Van Morrison jak zwykle
Jedenaście pięknych, nastrojowych kawałków.

W niezmierzonym oceanie wykonawców muzyki rozrywkowej są, co prawda nieliczni, ale zawsze, artyści jak te latarnie morskie rozpoznawalni w największą burzę, wskazujący drogę do bezpiecznego, upragnionego portu. Po tym wątpliwej jakości, ale niezaprzeczalnie poetyckim wstępie mogę państwa uprzejmie poinformować, że takim właśnie wskazującym drogę do portu artystą jest dla mnie Van Morrison.

Jak ponad czterdzieści lat temu zachwycił mnie w grupie Them (Gloria!), tak mnie trzyma po dziś dzień. I wcale mi nie przeszkadza, że Morrison ciągle opowiada podobne historie. Jego nowa płyta „Keep It Simple” to kolejny tom jego opowieści. Jedenaście pięknych, nastrojowych kawałków bluesowo-soulowo-rockowo-niewiadomowsumiejakich wprowadza nas w świat jakże daleki od natrętnego łomotu klubowego czy nieudolnych pieśni naszych mętnych gwiazd festiwalowych.
 

Van Morrison, Keep It Simple, Polydor 2008
 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj