętnym tworzeniu klimatu – po prostu taka wersja rockowej konwencji, od której nie wieje na kilometr naftaliną, ale która pozostaje ciekawym kompromisem dla różnych odbiorców, włącznie z miłośnikami dinozaurów.

Steven Wilson, To The Bone, Caroline

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj