Recenzja spektaklu: "Cyberiada", reż. Ran Arthur Braun
Lem w operze
Zdumiewające, że pierwsza opera do libretta opartego na twórczości Stanisława Lema została wykonana w Polsce dopiero teraz – na 70 urodziny kompozytora.
'Cyberiada', reż. Ran Arthur Braun
Katarzyna Zalewska/materiały prasowe

"Cyberiada", reż. Ran Arthur Braun

Krzysztof Meyer, kończąc ją, miał 27 lat i zaraz potem otrzymał za nią główną nagrodę na konkursie w Monako. Ale prawykonanie jej także odbyło się z opóźnieniem: w 1986 r. w Wuppertalu. Może jednak i lepiej, że została wystawiona teraz, gdy wraca estetyka lat 60. i wspominamy sukcesy tzw. polskiej szkoły kompozytorskiej. „Cyberiada” jest też pastiszem, co pozwala na rozmaite wdzięczne igraszki stylistyczne. Jak wiadomo, opowiadania Lema z tego cyklu (i z „Bajek robotów”, z których jedna włączona jest do libretta) rozgrywają się wśród robotów. Na scenie poznańskiej mamy natomiast ludzi (czasem w skafandrach, czasem fruwających), balony (w tym w kształcie rekinów) i abstrakcyjną dwupoziomową dekorację.

Wśród wielu ról najwięcej do śpiewania ma Wojciech Śmiłek jako Konstruktor Trull (zmiana nazwiska w stosunku do oryginału z powodów wokalnych), Roma Jakubowska-Handke jako Królowa Genialina i Marek Szymański jako Król Mandrylion Największy. Całość jest poprowadzona z humorem przez Krzysztofa Słowińskiego; część orkiestry (pięcioro perkusistów), nie zmieściwszy się w kanale, gra (w skafandrach) na scenie, co stanowi dodatkowy walor wizualny.

 

Krzysztof Meyer, Cyberiada, reż. Ran Arthur Braun, Teatr Wielki w Poznaniu

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj